Miejskie rodeo na plateau du Heysel – mieszkańcy skarżą się na nocny hałas motocykli i domagają się surowszych sankcji
Młodzi ludzie ścigający się na motocyklach i wykonujący akrobacje na jednym kole na ulicach Brukseli od lat są poważną uciążliwością dla okolicznych mieszkańców, którzy czują się wobec tego zjawiska...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Młodzi ludzie ścigający się na motocyklach i wykonujący akrobacje na jednym kole na ulicach Brukseli od lat są poważną uciążliwością dla okolicznych mieszkańców, którzy czują się wobec tego zjawiska bezradni. Jak informuje portal The Brussels Times, problem tzw. miejskiego rodeo występuje w rejonie plateau du Heysel od ponad dekady, z czasem zmieniając formę i przenosząc się na kolejne ulice stolicy. Mieszkańcy zrzeszeni w komitecie Stop Rodeo Atomium mówią o nieustannej grze w kotka i myszkę oraz braku rozwiązań systemowych. Władze miasta wskazują natomiast na przejmowanie pojazdów i zmiany w organizacji ruchu.
Spis treści
Od luksusowych samochodów do motocykli
Vincent Bourgeois reprezentuje Stop Rodeo Atomium – komitet skupiający mieszkańców Brukseli z okolic plateau du Heysel, którzy mają dość młodych ludzi zajmujących ulice motocyklami i skuterami oraz wykonujących przy dużych prędkościach głośne popisy.
Jak relacjonuje Bourgeois, miejskie rodeo w rejonie plateau du Heysel zaczęło się w 2015 r. od luksusowych samochodów. Teren pod Atomium stał się miejscem spotkań amatorów szybkiej jazdy. Uczestnicy wynajmowali auta za 600 lub 700 euro na weekend wyłącznie po to, aby jeździć nimi wokół Atomium.
Mieszkańcy zauważyli, że zjawisko wyraźnie nasiliło się podczas pandemii Covid-19. Według Bourgeois miało to związek z zamknięciem życia nocnego w czasie lockdownów i obowiązywaniem godziny policyjnej. Część osób, które wcześniej spotykały się w klubach, zaczęła wynajmować drogie samochody i przyjeżdżać na płaskowyż. Kierowcy wielokrotnie objeżdżali rondo znajdujące się poniżej Atomium.
Brak przepisów wprost dotyczących zjawiska
W przeciwieństwie do Francji Belgia nie ma obecnie odrębnych ram prawnych regulujących miejskie rodeo, co utrudnia walkę z tym zjawiskiem. Policja może zatrzymywać uczestników jedynie na podstawie obowiązujących przepisów ruchu drogowego, które zakazują wyścigów oraz określonych form niebezpiecznej jazdy.
Rzeczniczka policji Ilse Van de Keere poinformowała, że w 2025 r. w związku z miejskim rodeo przejęto 53 samochody i 15 motocykli. Wszystkie 68 pojazdów zostało odholowanych. W 43 przypadkach wszczęto procedurę sądową, natomiast w 25 zastosowano środki administracyjne. Kolejnych 37 kierowców straciło prawo jazdy.
Gabinet burmistrza miasta Bruksela Philippe’a Close’a (PS) podkreśla, że władze znacznie wzmocniły działania przeciwko miejskiemu rodeo. Od czasu wprowadzenia systemu zajęć administracyjnych przejęto ponad 370 pojazdów w ramach procedur administracyjnych i sądowych, a ponad 185 osobom odebrano prawa jazdy. Gabinet zaznacza również, że na plateau du Heysel zamontowano ponad 25 progów zwalniających i innych rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo, a prawie 2 km ulic przekształcono w strefy dla pieszych.
Projekt ustawy w parlamencie federalnym
Projekt ustawy złożony w maju 2025 r. w parlamencie federalnym ma wprowadzić definicję miejskiego rodeo i objąć to zjawisko pełnymi regulacjami. Określono je jako celowe i powtarzalne wykonywanie pojazdem silnikowym manewrów naruszających zasady bezpieczeństwa ruchu drogowego, które zagrażają innym uczestnikom ruchu lub zakłócają spokój publiczny.
