Arcybiskup Léonard wraca do Belgii po 10 latach we Francji
Były biskup Namur i arcybiskup Malines-Bruxelles/Mechelen-Brussel, André Léonard, po dekadzie spędzonej w południowo-wschodniej Francji musi wrócić do Belgii. Osiemdziesięciopięcioletni duchowny...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Były biskup Namur i arcybiskup Malines-Bruxelles/Mechelen-Brussel, André Léonard, po dekadzie spędzonej w południowo-wschodniej Francji musi wrócić do Belgii. Osiemdziesięciopięcioletni duchowny mieszkał przez ostatnie dziesięć lat na plebanii w Savines-le-Lac, niewielkiej miejscowości nad jeziorem Serre-Ponçon w departamencie Hautes-Alpes. Teraz wraz ze swoją wieloletnią asystentką Veerle Lodrigo z Gandawy będą musieli opuścić to miejsce, ponieważ do budynku mają zostać skierowane siostry zakonne. Léonard nie ukrywa rozczarowania – był przekonany, że właśnie tam spędzi resztę życia.
Spis treści
Konieczność powrotu po dekadzie we Francji
Informację o konieczności wyprowadzki otrzymali kilka miesięcy temu. Jak relacjonuje Veerle Lodrigo, była ona dla nich całkowitym zaskoczeniem. Początkowo próbowała znaleźć inne miejsce w okolicy, jednak szybko okazało się to bardzo trudne. Léonard od kilku miesięcy nie prowadzi już samochodu, co oznaczałoby pełną zależność od innych w kwestii przemieszczania się – a na to nie chciał się zgodzić. W pewnym momencie poprosił, by zaprzestała poszukiwań i zdecydował o powrocie do Namur.
6 maja Léonard skończy 86 lat i najprawdopodobniej nadal będzie wtedy przebywał we Francji, ponieważ przeprowadzka zaplanowana jest dopiero na koniec czerwca. Mimo wieku i poważnych problemów ze słuchem – według jego asystentki nie jest już w stanie prowadzić rozmowy nawet twarzą w twarz – duchowny pozostaje aktywny. Każdego ranka odprawia mszę w kościele obok plebanii dla niewielkiej grupy wiernych.
“Gdyby tam trafił, umarłby w ciągu tygodnia”
Jednym z rozważanych rozwiązań było zamieszkanie w domu spokojnej starości przeznaczonym dla duchownych. Pomysł ten zdecydowanie odrzuciła jednak Veerle Lodrigo. Jej zdaniem Léonard utraciłby tam niezależność, a ona sama nie mogłaby z nim pozostać, ponieważ nie przewidziano dla niej miejsca w takiej placówce. Asystentka nie ma wątpliwości, że pobyt w domu opieki byłby dla niego bardzo niekorzystny: “Gdyby tam trafił, umarłby w ciągu tygodnia”.
Lodrigo od lat opiekuje się duchownym i – jak podkreśla – złożyła mu obietnicę, że będzie przy nim do końca. Znają się od 2004 r., a współpracują już od szesnastu lat.
Przeprowadzka bez samochodu
Pięćdziesięcioośmioletnia Veerle przyznaje, że trudno jej pogodzić się z koniecznością opuszczenia spokojnego miejsca nad jeziorem. Będzie jej brakować ciszy, przyrody oraz życzliwości lokalnej społeczności. Nowy dom w Namur, w okolicach kościoła Saint-Nicolas, znają na razie jedynie ze zdjęć.
Sama przeprowadzka stanowi spore wyzwanie logistyczne, zwłaszcza że nie dysponują samochodem. Veerle korzysta z niewielkiego Citroëna Ami – elektrycznego pojazdu miejskiego osiągającego maksymalnie 35 km/h – który na czas transportu zostanie umieszczony na przyczepie. W przeprowadzce pomagają znajomi, którzy już wcześniej przewieźli część rzeczy do Belgii.
Co dalej z plebanią?
W opuszczonej plebanii w Savines-le-Lac mają zamieszkać dwie lub trzy siostry zakonne. Na pytanie, jakie będą pełnić tam funkcje, Veerle Lodrigo odpowiada krótko i bezpośrednio: “Nie mam pojęcia, to nie moja sprawa”.