Yvan Verougstraete we wtorek zrezygnował z funkcji formatora rządu Regionu Brukselskiego, kończąc próbę utworzenia koalicji centrolewicowej. Bezpośrednio wskazuje na postawę Open VLD (Anders), ale szerzej krytykuje logikę partyjnych rozgrywek, które jego zdaniem paraliżują stolicę. Przewodniczący Les Engagés zapowiadał rozpoczęcie rozmów budżetowych na 2026 r., jednak wobec nieobecności Open VLD-Anders spotkanie szybko się zakończyło. W obszernym wywiadzie wzywa wszystkie ugrupowania do „rachunku sumienia” i ostrzega przed poważnymi skutkami impasu dla osób mieszkających w Brukseli.
Trudna misja od samego początku
Od pierwszego dnia było jasne, że to zadanie wyjątkowo trudne – przyznaje Verougstraete. „Jedni nazywali je misją kamikadze, inni harcerstwem. W takim procesie zawsze istnieje ryzyko. W negocjacjach przychodzi moment krystalizacji i do tej chwili nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie. Tutaj upadło stroną z dżemem” – mówi były formator.
Jego inicjatywa była od początku skomplikowana i krucha arytmetycznie. Preferowaną opcją była koalicja z MR. „Wyraźnie. Przez 17 lub 18 miesięcy – trochę gubię się w rachunkach – robiliśmy wszystko, by uzyskać większość z MR. Wspieraliśmy inicjatywy Davida Leisterha, byłego liberalnego formatora, ale doszliśmy do wniosku, że nie posuwamy się do przodu. Kręciliśmy się w kółko i nie było odpowiedzialne udawać, że znajdziemy rozwiązanie” – wyjaśnia.
Większość parlamentu jest lewicowa
Verougstraete krytykuje partnerów, w tym Open VLD (Anders), za brak gotowości do wyjścia poza „idealną koalicję”. „W pewnym momencie trzeba umieć zapomnieć o priorytetach partyjnych i myśleć wyłącznie o dobru ludności” – podkreśla.
„Jeśli dobrze spojrzeć, parlament jest lewicowy” – zaznacza, odwołując się do arytmetyki mandatów. „To nie kwestia opinii, tylko liczb. Naszym obowiązkiem nie jest szukanie ideału, lecz odpowiedź na pytanie, jak być użytecznym dla mieszkańców Brukseli” – dodaje.
Open VLD zawodzi w ostatniej chwili
Były formator wskazuje, że w ostatnich dniach udało się zarysować realną podwójną większość. „Dzięki pracy z CD&V i utrzymaniu ministrów po stronie niderlandzkojęzycznej mieliśmy większość niderlandzkojęzyczną” – mówi.
Decydujący problem pojawił się po stronie Open VLD. „VLD jest w rządzie, a minister finansów Dirk De Smedt mówił publicznie, że przyjdzie do stołu. Potem zmienił zdanie. Gdyby usiadł do rozmów, mielibyśmy po raz pierwszy podwójną większość po stronie niderlandzkojęzycznej” – relacjonuje Verougstraete.
Jak dodaje, warunki Open VLD zostały spełnione. „Chodziło o większość niderlandzkojęzyczną i poprawę trajektorii budżetowej o miliard. Odpowiedzieliśmy na to. Benjamin Dalle, jedyny regionalny deputowany CD&V, był gotów podpisać, by zapewnić poparcie. Wystarczyło, by Dirk De Smedt przyszedł i mogliśmy budować projekt dla mieszkańców Brukseli” – podkreśla.
Brak „Affectio Bruxellis”
Diagnoza Verougstraete’a jest jednoznaczna. „W niektórych partiach krajowych brakuje ‘Affectio Bruxellis’. Osoby mieszkające w Brukseli muszą dziś jeszcze mocniej dać o sobie znać. W partiach flamandzkich głosy niderlandzkojęzycznych z Brukseli stanowią około 1 procent całości. To bardzo mało” – ocenia.
Nawiązując do słów Zakii Khattabi o „dyktaturze partii niderlandzkojęzycznych w Brukseli”, Verougstraete pozostawia jej to określenie, ale dodaje, że konieczny jest powrót do ducha ochrony mniejszości niderlandzkojęzycznej. „Ta ochrona jest uzasadniona, by większość nie nadużywała swojej pozycji. Nie po to jednak została ustanowiona, by mniejszość narzucała cały swój program polityczny większości mieszkańców Brukseli” – podkreśla.
Groźba chaosu politycznego
Zapytany o najbliższe miesiące, Verougstraete używa mocnych słów. „Dochodzi się do granic tego, co da się utrzymać przy dwunastych tymczasowych. Ryzykujemy bardzo poważne konsekwencje” – ostrzega.
Wskazuje na konkretne skutki: gwałtowny wzrost kosztów obsługi długu, wstrzymanie rozpoczętych inwestycji, problemy finansowe z wypłatą zasiłków rodzinnych, zagrożenia dla finansowania szpitali i opieki osobistej oraz konsekwencje związane z zakończeniem zasiłków dla bezrobotnych w okresie, który wymaga wsparcia.
Powrót MR do centrum gry
W tej sytuacji MR i jego 20 mandatów ponownie znalazły się w centrum politycznej gry. Verougstraete zapowiada odbudowę relacji z tą partią. „Od początku mówiłem, że nie zamykam drzwi przed nikim. Były frustracje i nieporozumienia, ale trzeba zaakceptować rzeczywistość. Nie mam problemu z rozmową z MR” – deklaruje.
Pytany, czy rządzenie sprawami bieżącymi do 2029 r. jest realne, odpowiada bez wahania: „Uważam, że to nie do utrzymania”.
Na koniec odrzuca sugestię, że motywowała go ambicja objęcia funkcji premiera regionu. „To nigdy nie był mój główny cel. Gdyby proces doszedł do końca, być może wziąłbym odpowiedzialność z poczucia obowiązku” – podsumowuje.