Rekordowe stężenia pyłów w Walonii po pożarze w Hautes Fagnes – ostrzeżenie przyszło dopiero pod wieczór
Mimo niespotykanych wcześniej stężeń pyłów zawieszonych w niedzielę w Walonii nie uruchomiono żadnego systemowego alarmu. Rekordowe wartości odnotowano późnym przedpołudniem na części walońskich...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Mimo niespotykanych wcześniej stężeń pyłów zawieszonych w niedzielę w Walonii nie uruchomiono żadnego systemowego alarmu. Rekordowe wartości odnotowano późnym przedpołudniem na części walońskich stacji pomiarowych, jednak na ostrzeżenie dotyczące zanieczyszczenia powietrza i jasne zalecenia ze strony walońskiej agencji ds. zdrowia AVIQ trzeba było czekać do końca dnia. Na pytanie, która instytucja powinna była zareagować wcześniej, poszczególne służby odsyłają do siebie nawzajem.
Spis treści
W niedzielę przed południem stężenia pyłów zawieszonych gwałtownie wzrosły na kilku stacjach pomiarowych w Walonii. Powodem był dym znad Hautes Fagnes, który ograniczał widoczność i niósł intensywny zapach spalenizny na odległość dziesiątek kilometrów.
Poważne zanieczyszczenie powietrza
O godz. 11.00 w Vielsalm zanotowano szczytowe stężenie 746 µg/m³ dla frakcji PM10 oraz 652 µg/m³ dla PM2,5. Z dostępnych ustaleń wynika, że takich wartości nie rejestrowano wcześniej w Belgii. Powietrze klasyfikowane jest jako „fatalne” już przy poziomie 140 µg/m³ dla PM10 i 75 µg/m³ dla PM2,5. Progi te zostały przekroczone również na stacjach w Sainte-Ode, Offagne i Sinsin, co oznacza, że poważne zanieczyszczenie objęło znaczną część Walonii.
Światowa Organizacja Zdrowia przypomina, że nie istnieje poziom, poniżej którego pyły zawieszone byłyby całkowicie nieszkodliwe. W krótkiej perspektywie mogą nasilać infekcje dróg oddechowych i objawy astmy, natomiast przy dłuższej ekspozycji zwiększają ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, chorób płuc oraz raka płuca.
Przez wiele godzin mieszkańcy nie otrzymywali jednak jasnych zaleceń. Strefy ratownicze Luxembourg i Dinaphi oraz strefa policji Haute Meuse przekazały wprawdzie kilka komunikatów, ale dotyczyły one głównie apelu, aby nie przeciążać numeru alarmowego 112 zgłoszeniami dotyczącymi zapachu dymu. Regularnie niedostępny serwis Wallonair zalecał osobom odczuwającym dyskomfort jedynie zamknięcie drzwi i okien, nie informując przy tym o skali zagrożenia.
System Celine nie był przewidziany na taką sytuację
Międzyregionalna komórka Celine, odpowiedzialna za monitorowanie jakości powietrza, powinna informować mieszkańców, gdy stężenie przekracza 50 µg/m³ dla PM10 oraz 35 µg/m³ dla PM2,5. „Ale próg musi być przekroczony od 24 godzin, prognozy muszą wskazywać, że utrzyma się przez kolejne 24 godziny, a w przypadku Walonii musi to dotyczyć co najmniej wszystkich stacji na północ od linii Sambre-Moza” – wyjaśnia rzecznik komórki Philippe Maetz. Jak dodaje, system powstał z myślą o epizodach zanieczyszczenia związanych na przykład z ogrzewaniem przy słabym wietrze, a nie z pióropuszem dymu, który w ciągu kilku godzin powoduje ogromny wzrost stężeń.
Nieco po godz. 10.00, z inicjatywy gubernatora prowincji Namur Denisa Mathena, wysłano wprawdzie wiadomość za pośrednictwem systemu Be-Alert, lecz również ona dotyczyła przede wszystkim przeciążenia numeru 112. „Sprawdziłem w Be-Alert, czy mogliby pokryć koszt SMS-a, na co nie chcieli przystać. Skorzystaliśmy więc z wiadomości e-mail” – tłumaczy gubernator.
W komunikacie zabrakło natomiast zaleceń dotyczących ochrony zdrowia. „Nie mam bezpośrednich kompetencji w zakresie jakości powietrza. Mogę więc jedynie przekazywać dalej komunikat, który otrzymałbym od jakiegoś organu, a nie dostałem nic” – wskazuje Mathen. Jak wyjaśnia, w środku dnia zażądał, aby AVIQ oraz walońskie centrum kryzysowe Cortex powołały komórkę ekspercką zajmującą się jakością powietrza.
Zalecenia przyszły zbyt późno
AVIQ, waloński urząd odpowiedzialny między innymi za zdrowie środowiskowe, oraz Cortex, centrum kryzysowe Regionu Walońskiego, spotkały się po południu. Dopiero pod koniec dnia AVIQ ostrzegła jednak przed zanieczyszczeniem i wydała jasne zalecenia: w miarę możliwości pozostawać wewnątrz budynków, zamknąć drzwi i okna, wyłączyć wentylację mechaniczną albo zasłonić kratki wentylacyjne wilgotną tkaniną. W tym momencie zdecydowana większość terytorium Walonii znajdowała się już poza strefą największego zagrożenia, przez co środki ochronne straciły w dużej mierze praktyczne znaczenie.
Instytucje odsyłają do siebie nawzajem
Nadal nie jest jasne, kto powinien był uruchomić alarm. Przedstawiciele Be-Alert podkreślają, że nie był to kryzys o zasięgu federalnym, więc decyzja o wysłaniu ostrzeżeń należała do prowincji lub gmin. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie władze lokalne miałyby taką decyzję podjąć. „To nie do nas należy monitorowanie jakości powietrza” – odpowiada z kolei rzeczniczka AVIQ Lara Kotal, zaznaczając, że urząd przygotował zalecenia, gdy skontaktował się z nim Cortex.
W Cortexie, który nadal pozostaje zaangażowany w zarządzanie akcją gaśniczą, w sprawach jakości powietrza wskazuje się natomiast na AVIQ oraz waloński instytut naukowy ISSeP. Ten uznaje swoją odpowiedzialność za jakość danych i pomiarów, ale w kwestii komunikacji odsyła do AVIQ oraz walońskiej agencji ds. powietrza i klimatu AWAC, z którą nie udało się nawiązać kontaktu.
Jeden z rozmówców, który poprosił o zachowanie anonimowości, przyznaje, że kompetencje w tej dziedzinie są mocno rozproszone między różne instytucje. Jak podsumowuje gubernator Mathen, sprawa będzie wymagała analizy przy okazji podsumowania całej akcji.