Flamandzka minister mobilności Annick De Ridder z partii N-VA potwierdziła w parlamencie regionalnym, że projekt szybkiego tramwaju łączącego Willebroek z brukselską dzielnicą Heysel wzdłuż autostrady A12 nie zostanie zrealizowany. Decyzja, która przez długi czas była komunikowana jako tymczasowe zawieszenie prac, w praktyce oznacza definitywne porzucenie inwestycji. Na północy kraju nie wywołało to większych protestów, a część lokalnych włodarzy z N-VA otwarcie przyznaje, że przyjęła tę informację z ulgą.
Projekt był częścią większego planu komunikacyjnego
Zaniechany tramwaj miał być elementem szerszej strategii odciążenia zakorkowanych tras w Brabancji Flamandzkiej. W pierwotnych założeniach plan obejmował trzy kluczowe inwestycje: szybki tramwaj wzdłuż A12, połączenie tramwajowe między dworcem Bruxelles-Nord a lotniskiem w Zaventem oraz system szybkich autobusów kursujących po brukselskiej obwodnicy. Z czasem jednak, jak argumentuje minister De Ridder, realna wartość dodana projektu tramwajowego zaczęła budzić coraz więcej wątpliwości.
Miliony euro i wywłaszczenia poszły na marne
Rząd flamandzki wskazuje na konieczność oszczędności budżetowych jako jeden z głównych powodów rezygnacji z inwestycji. Decyzja ta budzi jednak kontrowersje, ponieważ na przygotowanie projektu wydano już kilkadziesiąt milionów euro, a dodatkowo doszło do wywłaszczenia kilkudziesięciu gospodarstw domowych. Wszystkie te działania okazały się ostatecznie bezowocne.
Minister zapowiada co prawda analizy alternatywnych rozwiązań, takich jak wzmocnienie oferty szybkich autobusów czy poprawa infrastruktury rowerowej, jednak na tym etapie brak jest konkretnych propozycji i harmonogramu dalszych działań.
Burmistrzowie N-VA nie kryją ulgi
W przeciwieństwie do sytuacji w Walonii, gdzie anulowanie rozbudowy tramwaju w Liège wywołało liczne protesty, we Flandrii sprzeciw wobec decyzji jest marginalny. W gminach położonych wzdłuż planowanej trasy można wręcz zaobserwować wyraźną ulgę wśród części burmistrzów z N-VA.
Burmistrz Londerzeel Nadia Sminate przypomina, że pierwotnie tramwaj miał docierać do centrum Brukseli, jednak później ograniczono go jedynie do dzielnicy Heysel. Jak przyznaje, w tak okrojonej wersji projekt przestał mieć sens z punktu widzenia jej gminy. Mieszkańcy ponosiliby koszty i niedogodności inwestycji, nie otrzymując w zamian realnych korzyści komunikacyjnych.
Obawy przed napływem problemów z Brukseli
Sminate zwraca również uwagę na kwestie społeczne i kulturowe, które wpływały na sceptycyzm mieszkańców. Jak podkreśla, w lokalnych szkołach rośnie liczba dzieci słabo posługujących się językiem niderlandzkim, a presja demograficzna ze strony Brukseli jest coraz bardziej odczuwalna. W tym kontekście szybki tramwaj był postrzegany jako czynnik, który mógłby te problemy jeszcze nasilić.
Podobne obawy wyraża burmistrz Meise Gerda Van den Brande. W wypowiedzi dla VRT przytoczyła często powtarzające się pytanie mieszkańców: mamy tramwaj do Brukseli, ale kto do nas przyjedzie? Strach przed napływem nowych problemów ze stolicy był jednym z głównych źródeł lokalnego sprzeciwu.
Jedyny rozczarowany – burmistrz Willebroek
Decyzja rządu flamandzkiego uwidacznia też zróżnicowane postrzeganie Brukseli w brabantyjskiej strefie podmiejskiej. Jedynym samorządowcem, który otwarcie wyraził rozczarowanie, jest burmistrz Willebroek Eddy Bevers, również z N-VA. W rozmowie z Gazet van Antwerpen przyznał, że porzucenie projektu oznacza powrót do punktu wyjścia w rozwiązywaniu problemów komunikacyjnych jego gminy.