Nauka i polityka potrzebują się nawzajem, ale ostatnie słowo należy do polityków
Nauka i polityka rzeczywiście są od siebie zależne, jednak w demokratycznym społeczeństwie decydujący głos należy do polityków. Do takiego wniosku dochodzi filozof polityki Stefaan Rummens z KU...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Nauka i polityka rzeczywiście są od siebie zależne, jednak w demokratycznym społeczeństwie decydujący głos należy do polityków. Do takiego wniosku dochodzi filozof polityki Stefaan Rummens z KU Leuven po tym, jak minister sprawiedliwości Annelies Verlinden (CD&V) broniła w programie Terzake swojego stanowiska w debacie o aborcji. Jak zauważa Rummens, żyjemy w demokracji przedstawicielskiej i wybraliśmy polityków po to, by zawierali porozumienia w naszym imieniu. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że sami obywatele częściej domagają się udziału ekspertów w kształtowaniu polityki.
Spis treści
Spór o termin aborcji
Minister sprawiedliwości Annelies Verlinden oświadczyła poprzedniego wieczoru w programie Terzake, że to nie nauka wyznacza politykę, a już na pewno nie w sprawach etycznych. Jako minister właściwa w tej sprawie chce ona wydłużyć dopuszczalny termin aborcji do 14 tygodni i zapisała to w projekcie ustawy, choć naukowy komitet ekspertów rekomendował co najmniej 18 tygodni.
Decyzja Verlinden jest jednak przesądzona i w jej ocenie nie ma już przestrzeni do zmiany tego terminu. Minister powtórzyła swoje stanowisko, tłumacząc, że w poszukiwaniu równowagi między autonomią kobiety a poszanowaniem nienarodzonego życia granicę wyznaczono na poziomie 3,5 miesiąca.
Kto ma rację
Z punktu widzenia demokracji filozof polityki Stefaan Rummens przyznaje Verlinden rację – w polityce to politycy mają ostatnie słowo. Jak wyjaśnia w audycji Het Kwartier, naukowcy powinni jasno przedstawiać istotne fakty, proponować politykom różne scenariusze i wskazywać, jakie mogą być konsekwencje określonych decyzji. Następnie to politycy, opierając się na tych scenariuszach, muszą podjąć decyzję i ukształtować politykę. Zdaniem Rummensa polityka zawsze dotyczy wyborów nasyconych wartościami, a w sprawach wartości nie istnieje wiedza ekspercka w takim samym sensie jak w nauce.
Co więcej, z samych faktów nigdy automatycznie nie wynika, co należy zrobić. Rummens przywołuje w tym kontekście oświeceniowego filozofa Davida Hume’a, który już w XVIII wieku wskazywał, że z opisu faktów nie można w logicznie poprawny sposób wyprowadzić wniosku o tym, jak powinniśmy postępować.
Nauka pozostaje więc cenna, a polityka powinna opierać się na faktach naukowych. Rummens podkreśla jednak, że fakty dają kontekst i wyznaczają warunki brzegowe, ale to politycy muszą brać odpowiedzialność, samodzielnie podejmować decyzje i nadawać polityce konkretny kształt.
Każdy powinien znać swoją rolę
Według Rummensa eksperci, którzy przygotowali raport dotyczący terminu aborcji, poszli o krok za daleko. Jak wyjaśnia, dobrze opisali istotne fakty oraz stojącą za nimi rzeczywistość medyczną, biologiczną i społeczną, ale na końcu raportu sformułowali także własny wniosek. Właśnie w tym miejscu – jego zdaniem – popełnili błąd. Rummens przekonuje, że eksperci powinni zachować odpowiednią skromność, uznawać granice swojej wiedzy naukowej i nie wyprowadzać z faktów wniosków opartych na wartościach.
Równowaga między wartościami a nauką bywała już wcześniej zaburzona. Rummens wskazuje, że podczas pandemii koronawirusa naukowcy w pewnym momencie uzyskali zbyt duży wpływ na politykę. Również wtedy ścierały się różne wartości – z jednej strony ograniczanie rozprzestrzeniania się wirusa i zapobieganie ofiarom, z drugiej koszty ponoszone w sferze rozwoju gospodarczego oraz zdrowia psychicznego. Zdaniem filozofa to politycy powinni ważyć takie scenariusze i wartości, jednak zwłaszcza na początku kryzysu robiono to w zbyt małym stopniu.
Ideologia kontra nauka
Stanowisko Verlinden wydaje się jej zarazem wygodne – minister twierdzi, że dla dłuższego terminu aborcji brakuje wystarczającego poparcia, a taka argumentacja przypadkowo wpisuje się również w ideologię jej partii CD&V. Rummens przyznaje, że Verlinden broni własnych przekonań i poglądów, ale dodaje, że być może ma ona rację.
Filozof zwraca uwagę, że sposób przedstawiania debaty o aborcji jest bardzo jednostronny. Mocno akcentowane jest prawo kobiety do samostanowienia, które oczywiście pozostaje niezwykle ważne, ale Verlinden próbuje wprowadzić do debaty także inną wartość – poszanowanie nienarodzonego życia. Ta wartość, jak wskazuje Rummens, przyciąga znacznie mniej uwagi, choć jest bliska dużej części społeczeństwa. Jak zaznacza, nie trzeba być katolikiem, aby uznawać znaczenie nienarodzonego życia.
Również dla Rummensa nie jest jasne, jak szeroko podzielane jest to przekonanie. Jego zdaniem potrzebne byłyby badania opinii, aby ustalić, czy w społeczeństwie istnieje poparcie dla dłuższego terminu aborcji. Byłoby to jednak daleko idące posunięcie, oznaczające uprawianie polityki w inny sposób. Jak podsumowuje, żyjemy w demokracji przedstawicielskiej i wybraliśmy polityków po to, by zawierali porozumienia w naszym imieniu.
Obywatele chcą jednak więcej ekspertów
Gdyby politycy ślepo podążali za ekspertami i naukowymi rekomendacjami, można by mówić o technokracji. Zwraca na to uwagę Janne Ingelbeen, doktorant w katedrze nauk politycznych Uniwersytetu w Gandawie (UGent). Jednocześnie wskazuje on, że badania pokazują otwartość obywateli na politykę w większym stopniu opartą na ekspertach. Według sondażu De Stemming 60 procent ankietowanych byłoby otwartych na rządy ekspertów zamiast polityków.
Pojawia się przy tym pytanie, czy obywatele chcą ekspertów dlatego, że są ekspertami, czy raczej dlatego, że pragną czegoś innego niż obecna polityka. Jak tłumaczy Ingelbeen, eksperci są postrzegani jako bardziej kompetentni niż politycy, co wiąże się ze spadkiem zaufania do polityki. Decyzje oparte na nauce cieszą się większym poparciem, a obywatele rzeczywiście chcą silniejszej roli ekspertów w kształtowaniu polityki.
Ingelbeen podsumowuje, że z punktu widzenia demokracji można się temu sprzeciwiać, ponieważ takie rozwiązanie osłabia demokratyczny charakter podejmowania decyzji. Poparcie obywateli również ma jednak znaczenie. Jako przykład wskazuje protesty przeciwko reformom oświaty w Walonii.