Handlowcy z Ixelles alarmują po zabójstwie właściciela sklepu nocnego – „Napięcie czuć w powietrzu”
Śmierć dobrze znanego właściciela sklepu nocnego w dzielnicy Matongé na Ixelles wywołała niepokój wśród miejscowych przedsiębiorców, którzy zwracają uwagę na pogarszające się poczucie bezpieczeństwa...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Śmierć dobrze znanego właściciela sklepu nocnego w dzielnicy Matongé na Ixelles wywołała niepokój wśród miejscowych przedsiębiorców, którzy zwracają uwagę na pogarszające się poczucie bezpieczeństwa w okolicy. 67-letni Jaswinder Singh zginął podczas napadu rabunkowego w swoim sklepie nad ranem we wtorek 4 sierpnia. Według dotychczasowych ustaleń sprawcy mieli wtargnąć do lokalu i związać żonę mężczyzny w piwnicy. Kobieta zdołała się uwolnić, a następnie znalazła ciało męża na wyższej kondygnacji. Dokładny przebieg zdarzenia nie został jeszcze ustalony.
Spis treści
„Czujemy się bezsilni”
Singh i jego żona byli dobrze znani w okolicy. Mieszkańcy, rozmawiając z belgijskimi mediami, opisywali mężczyznę jako najmilszego sklepikarza w dzielnicy i nazywali go pieszczotliwie „Papi”. Za pogorszenie sytuacji w okolicy część z nich obwinia osoby uzależnione od cracku, które – ich zdaniem – od lat utrudniają codzienne życie mieszkańcom i przedsiębiorcom.
Pochodzący z Indii Singh prowadził sklep nocny wspólnie z żoną od 30 lat i był stałym elementem ruchliwej rue de la Paix.
Wielu handlowców działających przy tej ulicy skarży się na obecne warunki w dzielnicy. Niektórzy przyznają, że przez lata zdążyli się do nich przyzwyczaić. Jak mówi jeden z przedsiębiorców, nie oznacza to jednak akceptacji sytuacji, lecz raczej poczucie bezsilności.
Codzienność w cieniu napięcia
30-letnia Leïla prowadzi restaurację sushi niedaleko sklepu Singha. W rozmowie z portalem The Brussels Times przyznaje, że nadal trudno jej uwierzyć, jak szybko tragedia stała się rzeczywistością. Jak relacjonuje, tej samej nocy, kiedy Singh zginął, była jeszcze w jego sklepie. Następnego ranka zobaczyła na miejscu ślady pozostawione po zabezpieczaniu dowodów.
Jej lokal jest otwarty do godz. 23.30. Kobieta mówi, że regularnie pojawiają się w nim osoby nietrzeźwe lub będące pod wpływem narkotyków, często wyraźnie zdezorientowane. Ona i jej pracownicy starają się zachowywać spokój, ponieważ – jak podkreśla – jedno niewłaściwe słowo może doprowadzić do eskalacji. Uważa, że do tej pory miała szczęście, ponieważ nikomu z jej zespołu nic się nie stało.
W drodze na przystanek tramwajowy Leïla pozostaje stale czujna i rozgląda się na boki, obawiając się, że sama może paść ofiarą agresji ze strony nietrzeźwych mężczyzn. Jak przyznaje, życie w takim napięciu jest bardzo przytłaczające.
Kamery, strzały i powracający dilerzy
Sklep Singha od lokalu prowadzonego przez 25-letniego Radowana oddziela wąska uliczka o szerokości niespełna pięciu metrów. Radowan przez trzy lata prowadził sklep nocny, jednak w ubiegłym roku, po serii niebezpiecznych zdarzeń, przekształcił go w zwykły sklep osiedlowy.
Ostatecznie do tej decyzji skłoniła go strzelanina z maja ubiegłego roku, kiedy kula omal nie przebiła ściany jego lokalu. Mężczyzna wspomina rozmowy prowadzone wówczas z Singhiem na temat instalowania kamer monitoringu w sklepach. Według Radowana Singh nie miał takiego systemu.
Jak przyznaje przedsiębiorca, dzielnica wyraźnie się zmieniła, a poziom przemocy wzrósł. Jego zdaniem osoby zażywające i sprzedające narkotyki były obecne w okolicy również wcześniej, ale nigdy na taką skalę. Wielokrotnie wzywał policję z powodu handlu narkotykami przed swoim sklepem. Funkcjonariusze przyjeżdżali i usuwali dilerów z okolicy, jednak ci wracali już następnego dnia.
