Wandale przecięli ogrodzenia gospodarstwa opiekuńczego w Humbeek – konie i alpaki wydostały się na wolność
W nocy z czwartku na piątek nieznani sprawcy przecięli ogrodzenia wokół gospodarstwa opiekuńczego Huppeldepup w Humbeek. Otworzyli także bramy, przez co konie i alpaki mogły wydostać się poza teren...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be W nocy z czwartku na piątek nieznani sprawcy przecięli ogrodzenia wokół gospodarstwa opiekuńczego Huppeldepup w Humbeek. Otworzyli także bramy, przez co konie i alpaki mogły wydostać się poza teren gospodarstwa. Straty liczone są w tysiącach euro, a właścicielka wciąż jest wstrząśnięta tym, co się stało. „Nie mam słów na to, że w jedną noc widzę tak zniszczone dzieło swojego życia” – mówi. O sprawie informuje VRT.
Spis treści
Dzień zaczął się od niespodziewanego odkrycia. Jeden z koni nie znajdował się już na łące, lecz w ogrodzie sąsiadów. „Najpierw myśleliśmy, że ktoś przeciął jeden drut. Od razu poszłam po materiały, żeby to naprawić” – relacjonuje właścicielka Ellen Van Assche.
Skala zniszczeń i koszty napraw
Zanim jednak rozpoczęto pierwszą naprawę, właścicielka odebrała kolejny telefon. Sąsiadka poinformowała, że również jej ogrodzenie zostało przecięte, a alpaki z gospodarstwa opiekuńczego biegają po ogrodzie. „Wtedy zaczęliśmy wszystko sprawdzać i dopiero zobaczyliśmy, jak wielkie było spustoszenie. Na całym naszym terenie druty były przecięte w kilku miejscach. Otwarte były też bramy wybiegów dla alpak” – opowiada.
Finansowe skutki zdarzenia są poważne. Już pierwsza wycena naprawy części ogrodzenia sięga kilku tysięcy euro. Do kosztów materiałów dochodzi także czas potrzebny na przywrócenie zabezpieczeń. „Pracujemy tu dla zwierząt siedem dni w tygodniu. To czas i pieniądze, których w ogóle nie przewidzieliśmy” – podkreśla właścicielka.
Zwierzęta wydostały się poza teren gospodarstwa
Łącznie poza ogrodzenie wydostało się 15 alpak oraz kilka koni. Jeden z koni odniósł ranę nosa, prawdopodobnie przez przecięty drut, który gdzieś się zaczepił.
Jeden koń znalazł się nawet na ulicy. „Na szczęście alpaki wydostały się na inną łąkę, a nie na ulicę. Naprawdę wszystko było pootwierane, więc równie dobrze mogły ruszyć w stronę drogi publicznej. Na szczęście tak się nie stało” – mówi Ellen Van Assche.
Nagrania z kamer i działania policji
Na razie nie wiadomo, kto odpowiada za akt wandalizmu. Na nagraniach z kamer widać jedynie cień, dlatego policja ma obecnie głównie informację o czasie zdarzenia.
Okazało się również, że gospodarstwo opiekuńcze mogło nie być jedynym miejscem, w którym przecięto ogrodzenia. Podobne uszkodzenia stwierdzono także u sąsiadów. „Dlatego nie sądzę, by było to wymierzone konkretnie w nasze gospodarstwo. Ale i tak pozostaje niezrozumiałe, że ktoś świadomie naraża zwierzęta na niebezpieczeństwo” – mówi właścicielka.
Policja była już na miejscu dwukrotnie, sporządziła protokół i przeprowadziła oględziny w poszukiwaniu śladów. Van Assche liczy, że sprawców uda się odnaleźć.
Choć naprawy trwają intensywnie, najtrudniejszy pozostaje wymiar emocjonalny całej sytuacji. „Dniem i nocą angażujemy się tu w opiekę nad zwierzętami ze schroniska, które często mają już za sobą trudną przeszłość. A potem w jedną noc znajdujesz dzieło swojego życia tak dosłownie pocięte… Wciąż jestem w szoku” – przyznaje właścicielka.