Jan Jambon broni reformy emerytalnej i odpiera zarzuty o brak sprawiedliwości społecznej
Wicepremier i minister emerytur Jan Jambon (N-VA) we wtorek rano wystąpił przed komisją spraw społecznych Izby Reprezentantów, gdzie bronił projektu reformy systemu emerytalnego. Odniósł się przy tym...
"Sviatlana Tsikhanouskaya at the meeting with Minister-President of the Government of Flanders Jan Jambon, General Representative of Flanders Thomas Castrel, Chief of Staff Jeroen Overmeer, Deputy Chief of Staff Jan Smedts and Diplomatic Advisor Pol Van De" by Office of Sviatlana Tsikhanouskaya is licensed under CC BY-NC-SA 2.0 Wicepremier i minister emerytur Jan Jambon (N-VA) we wtorek rano wystąpił przed komisją spraw społecznych Izby Reprezentantów, gdzie bronił projektu reformy systemu emerytalnego. Odniósł się przy tym do krytyki opartej między innymi na dwóch raportach Federalnego Biura Planu opublikowanych osiem dni wcześniej. Minister podkreślił, że wnioski z tych analiz były wielokrotnie błędnie interpretowane, a sama reforma – wbrew pojawiającym się opiniom – ma charakter sprawiedliwy społecznie i zapewnia długoterminową stabilność finansową systemu. Zaktualizowane prognozy wskazują, że zmiany pozwolą ograniczyć wzrost kosztów związanych ze starzeniem się społeczeństwa o 1,3 punktu procentowego PKB do 2070 r.
Spis treści
Ujednolicenie trzech systemów emerytalnych
Jan Jambon przyznał, że znaczna część oszczędności wynikających z reformy dotyczy systemu emerytalnego urzędników, zaznaczając, że jest to działanie celowe. Według ministra konieczne jest ujednolicenie trzech odrębnych systemów – dla urzędników, pracowników najemnych oraz osób prowadzących działalność na własny rachunek – zwłaszcza w zakresie sposobu obliczania świadczeń. Dotychczas emerytury urzędników ustalano na podstawie wynagrodzeń z ostatnich dziesięciu lat pracy, natomiast po reformie mają być liczone na podstawie całej kariery zawodowej, podobnie jak w pozostałych grupach. Wdrażanie tej zmiany ma przebiegać stopniowo do 2062 r., co – jak zapewnia minister – pozwoli uwzględnić prawa nabyte i ograniczyć skutki dla osób urodzonych w latach 60. i 70. Szacowane obniżki świadczeń dla tej grupy mają wynieść od 0 do 5 procent.
Spór o malus i nierówności płci
Minister zdecydowanie odrzucił zarzut, że wprowadzenie malusa najbardziej uderzy w osoby o niskich świadczeniach, określając ten mechanizm jako element sprawiedliwości systemu. Wyjaśnił, że osoby z krótszym stażem zawodowym, które po dłuższym okresie bezrobocia zdecydują się na wcześniejsze przejście na emeryturę, rzeczywiście mogą otrzymać niższe świadczenia. Malus nie będzie jednak stosowany wobec tych, którzy pozostaną aktywni zawodowo do osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego.
Odnosząc się do różnic między emeryturami kobiet i mężczyzn, Jan Jambon przyznał, że w przypadku pracowników najemnych i osób samozatrudnionych reforma może nieznacznie powiększyć lukę emerytalną na niekorzyść kobiet. Podkreślił jednak, że wynika to głównie z czasowego zawieszenia koperty dobrobytu – decyzji podjętej na początku kadencji i niezwiązanej bezpośrednio z samą reformą. Minister zakwestionował również założenie Federalnego Biura Planu, według którego różnice płacowe między kobietami a mężczyznami przestaną się zmniejszać. Powołał się przy tym na dane Federalnej Służby Emerytur, z których wynika, że mediana indywidualnych emerytur kobiet wzrosła z 79 procent poziomu świadczeń mężczyzn w 2015 r. do 83 procent w 2020 r. i 94 procent w 2025 r.
„Przegrani na papierze” mogą zyskać w praktyce
Zdaniem ministra jednoczesne wprowadzenie malusa oraz bardziej restrykcyjnej definicji roku składkowego – wymagającej 156 zamiast 104 dni pracy – może skłonić pracowników, w szczególności kobiety, do dłuższej aktywności zawodowej. W efekcie przełoży się to na wyższe emerytury i ograniczenie różnic między świadczeniami kobiet i mężczyzn. Według Jambona osoby określane jako „przegrane” na etapie analiz mogą w praktyce zyskać na reformie. Minister odrzucił także tezę, że proponowane zmiany pogłębią nierówności dochodowe między emerytami, podkreślając, że ich wpływ na poziomie gospodarstw domowych, po uwzględnieniu opodatkowania, pozostaje marginalny.