Dwie rzeczywistości brukselskich szkół – „Mam poczucie, że jestem w uprzywilejowanej sytuacji”
Nowy rok szkolny w Brukseli rozpoczyna się w bardzo różnych warunkach, zależnie od tego, do jakiej szkoły trafiają uczniowie i nauczyciele. Mathieu Ishimwe, nauczyciel języka francuskiego, który...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Nowy rok szkolny w Brukseli rozpoczyna się w bardzo różnych warunkach, zależnie od tego, do jakiej szkoły trafiają uczniowie i nauczyciele. Mathieu Ishimwe, nauczyciel języka francuskiego, który większość swojej kariery zawodowej spędził w szkolnictwie publicznym, a od dwóch lat pracuje w prywatnej szkole międzynarodowej, otwarcie przyznaje w rozmowie z portalem The Brussels Times, że jego obecna sytuacja jest znacznie korzystniejsza. Francuskojęzyczna edukacja w Belgii wchodzi bowiem w nowy rok szkolny po miesiącach protestów i sporów wokół reform oraz oszczędności budżetowych.
Spis treści
Napięcia w szkolnictwie Wspólnoty Francuskiej
Sytuacja stała się na tyle poważna, że król Filip poświęcił jej część swojego lipcowego orędzia do mieszkańców Belgii. Monarcha mówił o „ogromnej presji”, pod jaką znajduje się system szkolny Wspólnoty Francuskiej (Fédération Wallonie-Bruxelles, FWB), oraz o trudnych miesiącach, przez które przeszedł.
34-letni Mathieu Ishimwe od dwóch lat uczy literatury francuskiej oraz języka francuskiego jako obcego w Bogaerts International School. Wcześniej jednak pracował głównie w szkolnictwie publicznym.
Dziś prowadzi mniej liczne klasy, ma do dyspozycji więcej środków dydaktycznych i może regularnie zabierać uczniów na wycieczki oraz wyjścia kulturalne.
„Miałem dużo szczęścia i uważam, że jestem uprzywilejowany, pracując dziś w szkole międzynarodowej” – mówi nauczyciel.
Kryzys we francuskojęzycznym systemie edukacji określa jako niepokojący. Jak podkreśla, choć sam już w nim nie pracuje, ma ogromny szacunek dla nauczycieli szkół publicznych.
„Nauczanie to zawód tak ważny dla społeczeństwa i spójności społecznej, że te oszczędności są po prostu nie na miejscu” – ocenia. „To próba robienia więcej za mniej”.
Zupełnie inne rozpoczęcie roku szkolnego
„Na początku roku szkolnego przychodzą uczniowie z bardzo wielu różnych krajów, którzy spotykają się w jednej szkole, tutaj w Brukseli” – opisuje Ishimwe.
Jak dodaje, wiąże się to z własnym zestawem wyzwań.
W tym roku w jego klasach uczyły się dzieci z Japonii, Indii, Ukrainy, Pakistanu, Polski, Rumunii, Słowenii, Francji, Hiszpanii i Portugalii.
Wiele z tych rodzin znalazło się w Brukseli, ponieważ rodzice podjęli pracę w instytucjach unijnych, NATO, ambasadach lub międzynarodowych firmach. Zdaniem nauczyciela stanowią one większość uczniów jego szkoły.
„One też przyzwyczajają się do nowego kraju” – wyjaśnia.
Wspólnym językiem jest angielski, ale rozmowy nie zawsze odbywają się wyłącznie w jednym języku. Ishimwe kształcił się w Anglii i pracuje w oparciu o program w dużej mierze brytyjski. Uczeń siedzący przed nim mógł jednak jeszcze niedawno realizować program japoński albo uczyć się w amerykańskiej szkole międzynarodowej, co wymaga od nauczyciela ciągłego dostosowywania się.
Nauka języka i życia w Brukseli
Na początku roku uczniowie piszą test z języka francuskiego i zostają podzieleni na grupy według poziomu – od początkującego do zaawansowanego. Lekcje francuskiego nie dotyczą jednak wyłącznie samego języka. Uczą również tego, jak funkcjonować w Brukseli.
Uczeń, który właśnie przyjechał do belgijskiej stolicy, musi najpierw nauczyć się pytać o drogę, a dopiero później opanowywać bardziej złożone zagadnienia gramatyczne.
Nauczyciel, który sam wychował się w Brukseli, regularnie wplata w zajęcia codzienne sytuacje. Uczniowie ćwiczą wizytę w sklepie, składanie zamówienia, rozmowę przy okienku czy proszenie o pomoc, gdy się zgubią.
W szkole działa również zespół ds. włączania, który pomaga nowo przybyłym uczniom i ich rodzinom zrozumieć życie w Belgii, w tym miejscowe zwyczaje i normy społeczne, których mogą wcześniej nie znać.
Obok francuskiego Ishimwe uczy więc także samej Belgii.
„Belgia to frytki, małże i czekolada” – mówi. „Te stereotypy są nadal bardzo zakorzenione. Ale Belgia to znacznie więcej”.
Ponieważ uczniowie przyjeżdżają z gotowymi wyobrażeniami o swoim nowym domu, nauczyciel szuka sposobów, by przybliżyć im belgijską kulturę. Na zajęciach pojawiają się więc literatura, kino, twórcy i komiksy. Poza szkołą uczniowie odwiedzają Grand-Place, Muzeum Magritte’a, teatry i operę, a także wyjeżdżają w inne części Belgii.
Te możliwości pokazują jednocześnie różnicę między obecną pracą Ishimwe a jego wcześniejszym doświadczeniem w szkolnictwie publicznym. Nauczyciel zwraca uwagę również na mniej komfortowy aspekt tej różnicy. Edukacja międzynarodowa oznacza, jak mówi, inne środowisko społeczne, w którym uczniowie mają dostęp do doświadczeń niedostępnych dla dzieci z rodzin robotniczych lub o niższych dochodach.
Uczniowie, którzy przychodzą i odchodzą
Nauczanie dzieci, których rodziny zbudowały swoje życie wokół międzynarodowych karier, ma jeszcze jedną specyfikę – rodziny te często się przeprowadzają.
W ubiegłym roku do klas Ishimwe dołączali nowi uczniowie nawet w lutym, ze względu na pracę rodziców. Nauczyciel musiał pomagać im nadrobić materiał i jednocześnie włączyć się w życie grupy.
Klasy są małe, dzięki czemu uczniowie stosunkowo szybko się do siebie zbliżają. Nowa placówka rodzica może jednak oznaczać nagłe pożegnanie.
„Kiedy muszą wyjechać albo kiedy ich rodzice są przenoszeni, to łamie serce” – przyznaje.
Ciągły ruch nie powstrzymuje jednak uczniów przed nawiązywaniem relacji, nawet jeśli wiedzą, że ich wspólny czas może być krótki.
Oznacza to również, że kulturowa mieszanka w klasie nieustannie się zmienia. Szkoła organizuje dzień międzynarodowy, podczas którego rodziny prezentują potrawy, stroje i tradycje pochodzące z ich krajów.
Jak przyznaje Ishimwe, sam również uczy się od swoich uczniów – zarówno poprzez to, co wnoszą do szkoły, jak i dzięki ich odmiennemu spojrzeniu, które ujawnia się podczas zajęć.
„Udana klasa międzynarodowa to ostatecznie taka, która sprawia, że różnice między uczniami stają się mniej istotne, ale ich nie wymazuje” – podsumowuje nauczyciel.