Rekordowy wynik AfD w Saksonii-Anhalt – Niemcy i Europa liczą się z konsekwencjami
Zdecydowane zwycięstwo Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach regionalnych w Saksonii-Anhalt nadal wstrząsa niemiecką sceną polityczną. Skrajnie prawicowe ugrupowanie umacnia swoją pozycję jako...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Zdecydowane zwycięstwo Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach regionalnych w Saksonii-Anhalt nadal wstrząsa niemiecką sceną polityczną. Skrajnie prawicowe ugrupowanie umacnia swoją pozycję jako partia masowa, a w Europie rośnie niepokój związany z jego sukcesem. Otwarte pozostaje pytanie, czy AfD zdoła zdobyć poparcie wystarczające do tego, by po raz pierwszy objąć władzę w jednym z krajów związkowych. Jednocześnie w Niemczech coraz wyraźniej widać ograniczoną skuteczność politycznego kordonu sanitarnego.
Spis treści
Zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt było spodziewane, jednak jego skala wywołała w niemieckiej polityce prawdziwe trzęsienie ziemi. W niedzielę 6 września ugrupowanie osiągnęło najlepszy wynik skrajnej prawicy w Niemczech od upadku reżimu nazistowskiego w 1945 r.
Ksenofobiczna i prorosyjska partia podwoiła swój wynik w regionie położonym blisko geograficznego centrum Niemiec, zdobywając 43,8 procent głosów. Przełożyło się to na 39 z 83 mandatów w parlamencie kraju związkowego. Rezultat wywołał entuzjastyczne reakcje polityków i ugrupowań skrajnej prawicy w Europie i poza nią. Gratulacje na platformie X przekazał między innymi amerykański miliarder Elon Musk, który od kilku lat wspiera AfD.
Perspektywa regionalnego rządu skrajnej prawicy
Do rekordowego wyniku partię poprowadził charyzmatyczny lokalny lider Ulrich Siegmund. Nie było to jednak pierwsze regionalne zwycięstwo AfD we wschodnich Niemczech, gdzie problemami pozostają wysokie bezrobocie oraz starzenie się społeczeństwa. W 2024 r. partia wygrała już wybory w sąsiadującej od południa Turyngii. Wtedy pozostałe ugrupowania utrzymały wobec niej polityczny kordon sanitarny, nazywany w Niemczech „zaporą ogniową”, przez co AfD pozostała w opozycji. Po niedzielnym głosowaniu pytanie o możliwość powstania regionalnego rządu skrajnej prawicy powraca jednak z niespotykaną dotąd siłą.
AfD nie zdobyła bezwzględnej większości, dlatego kluczowe będzie to, czy zdoła uzyskać dodatkowe poparcie. Z pewnością nie zapewnią go trzy partie tradycyjnej lewicy – socjaldemokraci, Zieloni oraz radykalna lewica – których wyniki oscylują wokół 9 procent. Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW), określany jako ugrupowanie „antyimigracyjnej lewicy”, zdobył 5,3 procent głosów i zaproponował wstrzymanie się od głosu, co umożliwiłoby AfD utworzenie rządu mniejszościowego. Ulrich Siegmund odrzucił jednak tę propozycję, domagając się „stabilnej większości”.
Partia kanclerza Friedricha Merza uzyskała zaledwie 17 procent głosów i stoi teraz przed rozstrzygającym wyborem: utrzymać „zaporę ogniową” albo otworzyć drogę do powstania rządu skrajnej prawicy. Politycy AfD starają się sprawiać wrażenie, że ten dylemat ich nie dotyczy. Zdaniem Siegmunda blokada prowadząca do nowych wyborów mogłaby tylko wzmocnić jego ugrupowanie, które w takim scenariuszu miałoby osiągnąć 50 lub 55 procent poparcia.
Wstrząs w skali całego kraju
Zwycięstwo AfD jest również osobistym upokorzeniem dla Friedricha Merza. Gdy w 2018 r. ubiegał się o przywództwo w CDU, konserwatywny polityk zapewniał nie tylko, że potrafi powstrzymać wzrost znaczenia skrajnej prawicy, ale również że zdoła zmniejszyć poparcie dla AfD o połowę.
Stało się jednak odwrotnie i nie dotyczy to wyłącznie Saksonii-Anhalt. Skrajnie prawicowa partia jest także faworytem wyborów zaplanowanych na 20 września w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, położonej na północnym wschodzie Niemiec. W skali całego kraju przypisuje się jej blisko jedną trzecią deklarowanego poparcia. Wynik ten pokazuje ograniczenia strategii „zapory ogniowej”, która nie zapobiegła temu, że skrajna prawica stała się siłą, której nie sposób już pomijać.
Szef bawarskiej CSU, siostrzanej partii CDU, Markus Söder ocenił, że zwycięstwo AfD należy interpretować bardziej jako głos sprzeciwu wobec rządu w Berlinie niż jako wynik dotyczący wyłącznie polityki regionalnej. Niecieszący się popularnością kanclerz przyznał w poniedziałek, że ponosi część odpowiedzialności za niedzielną porażkę. Oświadczył, że jest „głęboko wstrząśnięty” wynikiem AfD. Jednocześnie zapewnił, że zamierza kontynuować kurs reform, przyznając jednak, że musi je „lepiej wyjaśniać”.
Niepokój w Europie
Sukces AfD wywołał w Europie liczne reakcje pełne niepokoju, szczególnie w państwach najbardziej wyczulonych na asertywną politykę Rosji. Partia chce między innymi normalizacji stosunków z reżimem Władimira Putina, zniesienia sankcji oraz ponownego uruchomienia gazociągów Nord Stream, co pozwoliłoby wrócić do zakupu taniego rosyjskiego gazu. Zdaniem premiera Polski Donalda Tuska taki wynik mogliby świętować wyłącznie „głupcy albo zdrajcy”.
AfD, opowiadająca się za „Europą narodów”, chciałaby również zrezygnować z euro i powrócić do marki niemieckiej. Partia, lekceważąc poszanowanie praw podstawowych stanowiących rdzeń karty wartości Unii Europejskiej, wskazuje uchodźców jako jeden z głównych celów swojej polityki i zapowiada „ofensywę remigracyjną”. Perspektywa ta niepokoi między innymi lokalnych pracodawców, którzy obawiają się, że takie działania jeszcze bardziej pogłębią niedobór pracowników.
AfD zapowiada ponadto odejście od powojennego dziedzictwa politycznego opartego na rozliczeniu zbrodni nazistowskich i pielęgnowaniu pamięci o Zagładzie. Wśród jej planów znajduje się między innymi likwidacja szkolnych wycieczek do obozów koncentracyjnych.
Za każdym razem, gdy siły demokratyczne i republikańskie szły na ustępstwa, były pożerane przez tę ohydną bestię. Żaden kompromis nie jest możliwy – zareagował francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot, wzywając jednocześnie do dostrzeżenia degradacji społecznej i niesprawiedliwości, które wynoszą takie idee i takie partie do władzy.