Premier Belgii w sobotę prezentuje nową książkę „Over welvaart” (w zapowiadanym francuskim tłumaczeniu „Prospérité”, po polsku „Dobrobyt”). Przekonuje w niej o konieczności wysiłku budżetowego i ograniczania świadczeń socjalnych, aby utrzymać państwo opiekuńcze. O ocenę eseju poproszono dwóch ekonomistów – ich opinie są rozbieżne.
Intelektualna podstawa dla polityki oszczędności
Na północy kraju Bart De Wever bywa przedstawiany jako „największy intelektualista Flandrii”. Przewodniczący N-VA, dziś premier, regularnie publikuje książki, w których szkicuje teoretyczne uzasadnienia dla polityk, które popiera lub wprowadza w życie. Po „Over identiteit” z 2019 r. i „Over woke” z 2023 r. – gdzie chciał kolejno ugruntować program restrykcyjnej imigracji oraz swój konserwatyzm – w sobotę publikuje esej „Over welvaart”. Broni w nim koncepcji pilności, która ma usprawiedliwiać na poziomie federalnym daleko idące oszczędności budżetowe i redukcje świadczeń socjalnych, przedstawiane jako warunek utrzymania państwa opiekuńczego w dłuższej perspektywie. „Jeśli nic nie zrobimy, nasze państwo opiekuńcze grozi zawaleniem. To albo naprawiamy, albo toniemy” – wskazuje premier.
W jego ujęciu bez dobrobytu gospodarczego nie ma ani trwałego dobrobytu społecznego, ani sprawnie działającego państwa opiekuńczego, ani stabilnej demokracji. Książka ma dowodzić, że Europa – a zwłaszcza Belgia – żyje dziś z kapitału dobrobytu nagromadzonego w XX wieku, który jednak ulega przyspieszonej erozji.
Od starożytności do współczesności
W towarzystwie Arystotelesa, Diogenesa czy… Stanleya Kubricka De Wever cofa się do starożytności, a następnie prowadzi wywód przez kolejne epoki, by pokazać, że dążenie do dobrobytu jest cechą nieodłączną człowieka. Przypomina, że podatek pojawia się w historii bardzo wcześnie, znacznie wcześniej niż prawa socjalne, co ma dowodzić, iż redystrybucja jest możliwa wyłącznie z nadwyżki wcześniej wytworzonej.
Za punkt zwrotny uznaje rewolucję przemysłową. Według niego przyniosła ona eksplozję produkcji i bogactwa, ale w pierwszej fazie także masową nędzę społeczną. Zestawiając te dwa światy, De Wever formułuje tezę o wyraźnie kapitalistycznym charakterze. Komunizm odsyła do „ideologii, która wszędzie przyniosła ten sam rezultat: ubóstwo, nieludzki charakter, dyktaturę”, podczas gdy kapitalizm – jak pisze – ma dysponować „wewnętrzną zdolnością do autokorekty”.
De Wever nie neguje jednak szkód, jakie kapitalizm wyrządził w czasie rewolucji przemysłowej, a nawet przyznaje, że bez walk społecznych państwa opiekuńcze mogłyby w ogóle nie powstać. „Pierwsze pokolenia zapłaciły bardzo wysoką cenę za postęp” – stwierdza. Z tej przemocy społecznej ma się jednak wyłaniać trzecia droga, z którą się utożsamia: droga dobrobytu, którego owoce zasilają ochronę socjalną.
„PS uzależniło dużą liczbę ludzi”
Jednocześnie – i to ma stanowić sedno książki oraz uzasadnienie obecnej polityki – De Wever uznaje ten model za strukturalnie zagrożony przez zmiany w piramidzie wieku, brak wzrostu, niski wskaźnik zatrudnienia i problemy z produktywnością. „Niech będzie jasne” – pisze – „jestem zagorzałym obrońcą państwa prawa i silnego zabezpieczenia społecznego”. Tam, gdzie można by oczekiwać stanowiska centrowego, premier wraca jednak do argumentacji prawicowej, broniąc reform, które jego krytycy określają jako aspołeczne lub mało społeczne.
„Zabezpieczenie społeczne musi pozostać sprawiedliwe i możliwe do sfinansowania” – tak rozpoczyna uzasadnienie, które pozwala mu bronić ograniczenia w czasie zasiłków dla bezrobotnych. „Osoba w pełni zdrowia mogła pozostać całe życie w domu z zasiłkiem, jednocześnie nabywając prawo do emerytury. Niezależnie od swoich dochodów lub dochodów partnera. Niesprawiedliwość wobec tych, którzy wstają każdego ranka, jest oczywista” – przekonuje.
Krytyka PS, związków zawodowych i organizacji społecznych
Krytyka obejmuje Partię Socjalistyczną, związki zawodowe oraz środowisko organizacji społecznych. O PS De Wever pisze: „Uzależniło od państwa dużą grupę ludzi w pełni zdrowych i w ten sposób ich zwerbowało, ze szkodliwymi konsekwencjami dla gospodarki i zabezpieczenia społecznego”. Związkom zawodowym zarzuca natomiast przenoszenie sporu o jego reformy na salę sądową, przywołując jako przykład niedawny wniosek przeciwko ustawie o bezrobociu do Trybunału Konstytucyjnego.
„Debaty, których nie wygrywa się już w urnach wyborczych, coraz częściej są atakowane przed sądami” – stwierdza. Jego zdaniem jego polityka jest legitymna, a ci, którzy z nią walczą drogą instytucji państwa prawa, którego sam deklaruje się obrońcą, mają być – w tej logice – mniej legitymni. Szerzej piętnuje też świat organizacji społecznych, który wiąże ze strajkami.
„Zamiast myśleć z nami w sposób konstruktywny, aby uratować nasze państwo opiekuńcze, wzywają do manifestacji przeciwko każdej reformie, co kosztuje społeczeństwo miliony euro dziennie strajku. Ten brak odpowiedzialności jest rażący” – pisze. Dodaje także: „Zamiast zwalczać systemy będące źródłem nadużyć, je bronią”.
Jedyna droga – kontynuacja reform
W ocenie premiera jedynym wyjściem jest kontynuowanie reform i położenie kresu temu, co klasyfikuje jako nadużycia, tam gdzie inni widzą element ochrony socjalnej. Podsumowuje to wnioskiem: „Kto uprawia politykę – i chce zarządzać miastem – musi skupić się na pytaniu: jak chronić i zwiększać nasz dobrobyt? Dla Flandrii. Dla Walonii. Dla Europy”. Nie dla Brukseli i Belgii…
To sformułowanie jest wymowne: premier wyraźnie pomija Brukselę i Belgię jako całość w swojej wizji ochrony dobrobytu. Może to odzwierciedlać jego nacjonalistyczne korzenie w N-VA i ciągłość flamandzkiego separatyzmu ideologicznego, nawet na stanowisku premiera federalnego.