Granica językowa jako bariera biznesowa – dlaczego belgijskie firmy wolą zagranicę od drugiego regionu kraju
Wielu przedsiębiorców z Walonii rozważa ekspansję we Francji, zanim pomyśli o Flandrii, a firmy flamandzkie chętniej patrzą w stronę Holandii niż na południe Belgii. Rozmowy z szefami przedsiębiorstw...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Wielu przedsiębiorców z Walonii rozważa ekspansję we Francji, zanim pomyśli o Flandrii, a firmy flamandzkie chętniej patrzą w stronę Holandii niż na południe Belgii. Rozmowy z szefami przedsiębiorstw pokazują, że granica językowa pozostaje także barierą gospodarczą. Powodem są nie tylko różnice językowe, ale również odmienne rynki, sieci kontaktów, zwyczaje zakupowe i wzajemne uprzedzenia.
Spis treści
- „Zbyt ryzykowne” – przykład sieci obuwniczej
- Rozpoznawalność marki zatrzymuje się na granicy językowej
- Samson en Gert nie przyjął się na południu
- Statystyki nie tłumaczą wszystkiego
- Trendy Foods: najpierw Francja, potem Flandria
- Uprzedzenia i różne sposoby prowadzenia biznesu
- „Jako firma z Walonii startujesz z negatywnym nastawieniem”
- Sygnał alarmowy dla całego kraju
- Nowy wiatr w Walonii
„Zbyt ryzykowne” – przykład sieci obuwniczej
Chaussures Maniet to sieć doskonale znana w Walonii, ale praktycznie nieobecna we Flandrii. Allison Vanderplancke, dyrektor generalna rodzinnej firmy prowadzącej około trzydziestu sklepów w Walonii i Brukseli, przyznaje, że język jest jedną z przeszkód, ale nie najważniejszą.
Jej zdaniem różnice dotyczą również stylu konsumpcji, częstotliwości zakupów, siły nabywczej i struktury rynku. Przy silnej konkurencji we Flandrii zwrot z inwestycji nie byłby pewny. Firma przez pewien czas była obecna w sklepach Inno na północy kraju, ale zakończyła ten eksperyment.
Dla nas wejście do Flandrii byłoby zbyt ryzykowne – podsumowuje Vanderplancke.
Rozpoznawalność marki zatrzymuje się na granicy językowej
Podobne doświadczenia ma Hawaiian Poke Bowl, jedna z największych belgijskich sieci gastronomicznych, posiadająca 51 lokali we Flandrii, Brukseli, Walonii i Holandii. Dyrektor generalny Mattijs Hermans podkreśla, że rozpoznawalność marki zbudowana we Flandrii nie przenosi się automatycznie na południe kraju.
Przy otwarciu lokalu w centrum handlowym Mediacité w Liège firma musiała praktycznie zaczynać od zera. Wyzwaniem okazał się także język. Przetłumaczenie menu, umów, formularzy, dokumentów urzędowych i materiałów marketingowych wymagało znacznie więcej pracy, niż początkowo zakładano.
Samson en Gert nie przyjął się na południu
O barierach kulturowych przekonało się również Studio 100. Flamandzka firma próbowała wprowadzić na francuskojęzyczny rynek między innymi Samsona en Gerta oraz Kaboutera Plopa, lecz programy nie zdobyły oczekiwanej popularności. Nie pomogło nawet zatrudnienie francuskojęzycznych aktorów.
Dziś główną działalnością Studio 100 w Walonii jest park rozrywki Plopsaland Ardennes. Ponad połowę jego turystów stanowią jednak Holendrzy i mieszkańcy Flandrii, a mieszkańcy Walonii odpowiadają jedynie za około jedną czwartą odwiedzających.
Statystyki nie tłumaczą wszystkiego
Flandria ma znacznie większy udział w belgijskiej gospodarce niż Walonia, ale same dane ekonomiczne nie wyjaśniają, dlaczego przedsiębiorstwa tak często wolą przekraczać granicę państwową niż językową.
Frédéric Panier, dyrektor generalny walońskiej federacji przedsiębiorstw AKT, przyznaje, że język i dostęp do istniejących sieci biznesowych mogą być barierą, szczególnie dla małych i średnich firm. Francja może więc wydawać się przedsiębiorcom z Walonii bardziej naturalnym kierunkiem ze względu na język i bliskość kulturową.
Zaznacza jednak, że rzeczywistość jest bardziej złożona. Flandria pozostaje pierwszym rynkiem zbytu walońskich firm poza ich własnym regionem i odpowiada za około jedną czwartą sprzedaży realizowanej poza Walonią.
