Sąd w Turnhout skazał 47-letnią mieszkankę Grobbendonk na siedem lat pozbawienia wolności za wielomiesięczne znęcanie się nad mężem. Kobieta miała przez długi czas bić, torturować i przetrzymywać partnera w zamknięciu, pozbawiając go jedzenia. Do ujawnienia sprawy doszło dopiero w marcu ubiegłego roku, kiedy mężczyzna zdołał uciec z budy dla psów, w której był przetrzymywany. Sąd uznał, że w świetle wyjątkowej brutalności czynów jedynie surowa kara bezwzględnego więzienia jest adekwatną reakcją.
Ucieczka z budy dla psów ujawniła miesiące przemocy
Przełom nastąpił 18 marca 2025 r., gdy pokrzywdzony zdołał wydostać się z budy dla psów i dotrzeć do sąsiadów, prosząc o pomoc. Prowadzone następnie śledztwo wykazało, że przez wiele miesięcy był on systematycznie bity, upokarzany, torturowany oraz przetrzymywany w zamknięciu przez własną żonę. Ofiara otrzymywała minimalne ilości jedzenia, a bywało, że była go całkowicie pozbawiana.
Szczególnie brutalny charakter miały wydarzenia z około dwóch tygodni poprzedzających ucieczkę. Wówczas kobieta oblała męża wrzątkiem po tym, jak padły dwa z należących do niej sześćdziesięciu psów. Śledczy zabezpieczyli również nagrania wideo wykonywane przez samą oskarżoną, na których dokumentowała upokorzenia, jakim poddawała partnera.
Sąd: rażące naruszenie godności i integralności ofiary
W uzasadnieniu wyroku sąd zwrócił uwagę na długotrwały i uporczywy charakter przemocy. Podkreślono, że doszło do poważnego naruszenia zarówno fizycznej, jak i psychicznej integralności ofiary, a także jej ludzkiej godności. Zdaniem sądu czyny te miały wyjątkowo ciężki charakter.
Jako istotną okoliczność obciążającą wskazano fakt, że przemoc miała miejsce w ramach relacji partnerskiej. Ofiara miała prawo oczekiwać opieki i bezpieczeństwa ze strony swojej żony, tymczasem zaufanie to zostało w sposób skrajny nadużyte. Dodatkowo bezbronność pokrzywdzonego wpłynęła na zaostrzenie kary. Przy jej wymiarze uwzględniono jednak, że oskarżona nie była wcześniej karana za podobne czyny.
Sąd jednoznacznie stwierdził, że tylko rzeczywista i surowa kara pozbawienia wolności może stanowić właściwy sygnał w tak drastycznej sprawie.
Obrona rozważa złożenie apelacji
Obrończyni skazanej przyznała, że wyrok jest dla jej klientki bardzo trudny, choć nie był całkowitym zaskoczeniem. Sprawa miała poważny ciężar gatunkowy, a oskarżona przyznała się do popełnionych czynów, których skutków nie da się cofnąć. Adwokat zapowiedziała, że wraz z klientką rozważy możliwość wniesienia apelacji.
Poza karą więzienia sąd zobowiązał kobietę do wypłaty odszkodowania na rzecz ofiary. Wstępnie ustalono je na 10 000 euro, jednak ostateczna kwota zostanie określona po sporządzeniu opinii przez biegłych.
Wcześniejsze problemy z prawem związane ze zwierzętami
To nie był pierwszy kontakt skazanej z wymiarem sprawiedliwości. Wcześniej sąd nałożył na nią grzywnę w wysokości 3 600 euro za rażące zaniedbania związane z przetrzymywaniem zwierząt. W jej domu w Grobbendonk utrzymywanych było około sześćdziesięciu psów, głównie rasy chihuahua, w warunkach uznanych za skrajnie nieodpowiednie.