Na pierwszej linii przemocy w Brukseli – jak pracuje ostry dyżur szpitala Saint-Pierre
Oddział ratunkowy szpitala uniwersyteckiego CHU Saint-Pierre w centrum Brukseli praktycznie nigdy nie pustoszeje. Zespoły medyczne każdego dnia przyjmują tam między innymi ofiary przemocy w...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Oddział ratunkowy szpitala uniwersyteckiego CHU Saint-Pierre w centrum Brukseli praktycznie nigdy nie pustoszeje. Zespoły medyczne każdego dnia przyjmują tam między innymi ofiary przemocy w przestrzeni miejskiej. Jak opowiadają w rozmowie z dziennikiem Le Soir lekarze i pielęgniarze, ich codzienna praca opiera się na jednej zasadzie: nieprzewidywalności. Ofiara strzelaniny może zostać zapowiedziana przez zespół ratownictwa medycznego Smur zaledwie kilka minut przed przyjazdem, ale równie dobrze może zostać pozostawiona pod drzwiami oddziału bez żadnej wcześniejszej informacji o stanie i obrażeniach. W obu przypadkach personel musi być gotowy do natychmiastowego działania.
Spis treści
Przygotowania zaczynają się jednak na długo przed pojawieniem się pacjenta. Każdego ranka zespoły spotykają się, sprawdzają sprzęt i powtarzają scenariusze możliwych sytuacji. Każdy członek personelu zna swoją rolę i – co równie ważne – dokładnie wie, gdzie powinien się znajdować.
Żółta kamizelka i punkty na podłodze
W sali urazowej podział obowiązków jest widoczny dosłownie – zarówno w stroju, jak i w rozmieszczeniu personelu. Kamizelki pozwalają od razu rozpoznać poszczególne funkcje, między innymi osoby odpowiedzialne za drogi oddechowe, krążenie czy chirurgię. Osoba kierująca całą akcją, tak zwany trauma leader, nosi żółtą kamizelkę. Zajmuje miejsce, z którego może obserwować całą sytuację i koordynować pracę pozostałych. Na podłodze wyznaczone są punkty odpowiadające konkretnym rolom.
Może się to wydawać drobiazgiem, ale przynosi ogromne korzyści. Dokładne miejsca pozwalają uniknąć wchodzenia sobie w drogę. Chodzi o to, by każdy wiedział dokładnie, gdzie ma być i co robić. Role są niezwykle precyzyjnie określone. Nie ma dublowania, nie ma straty czasu na to, że dwie osoby przygotowują to samo. Nasza komunikacja także jest bardzo ujednolicona – tłumaczy Maximilien Depasse, pielęgniarz i pomysłodawca tej organizacji przestrzeni.
Tak duża precyzja pozwala oszczędzić znaczną ilość czasu. „To, co robiliśmy w 45 minut, robimy teraz w 20″ – zauważa dr Emilie Bils, koordynatorka Trauma Center. Jak przyznaje Eric Schweitzer, zastępca pielęgniarza oddziałowego, zaoszczędzone 20 minut może mieć realny wpływ na dalsze losy pacjenta.
32 procent urazów to skutek przemocy miejskiej
CHU Saint-Pierre posiada certyfikat ponadregionalnego Trauma Center pierwszego poziomu, przyznany przez niemieckie towarzystwo traumatologiczne DGU. „To najwyższy poziom uznania w Europie w zakresie leczenia ciężkich urazów” – wyjaśnia dr Emilie Bils. Jak dodaje, oznacza to gotowość do przyjmowania wszystkich rodzajów urazów przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Pacjentami zajmuje się wielospecjalistyczny zespół złożony z czterech lekarzy, w tym chirurgów, anestezjologów i intensywistów, oraz trzech pielęgniarzy.
Tak wysoki poziom specjalizacji wynika również z położenia placówki. Szpital znajduje się w samym sercu Brukseli i pozostaje na pierwszej linii, jeśli chodzi o urazy związane z przemocą miejską – choć nie są one jedynym wyzwaniem. Do codzienności zespołu należą także upadki z wysokości oraz wypadki z udziałem hulajnóg i rowerów. Sama przemoc miejska odpowiada za 32 procent leczonych tam urazów. Wśród najcięższych przypadków rany postrzałowe i zadane bronią białą stanowią mniej więcej jeden na pięć.
Zgodnie z obserwacjami personelu skala tego zjawiska rośnie. Potwierdzają to dane o strzelaninach w Brukseli przedstawione przez prokuratora królewskiego Juliena Moinila podczas ostatniej konferencji prasowej. Od 2025 r. doszło do ponad 150 strzelanin, z czego 69 w tym roku.
