Od 1 stycznia tego roku w Regionie Brukselskim obowiązują zaostrzone normy w ramach strefy niskiej emisji LEZ (Low Emission Zone). Po brukselskich ulicach nie mogą już poruszać się pojazdy z silnikiem diesla spełniające normę Euro 5 oraz samochody benzynowe w normie Euro 2. Władze regionu wprowadziły jednak trzymiesięczny okres przejściowy, w trakcie którego nie nakłada się jeszcze kar finansowych. Ten czas dobiega końca 1 kwietnia – od tej daty kierowcy niespełniający wymogów będą musieli liczyć się z mandatem w wysokości 350 euro miesięcznie. Jednocześnie propozycje nowego rządu regionalnego, zakładające znaczące złagodzenie sankcji, spotkały się z ostrą krytyką Rady Stanu, co podważa szanse na ich szybkie wdrożenie.
Mandaty jeszcze nie są egzekwowane – wysłano jednak tysiące ostrzeżeń
Podczas interpelacji złożonej przez deputowanego N-VA Gillesa Verstraetena w sprawie ewentualnych kar, które mogły już zostać wystawione, brukselski minister finansów Dirk De Smedt (Anders) jednoznacznie potwierdził, że mandaty nie są obecnie egzekwowane. Osoby, które mimo to otrzymały decyzję o nałożeniu kary, powinny skontaktować się z Bruxelles Fiscalité w celu wyjaśnienia i skorygowania błędu.
Minister przekazał również, że od początku roku do właścicieli pojazdów objętych nowymi ograniczeniami wysłano 4 386 listów ostrzegawczych. Mają one charakter informacyjny i stanowią ostatnie przypomnienie przed rozpoczęciem faktycznego nakładania sankcji finansowych.
Propozycje złagodzenia kar wywołały spór
W umowie koalicyjnej nowego rządu Regionu Brukselskiego partia MR zabiegała o rozwiązania łagodzące finansowe konsekwencje funkcjonowania strefy LEZ dla kierowców. Sama strefa miała zostać utrzymana, ale właściciele pojazdów niespełniających norm mogliby wykupić roczny abonament w wysokości 350 euro, który umożliwiałby dalsze poruszanie się po Brukseli. Jednocześnie proponowano istotne obniżenie mandatów – z 350 euro do 15 euro miesięcznie za pierwsze naruszenie, a następnie do 50 euro za kolejne, przy rocznym limicie wynoszącym 350 euro.
W kolejnej wersji projektu rząd zaproponował, by mandaty wynosiły 80 euro miesięcznie, natomiast abonament roczny kosztowałby 350 euro – lub 200 euro dla wybranych grup społecznych. Rozważano także przesunięcie rozpoczęcia egzekwowania kar o sześć miesięcy, czyli do czerwca.
Krytyczna opinia Rady Stanu
Rada Stanu, będąca najwyższym organem doradczym w sprawach legislacyjnych, wydała negatywną opinię na temat planowanych zmian. Jak poinformował portal Bruzz, organ uznał, że proponowane rozwiązania są sprzeczne z częścią obowiązujących przepisów oraz z europejskimi zobowiązaniami Belgii.
Zdaniem Rady Stanu tak niskie stawki mandatów nie miałyby wystarczającego efektu odstraszającego i nie realizowałyby celu regulacyjnego. Wskazano również na aspekt zdrowotny – przesunięcie w czasie egzekwowania sankcji mogłoby negatywnie odbić się na zdrowiu mieszkańców Brukseli, co pozostaje w sprzeczności z zasadą ochrony zdrowia publicznego, która stanowi podstawę funkcjonowania strefy LEZ. Warto przypomnieć, że właśnie z tych względów Trybunał Konstytucyjny uchylił wcześniejsze odroczenie wejścia w życie przepisów dotyczących strefy niskiej emisji.
Rada Stanu odrzuciła również argument, że osoby mieszkające w Brukseli nie miały wystarczająco dużo czasu na zakup pojazdu spełniającego nowe normy. W ocenie organu zarówno przepisy, jak i harmonogram ich wdrażania były znane z odpowiednim wyprzedzeniem.
Napięty harmonogram prac nad ustawą
Dodatkowym wyzwaniem jest bardzo ograniczony czas na przeprowadzenie zmian legislacyjnych. Nawet gdyby rząd zdecydował się kontynuować prace mimo krytycznej opinii Rady Stanu, okres do 1 kwietnia – czyli momentu rozpoczęcia egzekwowania kar – jest zbyt krótki, by przygotować i przegłosować nowelizację przepisów.
Obecnie sytuacja przedstawia się następująco: strefa LEZ obowiązuje od 1 stycznia, trwa okres tolerancji bez nakładania mandatów, a od 1 kwietnia właściciele samochodów z silnikiem diesla Euro 5 i benzynowych Euro 2 mogą spodziewać się kary w wysokości 350 euro miesięcznie – chyba że w ostatniej chwili uda się wprowadzić zmiany prawne, co w świetle stanowiska Rady Stanu wydaje się mało realne.