Papierowe kwiaty za muszelki – belgijska plażowa tradycja uczy dzieci negocjacji i nawiązywania znajomości
Każdego lata na belgijskim wybrzeżu pojawiają się dziecięce stoiska z papierowymi kwiatami, za które można zapłacić wyłącznie muszelkami. Tradycja „strandbloemen”, czyli plażowych kwiatów, narodziła...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Każdego lata na belgijskim wybrzeżu pojawiają się dziecięce stoiska z papierowymi kwiatami, za które można zapłacić wyłącznie muszelkami. Tradycja „strandbloemen”, czyli plażowych kwiatów, narodziła się na belgijskich plażach w okresie międzywojennym, a w 2021 r. trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego Flandrii. Jak opisuje dziennik Le Soir, za pozornie prostą zabawą kryje się coś więcej niż dziecięcy handel – to okazja do nauki negocjowania, rozumienia wartości pieniądza oraz nawiązywania kontaktów z rówieśnikami.
Spis treści
Stoisko na piasku i kurs wymiany
Na plaży w Koksijde, pomiędzy parasolami i parawanami, kilkuletnia Julia reklamuje swój towar okrzykiem „Bloemen te koop!”, czyli „Kwiaty na sprzedaż”. Przed dziewczynką leży kilkanaście kwiatów wykonanych z drewnianych patyczków i bibuły. Po chwili przy stoisku pojawiają się dzieci z wiaderkami wypełnionymi muszelkami. Za niewielki czerwony kwiat Julia żąda pięćdziesięciu. Kupujący siada na piasku i cierpliwie odlicza z wiaderka 50 muszelek.
Zasada jest prosta: dzieci wymieniają papierowe kwiaty za ustaloną liczbę muszelek. Zwyczaj, który przez kolejne dziesięciolecia stawał się coraz popularniejszy, jest dziś jednym z najbardziej charakterystycznych elementów belgijskich plaż.
Wymiana, która tworzy kontakty
Nieco dalej czteroletnia Suzanne i siedmioletni Andreas kończą przygotowania do otwarcia własnego stoiska. Chłopiec przyznaje, że najbardziej podoba mu się wymienianie kwiatów z innymi dziećmi. Ich mama Sifra, która sama w dzieciństwie sprzedawała na plaży papierowe kwiaty, uznała, że warto przekazać tę tradycję kolejnemu pokoleniu. Jak wyjaśnia, zabawa pomaga jej dzieciom nawiązywać kontakty z rówieśnikami niezależnie od ich pochodzenia, religii czy języka – dzieci wspólnie rozmawiają i śmieją się. Dodaje, że ta prowadzona na dużą skalę gra uczy również podstawowych kosztów życia, ponieważ przed zakupem kwiatka trzeba najpierw poświęcić czas i wysiłek na zebranie odpowiedniej liczby muszelek.
Kilka metrów dalej dziewięcioletni Charly i jego sześcioletni brat Alexandre ustawiają przy swoim towarze piracką flagę. Młodszy chłopiec podkreśla, że atrakcyjnie wyglądający sklep to podstawa, po czym układa muszelki na zboczu piaskowej wydmy, na której szczycie stoją papierowe kwiaty. Do stoiska podchodzą dwie dziewczynki. Jedna z nich niepewnie wita się po francusku. Dalsza rozmowa przebiega w mieszaninie niderlandzkiego, francuskiego i gestów. Kiedy pada cena – sto muszelek – dzieci wspólnie upewniają się, jak powiedzieć tę liczbę w drugim języku. Chłopiec pyta tatę, jak brzmi słowo „sto” po niderlandzku.
Zabawa według jasnych reguł
Jak wynika z reportażu, różnice językowe nie stanowią przeszkody w handlu papierowymi kwiatami. Z pomocą rodzica albo przy użyciu gestów dzieci zawsze znajdują sposób, by się porozumieć.
„Te interakcje odbywają się w ramach zabawy, która rządzi się określonymi regułami” – analizuje Justine Gaugue, kierowniczka zakładu psychologii klinicznej na Uniwersytecie w Mons (UMons). „Dzieci nie znajdują się w sytuacji, w której nic nie jest znane ani uporządkowane. Każde z nich zna swoją rolę – sprzedawcy albo kupującego – oraz zasady i obowiązującą walutę. To ułatwia wymianę. Nie można również zapominać o kreatywności dzieci, które potrafią porozumiewać się bez słów”.
