Greenpeace krytykuje plany nacjonalizacji energetyki jądrowej w Belgii: „Trofeum, które będzie nas wszystkich bardzo drogo kosztować”
Rozpoczęcie wyłącznych negocjacji między państwem belgijskim a koncernem Engie w sprawie przejęcia aktywów i zobowiązań związanych z energetyką jądrową spotkało się z ostrą krytyką organizacji...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Rozpoczęcie wyłącznych negocjacji między państwem belgijskim a koncernem Engie w sprawie przejęcia aktywów i zobowiązań związanych z energetyką jądrową spotkało się z ostrą krytyką organizacji ekologicznych. Greenpeace Belgia, będący częścią Koalicji Klimatycznej, ostrzega przed negatywnymi konsekwencjami tej decyzji dla rozwoju odnawialnych źródeł energii oraz realizacji celów klimatycznych kraju. Elodie Belleflamme, odpowiedzialna w Greenpeace Belgia za transformację energetyczną, przedstawiła swoje stanowisko w rozmowie z Le Soir.
Spis treści
Negocjacje dotyczą w praktyce jednego reaktora
Zdaniem Elodie Belleflamme rozmowy prowadzone między państwem belgijskim a Engie sprowadzają się w rzeczywistości do ewentualnego przedłużenia pracy jednego reaktora – Tihange 1. Dwa najnowsze reaktory, Tihange 3 oraz Doel 4, już wcześniej uzyskały zgodę na dalszą eksploatację, natomiast pozostałe jednostki – Tihange 2 oraz Doel 1, 2 i 3 – nie mogą zostać ponownie uruchomione.
Według przedstawicielki Greenpeace Belgia rozważa wydanie miliardów euro na utrzymanie jednego reaktora, co nie przyniesie istotnych korzyści ani w zakresie ograniczenia zależności od paliw kopalnych, ani w realizacji celów klimatycznych. Jak podkreśla, koalicja Arizona dąży do zdobycia „trofeum jądrowego”, którego koszty ostatecznie poniosą wszyscy mieszkańcy Belgii.
Niewielki zysk klimatyczny przy wysokich kosztach
Belleflamme przywołuje konkretne dane. Belgia emituje rocznie około 110 mln ton CO2, natomiast ponowne uruchomienie reaktora Tihange 1 pozwoliłoby ograniczyć emisje jedynie o około milion ton. W praktyce oznacza to bardzo ograniczony efekt klimatyczny, tym bardziej że energia elektryczna odpowiada za mniej niż jedną czwartą całkowitego zużycia energii w kraju.
W ocenie ekspertki decyzja, przed którą stoi rząd, wiąże się z wysokimi kosztami oraz znacznym ryzykiem w dłuższej perspektywie, przy jednocześnie marginalnym wpływie na klimat. Jej zdaniem globalne skutki takiego kierunku działań mogą okazać się wręcz negatywne.
Odnawialne źródła energii zepchnięte na dalszy plan
Środki przeznaczone na energetykę jądrową – zdaniem Greenpeace – będą oznaczały mniejsze inwestycje w odnawialne źródła energii. Belleflamme wskazuje na opóźnienia w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, a także na niedobory inwestycji w sieci energetyczne, elastyczność systemu oraz magazynowanie energii.
Rząd nie przedstawił również kompleksowego planu elektryfikacji kluczowych sektorów, takich jak transport, mieszkalnictwo czy przemysł, mimo że to właśnie ten kierunek uznawany jest za kluczowy dla ograniczenia zależności od paliw kopalnych. Zapowiadane działania mające uczynić energię elektryczną bardziej konkurencyjną cenowo wobec paliw kopalnych pozostają – według ekspertki – niewystarczające.
Brak strategicznej wizji rządu
Mimo aktywnej komunikacji ministra Crucke’a, który po udziale w międzynarodowej konferencji w Kolumbii mówił o postępach na poziomie globalnym, polityka energetyczna rządu budzi poważne zastrzeżenia. Zdaniem Greenpeace Belgia nie tylko straciła cenny czas, ale także nie przygotowała się odpowiednio na przyszłość.
Koalicja Arizona zapowiadała powołanie Wysokiej Rady ds. Zaopatrzenia w Energię – niezależnego organu zajmującego się bezpieczeństwem energetycznym, kosztami oraz transformacją w kierunku energii zdekarbonizowanej. Według Belleflamme istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że instytucja ta nie powstanie, ponieważ rząd nie widzi w niej priorytetu.
Skupienie się na energetyce jądrowej ogranicza debatę nad innymi rozwiązaniami. Zamiast obniżać rachunki za energię, rząd – zdaniem krytyków – może je podnieść, utrudniając jednocześnie odchodzenie od paliw kopalnych, które nadal są wspierane kwotą około 15 mld euro rocznie. Belgia nie jest na dobrej drodze do realizacji swoich celów klimatycznych – nawet planowany udział energii odnawialnej na poziomie 21 procent do 2030 r. pozostaje poniżej oczekiwań Unii Europejskiej, która wskazywała poziom 34 procent.
Obawy o koszty odpadów jądrowych i bezpieczeństwo
Negocjacje z Engie budzą także poważne wątpliwości dotyczące kosztów i wpływu na środowisko. Wciąż nie ma jasności, ile wyniesie demontaż elektrowni jądrowych oraz składowanie odpadów radioaktywnych. Pojawia się pytanie, czy 8 mld euro zgromadzonych w funduszu Synatom będzie wystarczające. Wiadomo natomiast, że Engie został poproszony o dopłatę dodatkowych 3 mld euro, co – zdaniem ekspertki – tłumaczy jego chęć wycofania się z tego sektora.
Rząd planuje przejąć całe to obciążenie, określane przez Belleflamme jako „śmietnik jądrowy”, aby umożliwić dalszą eksploatację jednego reaktora. W jej ocenie oznacza to przeniesienie ryzyka na państwo po latach, w których zyski trafiały do sektora prywatnego.
Istnieją również obawy dotyczące bezpieczeństwa. Rząd zwrócił się do Federalnej Agencji Kontroli Jądrowej (AFCN) o analizę obowiązujących norm. Agencja uznała je za adekwatne do warunków belgijskich. Greenpeace ostrzega jednak, że może pojawić się presja na ich złagodzenie w celu obniżenia kosztów dalszej eksploatacji.
Wątpliwa autonomia strategiczna
Argument dotyczący zwiększenia niezależności energetycznej poprzez energetykę jądrową także spotyka się z krytyką. Belgia nie dysponuje własnymi zasobami gazu, ropy ani uranu. Obecnie aż 46 procent wzbogaconego uranu wykorzystywanego w belgijskich elektrowniach pochodzi z Rosji.
Belleflamme przyznaje, że również rozwój energetyki wiatrowej wymaga wykorzystania surowców importowanych, takich jak metale ziem rzadkich. Podkreśla jednak, że nie są one paliwem, lecz elementem instalacji, który po około 25 latach może zostać poddany recyklingowi. Po zakończeniu inwestycji zależność od dostaw zewnętrznych znacząco maleje.