Budżet mobilności coraz częściej trafia na mieszkanie – niemal połowa pracowników nie finansuje nim żadnego innego transportu
Wraz ze zbliżającym się obowiązkowym rozszerzeniem budżetu mobilności coraz wyraźniej widać jedną tendencję: blisko połowa pracowników korzystających z tego rozwiązania przeznacza je wyłącznie na...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Wraz ze zbliżającym się obowiązkowym rozszerzeniem budżetu mobilności coraz wyraźniej widać jedną tendencję: blisko połowa pracowników korzystających z tego rozwiązania przeznacza je wyłącznie na koszty mieszkaniowe. Z badania firmy doradczej KPMG, z którym mogła zapoznać się redakcja, wynika, że 45,05 procent użytkowników wykorzystuje ten mechanizm jedynie do finansowania mieszkania, nie przeznaczając środków na żadną inną formę zrównoważonej mobilności.
Spis treści
Federalny budżet mobilności pozwala pracownikom uprawnionym do samochodu służbowego dobrowolnie z niego zrezygnować w zamian za kwotę objętą porównywalnie korzystnym traktowaniem podatkowym. Za te środki mogą wybrać tańszy i bardziej ekologiczny samochód albo inne rozwiązania z zakresu zrównoważonego transportu, takie jak rower czy abonament na komunikację publiczną. Jeśli część pieniędzy pozostanie niewykorzystana, może zostać wypłacona pracownikowi, ale podatkowo jest to najmniej korzystny wariant.
Mieszkanie zamiast mobilności
Mechanizm zawiera jednak możliwość, która w praktyce okazuje się najpopularniejsza. Pracownicy oddający samochód służbowy, którzy mieszkają w promieniu 10 kilometrów od miejsca pracy albo pracują zdalnie przez co najmniej połowę czasu, mogą przeznaczyć budżet mobilności na spłatę kredytu hipotecznego lub opłacenie czynszu. To zdecydowanie najczęstszy sposób wykorzystania tego rozwiązania.
Z badania opartego na danych platformy Olympus wynika, że prawie trzy czwarte pracowników dysponujących budżetem mobilności przeznacza przynajmniej część środków na koszty mieszkaniowe. Platforma wspiera przedsiębiorstwa we wdrażaniu budżetu mobilności dla pracowników, a ponieważ ma około 20 procent udziału w rynku, jej dane dają wiarygodny obraz sposobu wykorzystania systemu w kraju.
Łącznie niemal co drugi użytkownik, dokładnie 45,05 procent, przeznacza cały budżet mobilności na mieszkanie i nie finansuje z niego żadnej innej formy zrównoważonego transportu. Średnio chodzi o wydatki na poziomie 794 euro miesięcznie.
Wątpliwości co do skuteczności
Te dane rodzą pytania o skuteczność mechanizmu właśnie w momencie, gdy ma on objąć znacznie większą grupę pracowników. Obecnie pracodawcy mogą proponować budżet mobilności, ale nie mają takiego obowiązku. Od przyszłego roku zasady się zmienią – każde przedsiębiorstwo zatrudniające co najmniej 50 osób będzie musiało zaoferować budżet mobilności pracownikom posiadającym samochód służbowy. Rok później obowiązek obejmie także małe i średnie firmy zatrudniające co najmniej 15 pracowników.
Pozostaje pytanie, czy zwrot kosztów mieszkaniowych rzeczywiście sprzyja bardziej zrównoważonej mobilności, co było pierwotnym celem budżetu. Według autorów badania KPMG, Oliviera Vanneste’a i Kathleen Veugelen, odpowiedź nie jest oczywista.
„Czy ludzie rzeczywiście osiedlą się bliżej miejsca pracy? A ci, którzy zdecydują się na taki krok, czy wcześniej faktycznie korzystali z samochodu – i czy dziś korzystają z niego mniej?” – piszą autorzy. Jak podkreślają, na tym etapie „nie można wyciągnąć żadnych wniosków co do wpływu na zachowania komunikacyjne, zmianę środka transportu, natężenie korków czy ograniczenie emisji”. W praktyce – dodają – system służy przede wszystkim optymalizacji mieszkaniowej lub podatkowej, a nie bezpośredniemu wywoływaniu nowych zachowań w zakresie mobilności.
Źródło napięć
Kolejnym źródłem napięć jest nierówny dostęp do tej korzyści. „Fakt, że jedni pracownicy mogą z niej skorzystać, a inni nie – wyłącznie w zależności od miejsca zamieszkania lub możliwości pracy zdalnej w danej funkcji – podsyca dyskusje” – zauważają autorzy. Badanie podkreśla, że temat jest tym bardziej wrażliwy, iż coraz więcej pracodawców zamierza zaostrzyć zasady pracy zdalnej i skłonić większą liczbę pracowników do powrotu do biura.
Autorzy wskazują również na ryzyko nadużyć. „W niektórych przedsiębiorstwach pracownicy proszą o formalne przypisanie do innej lokalizacji, aby spełnić warunek 10 kilometrów, choć w rzeczywistości pracują gdzie indziej”.
Propozycje uregulowania i zmiany kierunku
Badanie postuluje więc lepsze uregulowanie budżetu mobilności i zmianę kierunku jego działania. Rozważanych jest kilka rozwiązań: całkowite zniesienie warunku dotyczącego pracy zdalnej albo wprowadzenie mechanizmu stopniowego. Chodziłoby o to, by nie opierać całej korzyści na sztywnej granicy 10 kilometrów, lecz zmniejszać ją wraz ze wzrostem odległości między domem a miejscem pracy. Inne propozycje uzupełniają ten zestaw, a ich wspólnym celem jest uczynienie systemu bardziej sprawiedliwym i ograniczenie obciążeń administracyjnych.
Nowe dane dostarczają dodatkowych argumentów zarówno związkom zawodowym, jak i pracodawcom. Partnerzy społeczni już wcześniej opowiadali się za ograniczeniem zwrotu kosztów mieszkaniowych do połowy budżetu mobilności, „aby uniknąć niepożądanych skutków”.
Jakie ograniczenie
Według wyliczeń KPMG ograniczenie wykorzystania budżetu na mieszkanie do 50 procent obniżyłoby korzyść netto osób, które dziś przeznaczają na ten cel całość środków, średnio o od 1 779,60 do 1 919,28 euro rocznie. Szacunek opiera się na założeniu, że druga połowa budżetu zostałaby wypłacona w ramach tzw. trzeciego filaru, czyli w najmniej korzystnej podatkowo formie.
Nawet gdyby ewentualna zmiana miała dotyczyć wyłącznie nowo przyznawanych budżetów mobilności, nic nie przesądza, że rząd federalny przychyli się do propozycji partnerów społecznych. Jak udało się ustalić, federalny minister pracy David Clarinval z MR analizuje obecnie różne warianty.
Na tym etapie nie wiadomo, jaki kierunek zostanie ostatecznie wybrany. Niepewność irytuje część partnerów społecznych, którzy przypominają, że termin się zbliża – na pół roku przed powszechnym obowiązkiem nadal nie wiadomo, jakim zasadom budżet mobilności będzie podlegać od stycznia. Jego wdrożenie wymaga zaś, jak podkreślają, dużego nakładu pracy administracyjnej.