Saperzy z DOVO studzą wrażenie, że coraz częściej działają w Antwerpii
Wojskowa służba rozminowania DOVO podkreśla, że jej obecność w Antwerpii nie zwiększa się, choć kolejne informacje w mediach mogą tworzyć takie wrażenie. Saperzy są wzywani na miejsce wtedy, gdy...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Wojskowa służba rozminowania DOVO podkreśla, że jej obecność w Antwerpii nie zwiększa się, choć kolejne informacje w mediach mogą tworzyć takie wrażenie. Saperzy są wzywani na miejsce wtedy, gdy środowiska przestępcze związane z narkotykami używają materiałów wybuchowych, a także przy podejrzanych pakunkach. Jacques Callebaut z DOVO zaznacza, że takie zdarzenia przyciągają uwagę mediów, ale liczba interwencji prowadzonych na wniosek policji pozostaje na podobnym poziomie od około 40 lat. Dlatego jednostka nie zabiega o możliwość stacjonowania w koszarach położonych bliżej miasta.
Godziny oczekiwania na Pelikaanstraat
Pelikaanstraat w Antwerpii była dziś rano przez kilka godzin zamknięta dla ruchu. O godzinie 6.15 w przejściu przy budynku giełdy diamentów (Diamantbeurs) znaleziono podejrzany plecak. Saperzy z DOVO przyjechali na miejsce mniej więcej po półtorej godziny. Tak długi czas oczekiwania miał konkretną przyczynę.
Specjaliści od materiałów wybuchowych za każdym razem wyjeżdżają z koszar położonych przy lesie Meerdaalwoud koło Leuven. To spora odległość od miasta nad Skaldą, gdzie w związku z przestępczością narkotykową coraz częściej pojawiają się materiały wybuchowe i granaty. Ze względów bezpieczeństwa policja oraz straż pożarna wzywają wtedy wojskową służbę rozminowania DOVO. Saperzy są również angażowani przy zagrożeniach terrorystycznych – jak niedawno w sprawie wymierzonej w premiera Barta De Wevera i burmistrz Antwerpii Els van Doesburg – oraz przy znalezieniu podejrzanych pakunków.
Nie częściej niż dawniej
Mimo takich sytuacji saperzy nie planują przenosin do koszar położonych bliżej miasta. Jacques Callebaut z DOVO zaznacza, że przekonanie, iż z powodu przemocy narkotykowej jednostka działa w Antwerpii częściej niż dawniej, jest jedynie wrażeniem wzmacnianym przez przekazy medialne.
Według niego liczba tego rodzaju interwencji pozostaje dość stabilna od czterech dekad. Każdego roku DOVO przeprowadza od 100 do 150 takich akcji na wniosek policji lub straży pożarnej – często w Antwerpii, ale także w Brukseli oraz innych miastach. Większe obciążenie służby odnotowano jedynie w latach 80. w związku z działalnością CCC, a w nowszym okresie po zamachach w Paryżu i Brukseli.
Więcej bomb niż granatów
Te około 100 interwencji podejmowanych na wniosek policji to jednak tylko niewielka część pracy DOVO. Jak wyjaśnia Callebaut, służba wyjeżdża rocznie około 3 500 razy w całym kraju do znalezisk starych bomb lub amunicji – często w regionie Westhoek, ale również w Kempen czy Ardenach. Obszarem działania jednostki pozostaje cała Belgia.
Z tej perspektywy dodatkowa baza w okolicach Antwerpii nie jest dla DOVO szczególnie atrakcyjnym rozwiązaniem. Callebaut uważa, że nierozsądne byłoby także dalsze rozpraszanie około 200-osobowej kadry saperów, którzy pozostają w gotowości przez całą dobę. Obecnie jednostka korzysta z trzech koszar – przy lesie Meerdaalwoud, w Langemark-Poelkapelle oraz w Zeebrugge. W tej ostatniej bazie stacjonują również nurkowie zajmujący się materiałami wybuchowymi pod wodą.