Wdowa po ofierze zamachów oskarża Belgię podczas uroczystości: “Nie zrobiono wystarczająco dużo, by chronić mojego męża”
Podczas niedzielnych uroczystości upamiętniających dziesiątą rocznicę zamachów terrorystycznych w Brukseli głos zabrała Larissa Scelfo, wdowa po Yvesie Cibuabua Ciyombo, który zginął 22 marca 2016 r....
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Podczas niedzielnych uroczystości upamiętniających dziesiątą rocznicę zamachów terrorystycznych w Brukseli głos zabrała Larissa Scelfo, wdowa po Yvesie Cibuabua Ciyombo, który zginął 22 marca 2016 r. w zamachu na stacji metra Maalbeek. W poruszającym wystąpieniu oddała hołd swojemu mężowi, jednocześnie kierując ostrą krytykę pod adresem belgijskich instytucji, którym zarzuciła niewystarczającą ochronę ofiar i ich rodzin. Na uroczystości po raz pierwszy wystąpiła również ich trzynastoletnia córka Tiana, która podzieliła się własnym świadectwem.
Spis treści
“Serce przestało bić przez tchórza z bombami”
Larissa Scelfo rozpoczęła swoje przemówienie od słów, że dziesięć lat temu serce jej męża przestało bić z powodu tchórza pozbawionego serca i sumienia, uzbrojonego w bomby. Yves Cibuabua Ciyombo miał 27 lat, pracował w sklepie Colruyt i jednocześnie studiował. Razem z żoną i dwiema córkami mieszkał w Sambreville. Wdowa opisała go jako oddanego męża, promiennego człowieka i wspaniałego ojca.
Gniew skierowany nie tylko w stronę terrorystów
W słowach Larissy Scelfo obok żalu wyraźnie obecny był również gniew – nie tylko wobec sprawców zamachu, ale także wobec belgijskich władz i instytucji. Kobieta podkreśliła, że jej zdaniem Belgia nie zrobiła wystarczająco wiele, aby ochronić jej męża i inne ofiary, a od dnia zamachu jej rodzina zmaga się z codziennymi trudnościami. Jak zaznaczyła, brak organizacji był dla niej przygnębiający, lecz jeszcze bardziej bolesny okazał się brak empatii.
Trzy dni oczekiwania na wiadomość o śmierci męża
Scelfo przywołała dramatyczne doświadczenia z pierwszych dni po zamachu. Tego samego dnia odesłano rodzinę do domu, nie oferując żadnego wsparcia ani alternatywy. W szpitalu wojskowym pielęgniarz miał powiedzieć jej podniesionym głosem, że nie ma sensu się denerwować – albo jej mąż nie żyje, albo żyje. O jego śmierci dowiedziała się dopiero po trzech dniach, odczytując nazwisko z listy wywieszonej na drzwiach. Wspomniała również o słowach biegłego sądowego, który porównał zabójstwo jej męża do naturalnej śmierci własnego teścia. Odpowiedziała wtedy, że nie wie, czym jest sytuacja, gdy dziecko płacze na tylnym siedzeniu samochodu, ponieważ jego ojciec nie żyje.
“Nie ma dnia bez jego nieobecności”
Ze wzruszeniem Scelfo podkreśliła, że nie ma dnia ani tygodnia, w którym nie odczuwałaby braku męża. Zwróciła się bezpośrednio do obecnych polityków, apelując, aby odłożyli własne interesy i zastanowili się, czy podjęliby te same decyzje, gdyby dotyczyły one ich samych lub ich dzieci. Wezwała do kierowania się pokojem i empatią. Jej wystąpienie spotkało się z brawami i wyrazami uznania ze strony zgromadzonych.
Trzynastoletnia Tiana: “Budzę się każdego dnia z tym brakiem”
Następnie przemówiła Tiana, córka Yvesa, która w dniu zamachów miała zaledwie trzy lata. Powiedziała, że od tamtego dnia nigdy więcej nie zobaczyła ani nie usłyszała swojego ojca. Podkreśliła, że fakt, iż była wtedy bardzo mała, nie oznacza, że nie przeżywała tej straty. Utrata ojca jest zawsze bolesna, ale stracić go w zamachu i nie mieć żadnych wspomnień – to coś, co nie powinno się zdarzać. Dziewczynka opowiedziała, że każdego dnia odczuwa jego brak – nie ma go, by ją obudzić rano, ani komu wręczyć prezentu z okazji Dnia Ojca, dlatego przekazywała go swojej najlepszej przyjaciółce lub mamie.
Czy system zawiódł?
Poczucie gniewu i niezrozumienia związane z brakiem informacji w pierwszych dniach po zamachach jest podzielane przez wiele rodzin ofiar. Jak zauważa dziennikarka sądowa Caroline Van den Berghe, okres oczekiwania oraz pierwsze kontakty z instytucjami często przebiegały w sposób niewłaściwy, a wiele osób długo nie otrzymywało potwierdzenia losu swoich bliskich. Emocje te utrzymują się do dziś. Zapytana, czy system zawiódł, Van den Berghe przyznała, że to bardzo mocne określenie, jednocześnie wskazując, że z tamtych wydarzeń wyciągnięto wnioski – poprawiła się współpraca służb bezpieczeństwa oraz wymiana informacji. Jej zdaniem Belgia jest dziś lepiej przygotowana na podobne sytuacje, choć wyraziła nadzieję, że nigdy więcej nie będą miały miejsca.