Francuskie zakłady pogrzebowe wciąż nie nadążają po fali upałów – na pogrzeb czeka się nawet 15 dni
Kilka tygodni po przejściu fali wysokich temperatur we Francji tamtejsze zakłady pogrzebowe nadal nie radzą sobie z dużą liczbą zgonów, zwłaszcza tych, do których doszło w domach – informuje...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Kilka tygodni po przejściu fali wysokich temperatur we Francji tamtejsze zakłady pogrzebowe nadal nie radzą sobie z dużą liczbą zgonów, zwłaszcza tych, do których doszło w domach – informuje FranceInfo. Liczba obsługiwanych przypadków wzrosła trzykrotnie, a czas oczekiwania na pogrzeb sięga obecnie 15 dni. Przedstawiciele branży oceniają, że sytuacja jest trudniejsza niż podczas upałów z sierpnia 2003 r. W niektórych regionach krajowa agencja zdrowia publicznego odnotowała kilka tysięcy zgonów nadmiarowych, zwracając uwagę na szczególną podatność osób starszych, często żyjących w samotności.
Spis treści
Pierwszy sygnał: 25 czerwca
„Powiedzieliśmy sobie, że jest problem” – wspomina Gauthier Caton, przedstawiciel piątego pokolenia rodziny prowadzącej zakład pogrzebowy o tej samej nazwie. Tydzień po rozpoczęciu intensywnej fali upałów, 25 czerwca, jego pracownicy odebrali wyjątkowo dużo telefonów.
W Orleanie, w departamencie Loiret, firma otrzymuje zwykle od ośmiu do dziesięciu zgłoszeń dziennie. Tego dnia liczba ta wzrosła do 25. „Zaniepokoiły nas okoliczności zgonów, które bardzo różniły się od zwykłych: spośród tych 25 zgłoszeń co najmniej 15 dotyczyło zgonów w domu” – mówi przedsiębiorca, którego oddziały działają między Paryżem a regionem Centre-Val de Loire.
Trzy tygodnie później sytuacja się nie unormowała
„Myśleliśmy, że w połowie lipca sytuacja będzie już opanowana” – mówi Caton. W piątek 17 lipca próbował skrócić terminy, które w ostatnich dniach znacznie się wydłużyły. Mimo spadku temperatur na pogrzeb nadal trzeba czekać 15 dni, podczas gdy zwykle jest to pięć lub sześć dni. Jak podkreśla, rozładowanie zatorów wymaga jeszcze czasu.
Tego samego dnia współpracownik z Gien poinformował go, że wszystkie cztery sale pożegnań są zajęte. W całym departamencie, gdzie firma dysponuje 46 miejscami, wolne były wtedy tylko dwa. „Jest piątek, wolnych miejsc nie będzie przed poniedziałkiem albo wtorkiem” – obawiał się Caton. Jak dodaje, jedna z pracownic domu opieki dla osób starszych (Ehpad) mówiła mu o dużym niepokoju, ponieważ podopieczni od trzech tygodni zmagają się z upałem i może nadejść kolejna fala zgonów.
W krematorium w Arcueil, w departamencie Val-de-Marne, na ceremonię pogrzebową trzeba obecnie czekać co najmniej dwanaście dni – wyjaśnia Pritika Sambath, współpracująca z Catonem od maja. Jak relacjonuje, wpływa znacznie więcej telefonów i próśb o wycenę dotyczących zgonów w domach. Ponieważ zgłoszenia z oddziałów działających poza Paryżem są centralizowane w stolicy, ilość pracy wzrosła czterokrotnie.
Chłodnie, dodatkowe pojazdy i wcześniejsze ceremonie
„Planowaliśmy opróżnić mobilne komory chłodnicze, ale ostatecznie nie jest to możliwe” – dodaje Caton. W związku z napływem zgłoszeń firma musiała uruchomić dodatkowe pojazdy i chłodnie, aby przechowywać ciała w odpowiednich warunkach, jednocześnie dbając o to, by bliscy zmarłych nie zauważyli problemów organizacyjnych. „Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy” – podkreśla właściciel zakładu.
Przedsiębiorca wysłał również liczne wiadomości do merostw i parafii, prosząc o rozpoczynanie ceremonii pogrzebowych już o godz. 8.30 zamiast zwyczajowej godz. 10.00, a także o dostosowanie godzin otwarcia cmentarzy. Instytucje zgodziły się na proponowane zmiany.
Tysiące zgonów nadmiarowych
W regionie Île-de-France między 17 czerwca a 2 lipca odnotowano blisko 2 000 zgonów nadmiarowych – wynika z danych przekazanych w środę 22 lipca przez agencję Santé publique France. Oznacza to różnicę wynoszącą 81,2 procent między liczbą zgonów oczekiwanych a faktycznie odnotowanych.
Podobną tendencję zaobserwowano w regionie Centre-Val de Loire, gdzie w tym samym okresie nadmiarowa śmiertelność wzrosła o 62,6 procent, co odpowiadało 1 327 zgonom.
Porównanie z upałami z 2003 roku
„Przeżyliśmy 2003 rok, więc wiedzieliśmy, że przy braku trwającej epidemii, takiej jak grypa czy Covid-19, ta nadaktywność wiąże się z upałem” – tłumaczy Caton. Karierę rozpoczął miesiąc po tamtej fali wysokich temperatur, która doprowadziła we Francji do około 15 000 zgonów i była wówczas zjawiskiem bez precedensu. Dwadzieścia trzy lata później nie spodziewał się, że sytuacja może okazać się jeszcze trudniejsza.
„W sierpniu 2003 r. mieliśmy niedobór personelu, co mogło tłumaczyć tamto spiętrzenie. Poza tym rodziny i sąsiedzi zmarłych byli nieobecni, a odnajdywanie ciał w domach rozłożyło się w czasie” – wspomina. „W tym roku fala była krótsza, ale znacznie intensywniejsza. To sytuacja bez precedensu. Przez trzy dni część moich zespołów kończyła pracę o godz. 5.00 i wracała do niej już o godz. 9.00”.
Zgony w domach i samotność osób starszych
W odróżnieniu od 2003 r. jego zespoły interweniowały w domach osób w różnym wieku, także takich, które nie były objęte opieką medyczną. „Zazwyczaj jedziemy do osób hospitalizowanych w domu, a więc znajdujących się w bardzo złym stanie zdrowia. Tym razem tak nie było. Było wielu samodzielnych ludzi w wieku od 70 do 75 lat, którzy nie znajdowali się pod opieką medyczną” – wyjaśnia.
Jak ostrożnie zauważa Caton, takie przypadki są szczególnie trudne. Ciała bywają odnajdywane z opóźnieniem i nie można ich później pokazać rodzinom. W takich sytuacjach zakład stara się nadać ceremonii bardziej osobisty charakter, wykorzystując przedmioty należące do zmarłego oraz drobne gesty upamiętniające.
Między poniedziałkiem 22 a niedzielą 28 czerwca Santé publique France odnotowała szczególnie silny wzrost liczby zgonów w domach – o 91 procent, co odpowiadało 605 dodatkowym przypadkom. Jak podkreśliła francuska minister zdrowia Stéphanie Rist, dane te pokazują, jak duże znaczenie podczas takich epizodów ma samotność.