Średnia wieku postrzelonych: 25 lat
Uwagę personelu zwraca również wiek poszkodowanych – osoby trafiające do szpitala bywają bardzo młode. „Wśród naszych pacjentów z ranami postrzałowymi średnia wieku to 25 lat. To dość młodo. Kilka lat temu, gdy byłam rezydentką, zdarzały się takie przypadki, ale rzadko” – mówi dr Emilie Bils.
Sposób postępowania zespołu nie zmienia się jednak w zależności od przyczyny urazu. „Nasz sposób działania nie będzie inny w zależności od tego, czy chodzi o ranę zadaną nożem, ranę postrzałową czy wypadek na hulajnodze. Pacjent zostanie zaopatrzony tak samo” – podkreśla dr Marie-Astrid de Villenfagne. Na ostrym dyżurze lekarze dążą przede wszystkim do ustabilizowania stanu chorego. Jak wyjaśnia lekarka, kul się nie wyjmuje – celem jest przygotowanie pacjenta do przewiezienia na salę operacyjną. Najważniejsze pozostaje więc opanowanie tego, co bezpośrednio zagraża jego życiu.
Kwestia bezpieczeństwa personelu
Strzelanina może jednak oznaczać dodatkowe zagrożenie i konieczność zadbania o bezpieczeństwo personelu. „Jeśli trzeba zapewnić nam bezpieczeństwo, mogą zostać wdrożone określone środki. Jeśli policja mówi nam na przykład, że sprawców jest wielu, że mogą próbować przyjść i dobić ofiarę albo że zagrożenie nadal istnieje, są to elementy, które trzeba uwzględnić” – wyjaśnia dr Marie-Astrid de Villenfagne.
Ryzyko pojawia się również podczas pracy w terenie. „Czasem dostajemy z centrali polecenie, żeby czekać w punkcie zbornym, aż policja dotrze na miejsce i je zabezpieczy, bo może jeszcze dojść do napaści albo innego niebezpieczeństwa. Często czekamy więc na zabezpieczenie terenu, zanim wkroczymy” – relacjonuje Eric Schweitzer. Jak dodaje dr de Villenfagne, chodzi o to, by ratownicy nie weszli w zasadzkę i sami nie znaleźli się w niebezpieczeństwie.
Zagrożenie dla personelu nie musi przy tym pochodzić od samej ofiary strzelaniny. Jak zauważa lekarka, pacjent z ciężkim urazem trafiający na oddział nie stanowi zagrożenia. Problemem częściej bywają agresywni pacjenci, a z takimi sytuacjami personel spotyka się dość regularnie.
Współpraca z policją i szkolenia
W sytuacjach, w których rozpoznano konkretne zagrożenie, szpital dysponuje własnymi pracownikami ochrony, którzy w razie potrzeby mogą wezwać odpowiednie służby. Obecność policji w placówce nie jest jednak niczym wyjątkowym. Funkcjonariusze zazwyczaj towarzyszą pacjentom poszkodowanym w wypadkach drogowych lub napaściach, aby móc przeprowadzić niezbędne czynności, szczególnie gdy do zdarzenia doszło w miejscu publicznym.
Z biegiem lat szpital wzmocnił także procedury uzgodnione ze służbami. „Współpracujemy z nimi i wprowadzane jest nowe szkolenie. Już wcześniej odbywały się rozmowy o tym, jak zabezpieczyć placówkę w tego rodzaju sytuacjach” – opowiada Eric Schweitzer. Działania te rozwinięto przede wszystkim po zamachach, dziś są jednak dostosowane do każdej sytuacji związanej z obecnością osoby niebezpiecznej lub innym zagrożeniem na terenie szpitala. Dla personelu medycznego najważniejsze pozostaje leczenie. „Muszę przyznać, że dziś ochrona wykonuje swoją pracę. Kiedy zajmujemy się pacjentem, nie myślimy o własnym bezpieczeństwie” – zaznacza dr Marie-Astrid de Villenfagne.
Status, który nie przynosi pieniędzy
Za tą precyzyjnie zorganizowaną pracą stoi również konkretna rzeczywistość finansowa. „Posiadanie Trauma Center nie przynosi szpitalowi pieniędzy. Nie ma na to finansowania federalnego” – zwraca uwagę pielęgniarz Vivian Yaz. Do dziś nie istnieją federalne kryteria SPF/FOD, które pozwalałyby bezpośrednio finansować ten status. Koszty akredytacji oraz koniecznych inwestycji pozostają więc po stronie samego szpitala.
Pozostaje jednak coś, czego nie da się ująć w budżecie – doświadczenie. W Saint-Pierre ciężkie urazy są częścią codziennej pracy, a zespoły mają z nimi do czynienia regularnie każdego dnia. „Nasza wiedza i doświadczenie mają znaczenie. A poza tym dobrze robi się to, co robi się często” – podsumowuje Vivian Yaz.