Stella Artois ma 100 lat – jak browar zmienił oblicze Leuven
Piwo Stella Artois obchodzi 100-lecie, a wraz z sukcesem marki rozwijało się Leuven – miasto, w którym powstała. Jak opisuje VRT NWS, kiedy pils zdobywał popularność na całym świecie, browar...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Piwo Stella Artois obchodzi 100-lecie, a wraz z sukcesem marki rozwijało się Leuven – miasto, w którym powstała. Jak opisuje VRT NWS, kiedy pils zdobywał popularność na całym świecie, browar tworzył setki dodatkowych miejsc pracy dla mieszkańców i stopniowo zmieniał wygląd miasta. Historię tę przypominają dwaj byli pracownicy przedsiębiorstwa – Guy Vanautgaerden i Jan Heyman.
Spis treści
Rok 1366 w logo i światowa rozpoznawalność
Choć marka świętuje obecnie stulecie, w jej logo znajduje się data 1366. Nie oznacza ona roku wprowadzenia piwa na rynek, lecz odnosi się do pierwszej wzmianki o browarze Den Hoorn. W 1717 r. zakład przejął Sebastiaan Artois – odległy protoplasta dzisiejszego koncernu AB InBev.
O światowej rozpoznawalności marki świadczy niedawna scena z trybun stadionu Lumen Field w Seattle. Eddie Vedder, wokalista zespołu Pearl Jam, przez pewien czas kibicował swojej drużynie. Kiedy jednak w poniedziałkową noc stało się jasne, że reprezentacja Stanów Zjednoczonych przegra z reprezentacją Belgii, czyli Czerwonymi Diabłami, sięgnął po puszkę Stella Artois. Jak zarejestrowały kamery, większość piwa wylądowała na jego ubraniu. Niezależnie od tego logo browaru zobaczyły miliony widzów.
Piwo sprzedawane niemal na całym świecie przynosi przede wszystkim znaczne dochody. Sukces Stella Artois od lat służy jednak nie tylko samej firmie, ale również mieszkańcom Leuven. Przez stulecia wielu z nich znajdowało zatrudnienie w miejscowych browarach, a do miejskiej kasy trafiały wpływy z akcyzy od piwa. Prawdziwy skok liczby miejsc pracy nastąpił jednak dopiero po 1926 r. Browar Artois był popularny już wcześniej, ale to właśnie pils Stella Artois uczynił z niego przedsiębiorstwo o światowym znaczeniu.
Od 70 do 2 800 pracowników
Sto lat temu pils był stosunkowo nowym wynalazkiem pochodzącym z Czech, który trafił do tej części Europy przede wszystkim za pośrednictwem Niemiec. – Artois już wcześniej produkował piwa tego rodzaju, ale to Stella okazała się prawdziwym sukcesem. Szybko została najpopularniejszym piwem firmy, a w latach 60. objęła pozycję lidera belgijskiego rynku – opowiada Guy Vanautgaerden, wieloletni dyrektor handlowy Stella Artois, który pracuje obecnie nad książką poświęconą stuleciu marki.
W latach 70. sprzedaż pilsa osiągnęła cztery miliony hektolitrów, co odpowiada około 1,2 miliarda szklanek piwa. Są to ostatnie dane dotyczące produkcji, jakimi dysponuje browar. Jedno pozostaje jednak pewne – wraz ze wzrostem sprzedaży zwiększało się również zatrudnienie.
- Z ksiąg rachunkowych z 1900 r. wynika, że browar zatrudniał około 70 osób, w tym pracowników czyszczących beczki, kowali i przewoźników – mówi Vanautgaerden. – Kiedy w 1926 r. wprowadzano Stellę, pracowało tam już ponad 400 osób. Przed II wojną światową liczba zatrudnionych wzrosła do 600.
Obecnie koncern AB InBev zatrudnia w Belgii ponad 2 800 osób, z czego ponad 800 pracuje w browarze w Leuven. Milionowy hektolitr piwa nalał niegdyś Alfons Smets, były burmistrz miasta.
Jan Heyman przepracował w Stella Artois 37 lat. Był zatrudniony w różnych zakładach w Afryce, a później pełnił funkcję dyrektora browaru w Leuven. – Jako dyrektor musiałem oczywiście znać się na piwie, ale najważniejsi zawsze byli ludzie – wspomina. – Znacząco rozbudowaliśmy browar, między innymi o nową warzelnię. Inwestycje dotyczyły przede wszystkim automatyzacji, a mimo to zatrudniono wtedy około 150 nowych pracowników.
