Erwin Lemmens i Saskia De Smet, chirurdzy plastyczni z Belgii, przebywali na urlopie w szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana, gdy w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia doszło do tragicznego pożaru w barze Le Constellation. Krótko po godzinie drugiej w nocy zostali wezwani do pomocy i przez kolejne godziny udzielali wsparcia poszkodowanym. W rozmowie z dziennikiem Het Laatste Nieuws opisali wstrząsające obrazy, z jakimi zetknęli się na miejscu – od zwęglonych ciał na ulicy po ciężko rannych w głębokim szoku, którzy nie odczuwali bólu z powodu rozległych oparzeń. Ich doświadczenie pozwoliło na szybkie ustalenie priorytetów w transporcie rannych oraz udzielenie pierwszej pomocy osobom w najcięższym stanie.
Para lekarzy planowała spokojne powitanie nowego roku i poszła spać stosunkowo wcześnie. Około godziny 2:05 odebrali jednak telefon od znajomego, który poprosił ich o natychmiastowy przyjazd do baru Constellation, gdzie pilnie potrzebni byli lekarze. Niespełna dwadzieścia minut później Erwin Lemmens i Saskia De Smet byli już na miejscu tragedii.
Sceny jak z horroru
To, co zobaczyli po przybyciu, przerosło ich najgorsze obawy. Na ulicy powiewały złote plandeki, którymi przykryto część ofiar śmiertelnych, ponieważ nie było możliwości ich natychmiastowego przetransportowania. Widzieli zwęglone ciała leżące na jezdni, a obok nich ciężko rannych ułożonych na poduszkach i przykrytych kocami, oczekujących na pilny transport do szpitala. Jak relacjonuje Lemmens, całość przypominała sceny rodem z filmu grozy.
Lekarze bardzo szybko zdali sobie sprawę z dramatyzmu sytuacji. Liczba poszkodowanych była ogromna, a charakter obrażeń – szczególnie trudny. Jako chirurdzy plastyczni, na co dzień zajmujący się leczeniem ciężkich oparzeń, od razu rozpoznali skalę zagrożenia życia wielu ofiar.
Ustalanie priorytetów i pomoc medyczna
Belgijscy specjaliści natychmiast zgłosili swoją gotowość do pomocy służbom ratunkowym. Ich głównym zadaniem stało się ustalenie kolejności transportu rannych do szpitali. Dzięki doświadczeniu byli w stanie szybko ocenić, które osoby wymagają natychmiastowej interwencji.
Udzielali pierwszej pomocy ciężko poparzonym, a następnie towarzyszyli im podczas transportu, czekając na możliwość dalszych przewozów. Lemmens zwraca uwagę na dramatyczny paradoks, jaki obserwowali tej nocy: osoby w najcięższym stanie nie krzyczały i nie skarżyły się na ból. Były w szoku, a ich obrażenia były tak głębokie, że doszło do uszkodzenia zakończeń nerwowych. Najgłośniej reagowali ci, którzy w rzeczywistości odnieśli lżejsze obrażenia.
Kilka godzin pracy w ekstremalnych warunkach
Chirurdzy pozostali na miejscu przez całą noc, pracując w skrajnie trudnych warunkach. Ich zaangażowanie i profesjonalizm pomogły uporządkować działania ratunkowe w najbardziej chaotycznej fazie akcji.
Około godziny szóstej rano wszystkie ofiary otrzymały niezbędną pomoc, a na miejscu pozostała już głównie organizacja dalszego transportu. Para spędziła przy barze Le Constellation niemal cztery godziny, wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie, by ratować życie i zdrowie poszkodowanych.
Relacja belgijskich chirurgów jest jednym z poruszających świadectw dramatycznych wydarzeń sylwestrowej nocy w Crans-Montana. Pokazuje skalę tragedii, ale też to, jak medycy potrafią działać w sytuacjach kryzysowych – nawet wtedy, gdy sami przebywają na urlopie, a pomoc przychodzi w najmniej spodziewanym momencie.