„Napięcie czuć w powietrzu”
Kilka lokali dalej 40-letni Louis Leysen prowadzi restaurację i kawiarnię Goods Bakery and Savage. Wystawiając rano stoliki i krzesła, wspomina, jak inaczej wyglądała okolica, kiedy pojawił się tam w 2016 r. Jak mówi, policja regularnie patrolowała wówczas dzielnicę wieczorami, co dawało poczucie bezpieczeństwa zarówno klientom, jak i właścicielom lokali.
Jego zdaniem obawy narastają od lat, szczególnie od czasu pandemii Covid-19. Twierdzi, że po określonych godzinach wieczornych ludzie zwyczajnie nie czują się już bezpiecznie, a napięcie jest wyraźnie wyczuwalne.
Pracownicy jego lokalu często opuszczają rolety i zamykają drzwi, zanim rozpoczną liczenie utargu, ponieważ obawiają się napadu. Leysen próbował wspólnie z innymi handlowcami wypracować skuteczne rozwiązanie problemu, jednak dotychczas bez powodzenia.
Restaurator zastrzega, że chce poczekać na ustalenia śledczych dotyczące okoliczności śmierci Singha. Uważa jednak, że to zdarzenie dodatkowo wzmacnia obawy, które od dłuższego czasu narastają na rue de la Paix. Jak tłumaczy, każde podobne wydarzenie szkodzi wizerunkowi dzielnicy, przez co klienci coraz mniej chętnie do niej przyjeżdżają. Zwraca również uwagę na problem czystości – jego zdaniem zaniedbana okolica sprawia wrażenie miejsca opuszczonego.
Burmistrz: to zawsze był rejon handlu narkotykami
Po zaprzysiężeniu 29 listopada 2024 r. burmistrz Ixelles Romain De Reusme (PS) uznał Matongé za regionalny „hotspot”, co umożliwiło skierowanie do dzielnicy dodatkowych sił policyjnych do walki z handlem narkotykami.
W marcu 2025 r. rozpoczął wspólną operację z prokuratorem Brukseli Julienem Moinilem. Według burmistrza działania te przyniosły znaczące rezultaty, a liczba dilerów zatrzymanych w dzielnicy wzrosła w ubiegłym roku trzykrotnie w porównaniu z wcześniejszymi latami.
Zdaniem De Reusme’a handel narkotykami był obecny w tej okolicy od dawna, jednak po pandemii Covid-19 problem wyraźnie się nasilił i objął znacznie większy teren – od Porte de Namur po place de la Tulipe.
Odnosząc się do opinii handlowców, którzy twierdzą, że w ostatnich latach obecność policji zmalała, De Reusme zapewnia, że od czasu objęcia przez niego urzędu zwiększono środki policyjne. Jak podkreśla, gdy prokuratura zwraca się o wsparcie w walce z handlem narkotykami, dodatkowe siły są udostępniane natychmiast. Burmistrz odmówił jednak podania szczegółowych danych liczbowych, wskazując, że należą one do prokuratury i nie zawsze mogą być ujawniane podczas trwających postępowań.
Księga kondolencyjna i wzmocnione patrole
De Reusme podkreśla, że jest głęboko poruszony tym, co spotkało Singha i jego rodzinę. Jak mówi, jego myśli są z bliskimi ofiary, ale również z całą dzielnicą, ponieważ zmarły był powszechnie znanym i cenionym miejscowym sklepikarzem.
W urzędzie gminy otwarto księgę kondolencyjną, w której mieszkańcy mogą wpisywać swoje wspomnienia o Singhu. Po posiedzeniu rady gminy Ixelles 17 września księga zostanie przekazana rodzinie ofiary, tak aby wcześniej kondolencje mogli złożyć również radni.
Burmistrz potwierdził także, że polecił policji wzmocnić obecność w dzielnicy Matongé. Jak tłumaczy, jest to jedna z najbardziej ruchliwych i najgęściej zaludnionych części gminy, gdzie funkcjonariusze są obecni każdego dnia, a liczba patroli ma zostać zwiększona. De Reusme zapewnia, że po zabójstwie rozmawiał z przedsiębiorcami i mieszkańcami. Jego zdaniem między lokalną społecznością a sklepikarzami istnieją silne więzi, dlatego głęboki wstrząs po tak brutalnym napadzie jest zrozumiały.
Burmistrz nie chce spekulować na temat motywu zabójstwa i podkreśla, że dokładne okoliczności zdarzenia ustali trwające śledztwo. Jak zaznacza, problemem są przestępcy, którzy dokonali napadu, i ma nadzieję, że zostaną oni jak najszybciej zidentyfikowani, zatrzymani oraz surowo ukarani.
Śledztwo prowadzi federalna policja sądowa (FGP) w Brukseli pod nadzorem sędziego śledczego. Na obecnym etapie prokuratura nie potwierdziła, czy podczas napadu cokolwiek skradziono.