Badaczka dodaje, że około drugiego lub trzeciego roku życia dzieci wchodzą w etap zabawy symbolicznej. „Myślę, że sprzedaż kwiatów za muszelki ma podobną siłę symboliczną w przypadku starszych dzieci, które doskonale wiedzą, że nie posługują się prawdziwymi pieniędzmi, lecz bawią się w udawanie” – wyjaśnia.
Charly przyznaje, że w ciągu jednego dnia poznaje wiele dzieci, chociaż nie wszystkie stają się później jego przyjaciółmi. Zdaniem Justine Gaugue nawet takie krótkotrwałe znajomości pokazują, że dzieci wykorzystują każdą okazję do nawiązania więzi.
Kwiaty od babci i zamawiane w internecie
Zanim jednak dojdzie do spotkania z „klientami”, trzeba przygotować odpowiednią liczbę kwiatów. W przypadku Charly’ego, Alexandre’a, Suzanne i Andreasa zajmują się tym babcie. Jak opowiada Sifra, wykonanie jednego kwiatka trwa około 20 minut, a bardziej skomplikowane wzory wymagają jeszcze więcej czasu. Gdy dzieciom kończą się zapasy, babcia ponownie zabiera się do pracy. Charly wycenia wykonane przez nią kwiaty wyżej niż pozostałe – zawsze sprzedaje je za 100 muszelek, ponieważ uważa, że jego babcia zasługuje na więcej.
Nie każde dziecko ma jednak w rodzinie osobę, która potrafi własnoręcznie wykonać papierowe kwiaty. Wzdłuż promenady jeżdżą sprzedawcy na rowerach ze skrzynkami zamontowanymi z przodu i wypełnionymi gotowymi kwiatami. Céline, mama siedmioletniego Rafaëla, przyznaje z pewnym zakłopotaniem, że próbowała robić je samodzielnie, lecz bez powodzenia, dlatego zamawia je przez internet. Chłopiec niczego nie podejrzewa i z dumą prezentuje kolorowe kwiaty z lekko pogniecionego papieru, które do złudzenia przypominają prawdziwe płatki.
Taki towar przyciąga wielu klientów, również tych, którzy wykazują się szczególną pomysłowością przy wyborze środka płatniczego. Do stoiska podbiega około dziesięcioletni chłopiec w jaskrawoczerwonych kąpielówkach. Ponieważ wykorzystał już wszystkie muszelki, próbuje zapłacić znalezionym na plaży martwym krabem.
Każda gmina ma własną walutę
Oferta zostaje uprzejmie odrzucona, ponieważ w Koksijde obowiązują dokładnie określone zasady płatności. Jak wyjaśnia Céline, dzieci przyjmują wyłącznie niewielkie, płaskie muszelki, lekko wyszczerbione na szerokości – muszle małgwi, które podczas odpływu pojawiają się na wybrzeżu setkami.
W pozostałych gminach reguły mogą wyglądać zupełnie inaczej. W Ostendzie i Wenduine nie przyjmuje się muszli małży, ostryg ani nożeńców. W Knokke używa się takich samych muszelek jak w Koksijde, natomiast w Blankenberge akceptowane są wszystkie ich rodzaje. Na plażach w środkowej części wybrzeża dzieci płacą zazwyczaj całymi garściami muszelek. Wyjątkiem są Middelkerke, Westende i Bredene, gdzie podobnie jak w Koksijde każdą muszelkę liczy się osobno.
Ekonomia sprowadzona do podstaw
Według Bruno Frère’a, socjologa z Uniwersytetu w Liège (ULiège), taka forma waluty pozwala powrócić do pierwotnej funkcji wymiany ekonomicznej. „Te muszelki mają wartość wyłącznie w ramach gry. Poza nią nic nie znaczą. Mamy więc do czynienia z gospodarką, której celem nie jest bogacenie się, lecz tworzenie relacji i więzi społecznych, w tym przypadku między dziećmi” – wyjaśnia badacz. „To właśnie jest najważniejsze: nie zdobycie bogactwa, ale podtrzymywanie relacji”.
Na plaży zbliża się tymczasem pora sprzątania. Część dzieci starannie pakuje swoje kwiaty, a inne podsumowują wyniki całego dnia. Rafaël, nadal owinięty ręcznikiem, zapowiada, że wróci ze swoim stoiskiem jutro, pojutrze i każdego następnego dnia.