Proces „zgniłych” mieszkań w Sint-Truiden wraca do sądu
Po dwóch odroczeniach wznowiono proces dotyczący tzw. zgniłych mieszkań w Sint-Truiden w prowincji Limburgia. Sprawa dotyczy 25 lokali wybudowanych w technologii szkieletowej, które w 2021 r. uznano...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Po dwóch odroczeniach wznowiono proces dotyczący tzw. zgniłych mieszkań w Sint-Truiden w prowincji Limburgia. Sprawa dotyczy 25 lokali wybudowanych w technologii szkieletowej, które w 2021 r. uznano za niezdatne do zamieszkania z powodu postępującego rozkładu drewnianej konstrukcji. Właściciele mieszkań domagają się od deweloperów, architekta oraz firmy dekarskiej odszkodowań o łącznej wartości blisko 10 milionów euro. Pierwsza rozprawa odbywa się dzisiaj, kolejna została wyznaczona na 20 maja, natomiast ogłoszenie wyroku planowane jest na czerwiec.
Spis treści
Początek budowlanej katastrofy
W lipcu 2021 r., prawie pięć lat temu, mieszkańcy 25 lokali znajdujących się w Rezydencji Platanus – części kompleksu „Parc du Sud” w Sint-Truiden – zostali zmuszeni do opuszczenia swoich mieszkań po wykryciu zagrożenia pożarem oraz ryzyka zawalenia budynków. Ówczesny burmistrz miasta wydał decyzję uznającą obiekty za niezdatne do zamieszkania.
Problemy były skutkiem rozkładu drewna, który rozpoczął się już podczas budowy. Elementy drewnianej konstrukcji oraz same lokale przez długi czas były wystawione na działanie deszczu i wiatru, przez co nasiąkły wilgocią. Następnie wilgoć została zamknięta wewnątrz konstrukcji podczas prac wykończeniowych. Ponieważ nie mogła się wydostać, drewno zaczęło stopniowo gnić.
Z opinii biegłego sądowego wynika, że jedynym rozwiązaniem pozostaje rozbiórka budynków. Za powstałą sytuację odpowiedzialność ma ponosić kilka stron. Właściciele żądają więc niemal 10 milionów euro odszkodowania od dewelopera, architekta oraz firmy wykonującej prace dekarskie.
Wielokrotnie odkładany proces
Pierwszy termin procesu wyznaczono pierwotnie na wrzesień ubiegłego roku, jednak postępowanie zostało odroczone po upadłości jednej ze spółek należących do dewelopera. Sytuacja ta znacząco skomplikowała kwestie związane z odpowiedzialnością finansową i roszczeniami właścicieli. Kolejną rozprawę wyznaczono na grudzień 2025 r.
Również wtedy sprawa nie mogła zostać rozpatrzona. Powodem były skomplikowane procedury prawne związane z istnieniem dwóch równoległych postępowań, określanych przez sąd jako „duża sprawa” i „mała sprawa”.
„Duża sprawa” obejmuje roszczenia właścicieli mieszkań, którzy domagają się niemal 10 milionów euro odszkodowania. „Mała sprawa” dotyczy natomiast konfliktu pomiędzy architektem a jego ubezpieczycielem. Ubezpieczenie miałoby pokrywać szkody jedynie do kwoty 600 000 euro na każdy przypadek. Ostatecznie sędzia zdecydował o połączeniu obu postępowań w jedną sprawę.
Budynki nadal niszczeją
Proces rozkładu konstrukcji nigdy nie został zatrzymany, a stan budynków stale się pogarsza od momentu ewakuacji mieszkańców. Zarządca wspólnoty mieszkaniowej Pascal Pierco przyznaje, że właściciele odczuwają ulgę z powodu wznowienia postępowania.
„Na początku mieszkańcy byli bardzo sfrustrowani ciągłymi odroczeniami procesu. Dziś uważają jednak, że może to ostatecznie wyjść sprawie na korzyść” – mówi. „Ważniejsze jest dla nich, aby procedura została przeprowadzona prawidłowo, niż późniejsze wracanie do nierozstrzygniętych kwestii. Wreszcie pojawia się dla nich światełko w tunelu.”
Pascal Pierco podkreśla również dramatyczną sytuację poszkodowanych właścicieli. „Ci ludzie stracili nie tylko część swojego majątku, ale również część swojego życia. W dobrej wierze kupili mieszkania w spokojnej i atrakcyjnej okolicy. Gdy kilka lat później okazuje się, że 200 000 lub 300 000 euro praktycznie przepada, człowiek jest tym kompletnie zdruzgotany. To nadal bardzo trudna sytuacja dla wszystkich właścicieli” – zaznacza.
Zarządca dodaje, że obiekty stają się coraz bardziej niebezpieczne. „Proces gnicia nigdy się nie zatrzymał. Zawaliły się już podłogi oraz sufity. Poruszanie się po budynkach jest obecnie niebezpieczne” – relacjonuje.
„Ten koszmar musi się skończyć”
Jedna z poszkodowanych właścicielek, Chloë Muller, która kupiła mieszkanie w kompleksie „Parc du Sud” niedługo przed ujawnieniem problemów, ma nadzieję, że finał sprawy jest już bliski.
„W sprawę zaangażowanych jest bardzo wiele stron, dlatego rozumiem, że procedura sądowa trwa długo” – mówi. „Mam jednak nadzieję, że to już prawie koniec. Ten koszmar naprawdę musi się skończyć. To ogromne obciążenie zarówno finansowe, jak i psychiczne dla wszystkich właścicieli.”
Kobieta nadal spłaca kredyt hipoteczny za mieszkanie, w którym nie może zamieszkać. „Każdego miesiąca człowiek ponownie zderza się z tą rzeczywistością. To jest straszne” – przyznaje.
Właściciele czekają na wyrok
Poszkodowani liczą, że sąd szybko zakończy sprawę. „Wtedy wreszcie dowiemy się, jaka rekompensata nam przysługuje. Zniknie niepewność i będzie można ruszyć dalej z życiem” – tłumaczy Chloë Muller.
Była mieszkanka podkreśla również emocjonalny wymiar całej sytuacji. „W ciągu jednego tygodnia musiałam pożegnać się z moim pierwszym własnym mieszkaniem. Dotknęło to nas wszystkich. To było nie tylko nierealne, ale wręcz traumatyczne. Rozumieją to wyłącznie osoby, które przeżyły to razem z nami” – mówi.
Dzisiejsza rozprawa oraz kolejna sesja zaplanowana na koniec maja mają być przedostatnimi etapami procesu. Ogłoszenie wyroku w sprawie „zgniłych” mieszkań w Sint-Truiden przewidziano na czerwiec.