Załoga AB InBev była znana z silnych więzi między pracownikami. – Dawniej całe życie towarzyskie robotników skupiało się wokół browaru – mówi Vanautgaerden. – Poszczególne zmiany tworzyły prawdziwe kręgi przyjaciół, którzy po pracy wydawali wypłaty w mieście. W ten sposób pieniądze trafiały bezpośrednio do lokalnej gospodarki. Często w browarze zatrudnione były całe rodziny. Sam należę do trzeciego pokolenia mojej rodziny pracującego w Artois i jestem szóstą osobą z rodziny zatrudnioną w przedsiębiorstwie.
Podobne wspomnienia zachował Heyman. – Nadal mam w browarze wielu przyjaciół. Wszyscy byli też bardzo dumni z firmy, bo to piękny i przyjemny produkt – mówi. – W ostatnich latach ta więź nieco osłabła, a ludzie stali się bardziej indywidualistyczni. Taką zmianę widać jednak wszędzie – we wszystkich stowarzyszeniach i przedsiębiorstwach. Ludzie chcą jak najszybciej wrócić do domu i mają coraz mniej czasu.
Firmowa orkiestra i ślady browaru w mieście
Browar pozostaje związany z Leuven również pod względem kulturalnym i społecznym. – Stella Artois zawsze wspierała lokalne wydarzenia i stowarzyszenia – mówi Vanautgaerden. – Od teatru, przez sport, aż po quizy, od niewielkich grup po klub piłkarski Oud-Heverlee Leuven. Mieliśmy także własną firmową orkiestrę dętą, która występowała podczas wielu miejskich imprez.
Zakład wyróżniał się także postępowym podejściem do spraw socjalnych. Prowadził własną kasę chorych, która organizowała dla dzieci wyjazdy nad morze i w góry. Obecnie działa fundusz socjalny Sociaal Fonds Verhelst, zajmujący się dobrostanem pracowników.
Browaru trudno nie zauważyć podczas przejazdu obwodnicą Leuven między Lüdenscheidsingel a Diestsevest. Ogromny zakład wita przyjezdnych logo Stella Artois górującym nad miastem. Obecny browar powstał w 1991 r., natomiast ślady przemysłowego dziedzictwa przedsiębiorstwa są widoczne w całej dzielnicy Vaartkom.
Według Heymana zachowane budynki dawnego browaru stały się dziś ikonami miasta. – Wystarczy wspomnieć De Hoorn, gdzie obecnie mieszczą się firmy i często organizowane są wydarzenia. Przy Sluisstraat, gdzie działały kuźnia i rozlewnia, znajdują się dziś atrakcyjne domy i biura. Na rogu przy kanale zachował się piękny budynek browaru z kawiarnią De Lantaarn – to prawdziwa ikona – mówi. – Bardzo się cieszę, że dawne obiekty zostały zachowane, często nadal z nazwą Stella Artois.
W głębi miasta ślady obecności Stella Artois zostały częściowo zatarte przez wojny światowe i późniejsze inwestycje. – Można wręcz wyznaczyć trójkąt rozciągający się od Vaartkom przez Burchtstraat do Mechelsestraat, a następnie do Penitentiënstraat – mówi Vanautgaerden. – Wszystko, co znajdowało się na tym obszarze, żyło z browarów.
Kanał wykopany z inicjatywy piwowarów
Im dalej sięga się w przeszłość, tym wyraźniej widoczny jest wpływ browarnictwa na rozwój miasta. – Kanał Vaart wykopano na wniosek licznych piwowarów z Leuven, a Artois należał do prekursorów tego przedsięwzięcia – opowiada Vanautgaerden. – Piwowarzy potrzebowali szybszego transportu wodnego prowadzącego do Skaldy, dlatego zdecydowali się na dużą inwestycję. Wraz z powstaniem kanału w rejonie Vaartkom zaczął rozwijać się przemysł, między innymi zakłady Marie Thumas. Do dziś kanał nazywany jest – i słusznie – kanałem piwowarów.
Również obecnie miasto odnosi wiele korzyści z obecności browaru. Poza wpływami do miejskiej kasy przedsiębiorstwo współtworzy także wizerunek Leuven. – Jesteśmy prawdziwym miastem piwa i właśnie na tym budujemy naszą promocję – mówi radna ds. turystyki Liesbeth Vandermeeren (CD&V). – Stella Artois jest wizytówką miasta. W całym Leuven można znaleźć dziedzictwo związane z piwem, również pozostałości po innych browarach. Trudno dokładnie ustalić, ilu turystów przyjeżdża z tego powodu, ale bez wątpienia przyciąga to miłośników piwa z zagranicy.
Czy przyszłość należy do piwa bezalkoholowego?
Nie jest tajemnicą, że sprzedaż piwa spada na całym świecie. W ciągu ostatniej dekady spożycie piwa w Belgii zmniejszyło się o niemal 20 procent. Pojawia się więc pytanie, czy związek Stella Artois z Leuven nadal ma przed sobą przyszłość.