Jeżeli przepisy wejdą w życie, sprawcom będzie grozić od 15 dni do roku pozbawienia wolności, grzywna w wysokości od 200 do 2 000 euro oraz zakaz prowadzenia pojazdów na okres od ośmiu dni do pięciu lat, a nawet dożywotni. Kary mają być surowsze w przypadku wykroczeń popełnianych grupowo albo w okolicznościach obciążających, takich jak jazda pod wpływem alkoholu lub narkotyków czy prowadzenie bez ważnego prawa jazdy.
Zamiast aut – jednoślady
Bourgeois relacjonuje, że mieszkańcy domagali się interwencji władz miasta Bruksela, a burmistrz Close odpowiedział montażem betonowych bloków i progów zwalniających. Rozwiązania te w dużym stopniu utrudniły samochodowe rodeo i na pewien czas praktycznie je zatrzymały. Uczestnicy przesiedli się jednak na motocykle, którym znacznie trudniej przeciwdziałać wyłącznie poprzez zmiany w organizacji ruchu.
Zmianę tę potwierdza radny miasta Bruksela David Weytsman (MR). Jego zdaniem działania przeciwko rodeo samochodowemu przyniosły rezultaty, ale obecnie nowym wyzwaniem stały się motocykle.
„Nie wszystko zostało rozwiązane, ale rodeo samochodowe i uciążliwości związane z niektórymi orszakami weselnymi wyraźnie zmalały” – powiedział.
Wieczory i noce bez snu
Obecnie, jak mówi Bourgeois, motocykliści spotykają się w rejonie place du Centenaire, skąd rozjeżdżają się po plateau du Heysel i sąsiednich alejach. Rodeo odbywa się również w pobliżu Brussels Expo, stadionu Roi Baudouin oraz w dzielnicy Mutsaard na Laeken. Coraz więcej skarg napływa także z takich gmin jak Schaerbeek, ponieważ zjawisko rozprzestrzenia się na kolejne ulice stolicy.
Aktywność uczestników ma dość przewidywalny rytm. Przy łagodnych temperaturach motocykliści pojawiają się każdego wieczoru. Początkowo, około godz. 19.00 lub 20.00, sytuacja jest stosunkowo spokojna, jednak po północy hałas wyraźnie się nasila i może trwać do trzeciej lub czwartej nad ranem.
Zdarza się, że motocykliści stoją w jednym miejscu przez pięć, dziesięć albo 15 minut i wielokrotnie zwiększają obroty silników. Dzieje się tak również w ciągu dnia, dlatego mieszkańcy odczuwają skutki ich obecności nawet wtedy, gdy nie odbywają się żadne wyścigi.
Niektórzy mieszkańcy, którzy próbowali samodzielnie zwracać uwagę kierowcom, spotkali się z groźbami. Jedna z mieszkanek przesłała redakcji nagranie motocyklistów ruszających ze skrzyżowania avenue Houba i avenue Sobieski na Laeken, bezpośrednio pod jej oknami. Przyznała, że wahała się, czy rozpocząć nagrywanie, ponieważ wcześniej została znieważona przez jednego z motocyklistów.
Najtrudniejszy jest okres letni. Ciepłe i suche wieczory, podczas których mieszkańcy chcą otwierać okna, sprzyjają jednocześnie zjazdom motocyklistów. „Są noce, kiedy zaśnięcie jest niemal niemożliwe” – wyjaśnia Bourgeois. „Zasypiasz, godzinę później się budzisz. Udaje ci się zasnąć znowu i wszystko zaczyna się od nowa”. Z niedoborem snu mierzą się rodziny z niemowlętami oraz osoby starsze, dla których powtarzające się serie głośnych silników oznaczają regularnie przerywany odpoczynek.
Ostrzejsza reakcja wymiaru sprawiedliwości
Policja poinformowała, że od czasu objęcia urzędu przez prokuratora Brukseli Juliena Moinila preferowane jest kierowanie spraw dotyczących miejskiego rodeo na drogę sądową zamiast administracyjnej. Oznacza to surowsze konsekwencje dla zatrzymanych – zamiast grzywien i lokalnych sankcji administracyjnych coraz częściej wszczynane jest postępowanie karne.