Trendy Foods: najpierw Francja, potem Flandria
Waloński dystrybutor artykułów spożywczych i tytoniowych Trendy Foods pod koniec czerwca przejął flamandzką spółkę Volckaert-Soetens, aby zwiększyć obecność we Flandrii Wschodniej i Zachodniej.
Firma próbowała wcześniej ekspansji we Francji, ale zakończyła ją w 2013 r. Następnie zaczęła mocniej inwestować na północy Belgii. Dziś posiada centrum logistyczne w Bornem w prowincji Antwerpia i wypracowuje 40 procent obrotów we Flandrii, a 60 procent w Walonii.
Dyrektor generalny Francis Plunus uważa, że mimo bariery językowej mieszkańcy Walonii i Flandrii są kulturowo znacznie bliżsi sobie niż mieszkańcy Walonii i Francuzi. Jego zdaniem, aby odnieść sukces na północy kraju, przedsiębiorstwo powinno jednak stworzyć tam lokalną strukturę.
Uprzedzenia i różne sposoby prowadzenia biznesu
Bart Baute, pochodzący z Gandawy szef walońskiej firmy informatycznej EMAsphere, uważa, że granica językowa często wzmacnia stereotypy. Mieszkańcy Walonii postrzegają Flamandów jako bardziej prawicowych i skupionych na pracy, natomiast mieszkańcom Walonii przypisuje się na północy większą zależność od władz publicznych i mniejszą skłonność do pracy.
Baute podkreśla, że takie uprzedzenia często nie mają podstaw, ale dostrzega realne różnice w prowadzeniu interesów. We Flandrii jego zdaniem ważniejsze jest stopniowe budowanie zaufania na podstawie faktów i liczb, przez co proces sprzedaży trwa dłużej. W Walonii większą rolę odgrywają relacje osobiste i nieformalny kontakt.
„Jako firma z Walonii startujesz z negatywnym nastawieniem”
Baptiste Fosséprez, dyrektor generalny firmy Indao z regionu Liège, uważa, że w przypadku niektórych potencjalnych partnerów firma z Walonii już na początku spotyka się we Flandrii z niechęcią.
Indao oferuje platformę do optymalizacji procesów przemysłowych. Ma niespełna dziesięciu klientów we Flandrii, głównie wśród międzynarodowych grup, takich jak Ineos. Fosséprez przyznaje jednak, że próby szerszego wejścia na flamandzki rynek dotąd się nie powiodły.
Dziś łatwiejsze wydaje mi się wejście do Holandii, Niemiec, Włoch czy Anglii – ocenia.
Firma koncentruje się obecnie przede wszystkim na regionie Liège, Wielkim Księstwie Luksemburga i północy Francji, a jednocześnie rozwija sieci dystrybutorów między innymi w Szwecji, Niemczech i Quebecu.
Sygnał alarmowy dla całego kraju
Jan Van Hove, profesor KU Leuven i specjalista w dziedzinie ekonomii regionalnej, zwraca uwagę, że handel pomiędzy Flandrią i Walonią jest słabszy, niż można byłoby oczekiwać od dwóch regionów tego samego państwa.
Jego zdaniem niewielkie zainteresowanie przedsiębiorców sąsiednim regionem jest szczególnie niekorzystne w okresie słabego wzrostu gospodarczego. Brak silniejszych powiązań między Flandrią i Walonią powinien być traktowany jako sygnał alarmowy.
Nowy wiatr w Walonii
Pojawiają się jednak oznaki zmian. Flamandzka grupa Heylen kupiła teren dawnej fabryki Audi w Brukseli oraz obiekt zajmowany wcześniej przez Caterpillara w Gosselies. Jej dyrektor generalny Wim Heylen ocenia, że klimat inwestycyjny w Walonii się poprawił, podczas gdy we Flandrii coraz trudniej o grunty, pozwolenia na budowę i realizację projektów przy rosnących kosztach.
Do zmiany postrzegania Walonii mogą przyczyniać się także sukcesy firm Odoo i I-care oraz kontrakt Aerospacelab o wartości 2,4 miliarda euro.
Frédéric Panier z AKT uważa, że relacje gospodarcze między regionami można rozwijać znacznie dalej. Jednym z kroków była pierwsza wspólna misja gospodarcza Flandrii i Walonii pod patronatem króla Filipa i dwóch dużych federacji pracodawców. Choć miała głównie symboliczny charakter, może stać się podstawą bardziej trwałej współpracy i stopniowego przekształcania istniejącej bariery w gospodarczy most.