Były główny architekt Flandrii krytykuje radykalne cięcia drzew na boulevard Anspach: „Katastrofalna pomyłka”
Przewodniczący Brukselskiego Komitetu Ekspertów Klimatycznych i były główny architekt Flandrii Leo Van Broeck ostro skomentował sposób przeprowadzenia prac pielęgnacyjnych na boulevard Anspach w...
Przewodniczący Brukselskiego Komitetu Ekspertów Klimatycznych i były główny architekt Flandrii Leo Van Broeck ostro skomentował sposób przeprowadzenia prac pielęgnacyjnych na boulevard Anspach w centrum Brukseli. W połowie grudnia drzewa rosnące wzdłuż tej reprezentacyjnej arterii zostały przycięte w bardzo radykalny sposób, co wywołało silne reakcje wśród mieszkańców. W wielu miejscach z drzew pozostały jedynie krótkie pnie, a zdjęcia z miejsca szybko obiegły media społecznościowe. Odpowiedzialna za zieleń miejską radna tłumaczyła, że zabieg był konieczny ze względów bezpieczeństwa oraz dostępu światła.
Ekspert: decyzja władz to absurd w dobie zmian klimatycznych
„Gmina Bruksela kończy rok katastrofalną pomyłką” – napisał Van Broeck na platformie LinkedIn. Jego zdaniem nie istniały żadne racjonalne powody, aby przycinać drzewa niemal do poziomu gruntu. Były główny architekt podkreśla, że pozostawienie drzew rosnących wysoko, przy jednoczesnym utrzymaniu niższej roślinności na wysokości wzroku, pozwoliłoby zachować dobrą widoczność i jednocześnie chronić przechodniów przed upałem oraz efektem miejskiej wyspy ciepła. Jak zaznacza, są to dziś kwestie kluczowe dla planowania przestrzeni publicznych w miastach.
Radna Florence Frelinx z partii MR argumentowała wcześniej, że gęste korony drzew ograniczały dostęp światła, co utrudniało rozwój roślinności przy gruncie i powodowało problemy z bezpieczeństwem. Zapowiedziała jednocześnie posadzenie 25 000 nowych roślin oraz utrzymywanie drzew na kontrolowanej wysokości do 1,5 metra.
Van Broeck zdecydowanie nie zgadza się z tą oceną. Jego zdaniem argument o nadmiarze cienia jest całkowicie chybiony. Podkreśla, że w realiach postępujących zmian klimatycznych cień jest jednym z najważniejszych elementów poprawiających komfort korzystania z przestrzeni miejskiej. Przypomina też, że na strefę pieszą celowo wybrano drzewa wielopniowe, które naturalnie rozgałęziają się ku górze, tworząc zielony baldachim. Według eksperta wystarczyłoby usunąć jedynie nisko położone boczne gałęzie, aby zapewnić odpowiednie doświetlenie roślinności przy ziemi.
„Nie ma żadnego innego miasta, które decydowałoby się na tak drastyczne działania. Drzewa na Polach Elizejskich rosną tam od stu lat i nie sprawiają, że aleja jest bardziej niebezpieczna” – zauważa Van Broeck.
Porównanie do parasola i krytyka kosztów
Były główny architekt wyjaśnia, że delikatne przycinanie od dołu w zupełności wystarczyłoby, aby ludzie oraz witryny sklepowe pozostały widoczne. Porównuje to do parasola, który nie odbiera światła w takim stopniu, by uniemożliwiać widzenie. Zwraca również uwagę na inny aspekt bezpieczeństwa – jego zdaniem znacznie większym problemem są wieczorami puste stragany stojące podczas jarmarku bożonarodzeniowego, które tworzą martwe strefy na bulwarze.
Van Broeck krytycznie odnosi się także do kwestii finansowych. Utrzymywanie niskiej roślinności wymaga częstych prac pielęgnacyjnych, co generuje stałe koszty. Tymczasem Bruksela zmaga się z trudną sytuacją budżetową. Jak zauważa ekspert, planowane nasadzenia 25 000 nowych roślin nie byłyby konieczne, gdyby właściwie zadbano o istniejącą już zieleń.
Problem brukselskiego rozczłonkowania
Ekspert zwraca uwagę na szerszy problem zarządzania zielenią w stolicy. Jego zdaniem fakt, że poszczególne gminy samodzielnie decydują o utrzymaniu terenów zielonych, prowadzi do chaosu i braku spójnej wizji. Jedne gminy decydują się na intensywne przycinanie, inne stawiają na renaturyzację. Van Broeck określa to jako kolejny przejaw brukselskiego rozczłonkowania administracyjnego, podkreślając, że Bruksela jest jedną z ostatnich europejskich stolic, które nie zostały skonsolidowane i w których funkcjonuje jednocześnie region oraz liczne gminy, każda z własną koalicją i priorytetami.
Były główny architekt zastanawia się również, w jaki sposób podjęto decyzję o tak radykalnych pracach. Pyta, czy konsultowano się z niezależnymi ekspertami oraz czy porównano koszty różnych rozwiązań. Jak sam ustalił, ani Rada ds. Środowiska, ani Leefmilieu Brussel nie zostały poproszone o wydanie opinii.
Propozycja współpracy i stanowisko radnej
Van Broeck deklaruje gotowość do współpracy z władzami miasta i wspólnego wypracowania rozwiązania, które pozwoli drzewom ponownie stworzyć zielony baldachim. Podkreśla, że w kontekście miejskich wysp ciepła priorytetem powinny być drzewa, cień i obniżanie temperatury w przestrzeni publicznej. Jego zdaniem przekonanie, że korony drzew systematycznie stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa, jest po prostu błędne.
Gabinet radnej Frelinx odpowiada, że gatunki drzew rosnące przy boulevard Anspach dobrze znoszą tego typu zabiegi i z czasem odrosną. Według władz celem prac było przywrócenie równowagi w roślinności oraz rozwiązanie konkretnych problemów z widocznością i oświetleniem. Radna podkreśla, że interwencja została przeprowadzona na wyraźną prośbę policji, która wskazywała, iż światło z latarni ulicznych nie było odpowiednio rozprowadzane. Jak zaznacza, kwestie estetyczne mogą budzić różne opinie, jednak w sprawach bezpieczeństwa podjęta decyzja pozostaje niezmienna.
Frelinx informuje również, że prace wykonały miejskie służby, co oznacza brak dodatkowych kosztów. Jeśli chodzi o nowe nasadzenia, 25 000 roślin posadzono w miejsce tych, które wcześniej nie przyjęły się prawidłowo. Decyzja miała zostać podjęta w porozumieniu z miejskim wydziałem terenów zielonych, który odpowiada za tego typu działania.