Burmistrz Close podkreśla, że miasto na bieżąco dostosowuje swoje działania do zmian w sposobie organizowania rodeo. Obejmują one ukierunkowane akcje z udziałem policjantów po cywilnemu poruszających się nieoznakowanymi motocyklami, a także rozwiązania wymierzone konkretnie w jednoślady, które nadal częściowo omijają dotychczasowe zabezpieczenia. Kierowcy zatrzymani na gorącym uczynku mogą zostać skierowani do sądu w trybie przyspieszonym, natomiast Bruxelles Mobilité kontroluje nielegalnie modyfikowane pojazdy powodujące nadmierny hałas.
Jak informuje Weytsman, po kolejnym spotkaniu z mieszkańcami władze miasta rozważają zamknięcie niektórych wjazdów na plateau du Heysel. Takie rozwiązanie miałoby uniemożliwić motocyklistom wykorzystywanie części płaskowyżu jako trasy przejazdu i utrudnić organizowanie zjazdów.
Radny przyznaje, że gdyby nie istniejące ograniczenia, natychmiast wprowadziłby znacznie więcej kontroli policyjnych oraz dużo surowsze sankcje. Chce, aby działania policji koncentrowały się w miejscach i porach, w których motocykliści regularnie się spotykają, oraz były połączone z zajmowaniem pojazdów. Zapowiada również, że poparłby publiczne niszczenie pojazdów wykorzystywanych do rodeo, gdyby pozwalały na to przepisy. „Przekaz musi być całkowicie jasny: pojazd użyty do rodeo można stracić” – mówi.
Radary hałasu i podzielone kompetencje
Weytsman opowiada się również za wprowadzeniem radarów hałasu, gdy tylko urządzenia będzie można skutecznie wykorzystywać do karania właścicieli nadmiernie głośnych pojazdów. System miałby identyfikować pojazdy przekraczające dopuszczalne normy hałasu na podobnej zasadzie jak fotoradary rejestrujące przekroczenia prędkości.
Plany ich wdrożenia pokazują jednak kolejną trudność, z którą mierzy się Bruksela – odpowiedzialność za przeciwdziałanie temu zjawisku jest rozdzielona między kilka szczebli władzy. Jak wskazuje radny, część proponowanych rozwiązań napotyka obecnie przeszkody prawne, techniczne i budżetowe. Na poziomie regionalnym polityczka MR Anne-Charlotte d’Ursel pytała rząd Brukseli o możliwość wprowadzenia radarów hałasu.
Proces homologacji urządzeń nadal trwa. Weytsman chce, aby region brukselski przygotował wcześniej odpowiednie ramy prawne, dzięki czemu radary będzie można szybko uruchomić, gdy tylko możliwe stanie się nakładanie na ich podstawie kar. Do tego czasu, jak argumentuje, mogłyby służyć celom prewencyjnym i edukacyjnym, podobnie jak tablice pokazujące kierowcom aktualną prędkość bez automatycznego wystawiania mandatu. „Problem polega właśnie na tym, że zależy to od kilku szczebli władzy. Ale to nie może być wymówką dla bezczynności” – zaznacza.
Postulaty mieszkańców
Grupa Stop Rodeo Atomium poruszyła problem podczas rozmowy z burmistrzem i organizowała demonstracje, w tym „protest w piżamach”, w którym uczestniczyło około 100 osób. Akcja miała zwrócić uwagę na zakłócanie nocnego odpoczynku mieszkańców. Członkowie komitetu przyznają, że w określonych porach patrole policji stały się bardziej widoczne, jednak ich zdaniem egzekwowanie przepisów jest nadal zbyt niekonsekwentne, aby zapobiegać powrotom zjazdów.
Mieszkańców zachęca się do dzwonienia po służby ratunkowe w czasie trwania rodeo. Jak jednak sami podkreślają, wielokrotne wybieranie numeru 112 nie może być trwałym rozwiązaniem problemu utrzymującego się od niemal dekady.
Komitet apeluje także o szersze wykorzystanie zautomatyzowanych metod kontroli, w tym kamer ANPR umożliwiających rozpoznawanie pojazdów wjeżdżających w okolicę albo wielokrotnie krążących po tych samych ulicach. Według szacunków stowarzyszenia koszt takich kamer wyniósłby od 30 000 do 40 000 euro.