Rząd Brukseli bez porozumienia w sprawie rad nadzorczych – około 150 mandatów poczeka do września
Rząd Regionu Stołecznego Brukseli nie zdołał we wtorek zatwierdzić nowych składów rad nadzorczych regionalnych instytucji publicznych. Ekipa liberała Borisa Dillièsa dopisała tym samym obsadę około...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Rząd Regionu Stołecznego Brukseli nie zdołał we wtorek zatwierdzić nowych składów rad nadzorczych regionalnych instytucji publicznych. Ekipa liberała Borisa Dillièsa dopisała tym samym obsadę około 150 mandatów do listy spraw przełożonych na okres po wakacjach, choć negocjacje w tej kwestii trwały od kilku miesięcy. Decyzja miała zostać przyjęta w trybie elektronicznym, jednak gabinet ministra Dirka De Smedta z partii Anders zażądał ponownej dyskusji.
Spis treści
Nieoczekiwana blokada w ostatniej chwili
Po kilku miesiącach trudnych rozmów członkowie większości spodziewali się ostatecznego zatwierdzenia porozumienia. Temat wróci jednak na posiedzenie rządu dopiero po wakacjach. Ekipa flamandzkiego liberała nie odpowiedziała na prośby o wyjaśnienie swojej decyzji, ale część rozmówców wiąże ją z niedawnym wnioskiem dotyczącym zatrudnienia konsultantki na trzy lata za ponad 1 200 euro dziennie. Ta nagłośniona i budząca kontrowersje sprawa również została w czwartek odłożona.
Instytucje regionalne czekają na nowe organy
Na powołanie nowych rad nadzorczych nadal czekają między innymi STIB/MIVB – brukselskie przedsiębiorstwo transportu miejskiego, agencja parkingowa parking.brussels, regionalne towarzystwo mieszkalnictwa socjalnego SLRB, instytucja zarządzająca dużymi projektami urbanistycznymi SAU, Port Brukselski oraz agencja wspierania przedsiębiorczości hub.brussels.
Poprzednia większość również nie spieszyła się z odnowieniem tych organów kontrolnych. „Rada, do której należę, została powołana w kwietniu 2020 r. i sądzę, że podobnie było w przypadku większości innych instytucji regionalnych” – mówi Simon Willocq, przedstawiciel DéFI w SLRB. W tamtym czasie do opóźnienia prawdopodobnie przyczynił się kryzys pandemiczny.
Po pięciu miesiącach funkcjonowania ekipa Borisa Dillièsa nadal mieści się więc w typowych ramach czasowych. Z powodu przedłużającego się kryzysu politycznego ma jednak niewiele czasu, aby wywrzeć realny wpływ na region. „Na co dzień nie powoduje to większych problemów. Rozpatrujemy jednak znacznie mniej punktów niż wcześniej i unikamy podejmowania nowych inicjatyw” – relacjonuje Evelyne Huytebroeck z Ecolo, ustępująca przewodnicząca rady nadzorczej hub.brussels.
Kontrakty zarządcze pod znakiem zapytania
Za kilka miesięcy utrzymywanie obecnego stanu może jednak zacząć utrudniać finalizowanie kontraktów zarządczych, które określają zadania i cele poszczególnych instytucji. „Sytuacja nie jest idealna, ale na razie można nią zarządzać. Duże przyszłe projekty inwestycyjne nie trafiły jeszcze do rady nadzorczej. Na tym etapie lepiej byłoby, gdyby zatwierdzał je organ reprezentujący obecną większość. Do grudnia będziemy jednak potrzebować nowej rady, aby przyjąć kolejny kontrakt zarządczy” – wyjaśnia Gert Van der Eeken, dyrektor generalny Portu Brukselskiego.
Simon Willocq zwraca uwagę, że w przypadku SLRB brak nowej rady nadzorczej mniej więcej do października może opóźnić prace nad kontraktem zarządczym. Bardziej krytycznie sytuację ocenia Thierry Devillez, przedstawiciel pracodawców z federacji Federgon, który zasiada w komitecie zarządzającym brukselskiego urzędu pracy Actiris. „Rozpoczęliśmy ocenę kontraktu zarządczego i w tym procesie brak odnowienia funkcji przewodniczącego i wiceprzewodniczącego stanowi problem. Actiris, który nie ma już dyrekcji generalnej i mierzy się z wieloma wyzwaniami, już teraz znajduje się w sytuacji dużej niepewności” – ocenia.
„Nie jest to demokratyczne”
Jedną z najbardziej konkretnych krótkoterminowych konsekwencji pozostaje przedłużająca się nieobecność przedstawicieli MR, Les Engagés i CD&V. Ugrupowania te nie należały do poprzedniej większości, dlatego obecne rady nadzorcze nadal odzwierciedlają dawny układ sił politycznych.
Pod koniec czerwca minister-prezydent Boris Dilliès odniósł się do tej kwestii w wywiadzie dla dziennika L’Echo. „Utrzymywanie rad nadzorczych pochodzących z poprzedniej kadencji nie jest komfortowe. Nie jest to demokratyczne. Czy ten temat znajdzie się wśród punktów omawianych 16 lipca? Chciałbym. To punkt zapalny. Każdy będzie musiał wziąć na siebie odpowiedzialność, aby uszanować wynik wyborów, ale nie przeszkadza to rządowi w funkcjonowaniu” – stwierdził.
Układanka pełna wymaganych równowag
Trudności z zakończeniem negocjacji wynikają przede wszystkim z ogromnej złożoności całej operacji oraz konieczności zachowania kilku równowag określonych w przepisach. Każdy organ musi w jednej trzeciej składać się z przedstawicieli innej płci, a także uwzględniać osoby należące do innej grupy językowej.
Partie muszą uzgodnić podział stanowisk zgodnie ze swoim wynikiem wyborczym, a jednocześnie znaleźć we własnych szeregach odpowiednie osoby i dopilnować, by ich kandydatury nie kolidowały z decyzjami partnerów koalicyjnych. „Prawdziwa łamigłówka” – podsumowuje jeden z negocjatorów. Dla poszczególnych ugrupowań mandaty te są sposobem na sprawowanie kontroli nad instytucjami, ale także na wynagradzanie zasłużonych działaczy. Niektóre funkcje przewodniczących wiążą się ponadto z wyższymi dietami za udział w posiedzeniach lub większym prestiżem.
Na przedłużające się oczekiwanie wpływają także inne czynniki, czego przykładem była wtorkowa postawa partii Anders. Wszystko wskazuje również na to, że proces spowolniło powołanie komisji śledczej w sprawie Foyer anderlechtois, której utworzeniu sprzeciwiała się PS.