Premier Belgii Bart De Wever przyznał w wywiadzie dla dziennika La Libre oraz gazet grupy DH, że ewentualne rozszerzenie działalności partii MR na Flandrię mogłoby negatywnie wpłynąć na jego relacje z liderem liberałów Georges-Louis Bouchezem. W rozmowie odniósł się także do napięć wywołanych komentarzami amerykańskiego ambasadora Billa White’a dotyczącymi belgijskiej sceny politycznej.
Spis treści
Pomysł MR we Flandrii budzi sceptycyzm premiera
Georges-Louis Bouchez niedawno potwierdził, że idea utworzenia flamandzkiej struktury MR jest dla niego bardzo atrakcyjna. Zapytany o tę możliwość Bart De Wever zaznaczył, że jako premier nie powinien ingerować w wewnętrzne sprawy innych ugrupowań politycznych. Nie ukrywał jednak sceptycyzmu wobec takiego scenariusza. Jego zdaniem dzielenie prawicowej części sceny politycznej nie jest dobrym rozwiązaniem.
Szef rządu jednocześnie podkreślił, że darzy Boucheza dużym szacunkiem jako polityka. Określił go jako osobę silną, energiczną i gotową do walki o swoje przekonania. Wskazał jednak na istotne różnice między nimi w kwestiach ustrojowych. Zwrócił uwagę, że Bouchez – który posługuje się wyłącznie językiem francuskim – deklaruje przywiązanie do federalnej wizji Belgii. W ocenie De Wevera jest to pewien paradoks, ponieważ trudno mówić o miłości do państwa, nie znając języka większości jego mieszkańców.
Premier zaznaczył, że nie ma żadnego problemu ani z Bouchezem, ani z samą partią MR. Zastrzegł jednak, że gdyby lider liberałów w przyszłości zaczął forsować unitarystyczną wizję państwa, mogłoby to negatywnie wpłynąć na ich relacje osobiste.
Stany Zjednoczone pozostają ważnym partnerem
W wywiadzie poruszono także temat relacji Belgii ze Stanami Zjednoczonymi. Wicepremier Frank Vandenbroucke z partii Vooruit stwierdził niedawno, że USA nie są już partnerem, lecz przeciwnikiem. De Wever zdystansował się od tak ostrej opinii, podkreślając, że tego rodzaju deklaracje powinny raczej padać z ust liderów partyjnych, a nie członków rządu.
Premier przypomniał, że Belgia jest członkiem NATO i pozostaje w znacznym stopniu zależna od Stanów Zjednoczonych, między innymi w zakresie dostaw skroplonego gazu ziemnego. Według niego około 70 procent dostaw LNG pochodzi właśnie ze Stanów Zjednoczonych. W tej sytuacji – jak argumentował – nie jest rozsądne reagowanie na każdą prowokacyjną wypowiedź Donalda Trumpa kolejną ostrą reakcją.
Kontrowersje wokół ambasadora USA
Bart De Wever odniósł się również do dyskusji wywołanej komentarzami amerykańskiego ambasadora Billa White’a na temat belgijskiej polityki wewnętrznej. Premier zwrócił uwagę na różnice między europejską a amerykańską kulturą dyplomatyczną.
W Europie ambasadorzy to zazwyczaj doświadczeni dyplomaci, którzy starają się nie ingerować w sprawy polityczne kraju przyjmującego. W Stanach Zjednoczonych stanowiska ambasadorskie często trafiają natomiast do osób z bliskiego otoczenia prezydenta.
De Wever przypomniał, że podobna sytuacja miała miejsce także za czasów Baracka Obamy, kiedy ambasador nie wywodził się z tradycyjnej służby dyplomatycznej, lecz był osobą związaną bezpośrednio z prezydentem. Obecnie – jak zauważył premier – ambasadorem jest bliski współpracownik Donalda Trumpa, dlatego jego wypowiedzi odzwierciedlają poglądy środowiska politycznego, z którego się wywodzi.
Zapytany, czy taka sytuacja powinna budzić obawy, De Wever przyznał, że wymaga ona ostrożności i dostosowania się do nowej rzeczywistości dyplomatycznej. Jednocześnie ostrzegł przed pochopnym ogłaszaniem końca sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i traktowaniem ich jako przeciwnika. Jak podkreślił, NATO powstało znacznie wcześniej niż polityczna kariera Donalda Trumpa i z dużym prawdopodobieństwem przetrwa również po niej.