Antwerp Pride na finansowej granicy – organizatorzy ostrzegają, że deszcz może zagrozić przyszłorocznej edycji
Jedna z największych imprez w prowincji Antwerpia odbywała się w sobotę przy sprzyjającej pogodzie, jednak jej organizatorzy przyznają, że sytuacja finansowa jest bardzo napięta. Przewodniczący...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Jedna z największych imprez w prowincji Antwerpia odbywała się w sobotę przy sprzyjającej pogodzie, jednak jej organizatorzy przyznają, że sytuacja finansowa jest bardzo napięta. Przewodniczący Antwerp Pride Geert Van Praet ostrzegał, że jeden deszczowy dzień mógłby sprawić, że w przyszłym roku parada w ogóle się nie odbędzie. Wydarzenie, które zaczynało jako marsz protestacyjny, obecnie przyciąga ponad 100 000 uczestników. Jednocześnie publiczne dotacje maleją, a koszty działalności stowarzyszenia odpowiedzialnego za organizację rosną z roku na rok.
Spis treści
„To wołanie o pomoc”
Van Praet otwarcie mówi o trudnej sytuacji finansowej organizacji. „To wołanie o pomoc” – stwierdza przewodniczący. Jak tłumaczy, budżet wydarzenia jest całkowicie uzależniony od pogody, ponieważ wszystkie tereny festiwalowe znajdują się pod gołym niebem.
„Jeśli dziś spadnie deszcz, nie pokryjemy kosztów i w przyszłym roku nie będzie parady. Jesteśmy zdecydowanie zbyt wrażliwi na pogodę” – podkreśla Van Praet.
Skąd pochodzą pieniądze
Flamandzka minister ds. równych szans Caroline Gennez (Vooruit) przeznacza na Pride 25 000 euro rocznie. Miasto Antwerpia przekazuje kolejne 30 000 euro, federalny minister Rob Beenders – 5 000 euro, natomiast Loteria Narodowa dokłada 25 000 euro.
Choć są to znaczące sumy, w porównaniu z całkowitymi kosztami organizacji wydarzenia pozostają niewielkie. Sam wynajem terenów festiwalowych kosztuje Antwerp Pride około 400 000 euro. Łącznie stowarzyszenie, które korzysta z pracy wielu wolontariuszy i zatrudnia tylko jedną osobę, potrzebuje blisko miliona euro, aby całe przedsięwzięcie mogło funkcjonować. Przychody również wynoszą około miliona euro.
Jednorazowe darowizny przynoszą organizacji 50 000 euro. „To mniej więcej dziesięć euro od zwolenników z lewej strony i dziesięć euro od zwolenników z prawej strony” – mówi przewodniczący. „A na gadżetach zarabiamy ledwie 5 000 euro”. Największa część wpływów pochodzi z samego festiwalu – ze sprzedaży biletów, jedzenia i napojów. Jeśli z powodu złej pogody te przychody znikną, organizacja znajdzie się w poważnych tarapatach finansowych.
Obawy o strefę bezpieczeństwa
Van Praeta szczególnie niepokoi możliwość likwidacji utworzonej niedawno strefy bezpieczeństwa na zamkniętym terenie festiwalowym. „Oznaczałoby to, że wszyscy ci ludzie rozproszyliby się po mieście, gdzie grozi im napaść” – mówi przewodniczący. „Potrzebujemy środków, żeby stworzyć strefę bezpieczeństwa. Moglibyśmy powiedzieć, że nie zapewnimy takiego bezpiecznego otoczenia, ale jestem ciekaw, co by się wtedy stało”.
Przewodniczący krytycznie odnosi się również do zarzutów, że wydarzenie jest organizowane w sposób rzekomo „hiperkomercyjny”.
Rosnące wydatki i ryzyko bankructwa
Jak wynika z ustaleń dziennika gospodarczego De Tijd, wydatki stowarzyszenia szybko rosną. Mają zwiększyć się z 330 000 euro w 2022 r. do ponad 924 000 euro w 2026 r. Przy prognozowanych przychodach na poziomie blisko miliona euro organizacja utrzymuje się więc tylko nieznacznie powyżej progu rentowności. Van Praet przyznaje również, że skarbnik stowarzyszenia musi czasami wykładać duże kwoty z własnej kieszeni.
„Firmy sponsorują tu i ówdzie, ale wciąż za mało” – podsumowuje przewodniczący. Jak wyjaśnia, organizatorzy chcieliby co roku odkładać niewielkie rezerwy finansowe, które pozwoliłyby przetrwać edycję, której wyniki finansowe zostałyby przekreślone przez deszcz. Van Praet przypomina przy tym, że Pride w Brukseli kilka lat temu ogłosiło bankructwo.
„Bardzo frustrujące jest patrzeć na to, jak na przykład wydarzenia sportowe przyciągają znacznie więcej środków z dotacji, choć my również ściągamy wielu odwiedzających. Dla nas to nie tylko impreza – to wciąż protest” – podkreśla Van Praet.