Inspekcja gospodarcza bada aplikacje parkingowe – chodzi o ukryte koszty i brak przejrzystości taryf
Belgijska inspekcja gospodarcza wszczęła postępowanie dotyczące aplikacji do płatności za parkowanie – informuje dziennik Het Belang van Limburg, a sprawę potwierdza minister ds. ochrony...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Belgijska inspekcja gospodarcza wszczęła postępowanie dotyczące aplikacji do płatności za parkowanie – informuje dziennik Het Belang van Limburg, a sprawę potwierdza minister ds. ochrony konsumentów Rob Beenders (Vooruit). Bezpośrednim powodem jest niedawna analiza organizacji konsumenckiej Testaankoop, z której wynika, że aplikacje często nie pokazują jasno dodatkowych opłat i nie zapewniają wystarczającej przejrzystości taryf. Jak podkreśla minister, pojedynczo nie są to wysokie kwoty, ale w praktyce wszystkie drobne koszty się kumulują.
Niejasne taryfy i dodatkowe opłaty
Z analizy Testaankoop wynika, że w aplikacjach takich jak 4411, Seety, EasyPark czy Yellowbrick użytkownicy nie zawsze otrzymują jasną informację o stawkach za parkowanie. Klienci często muszą sami sprawdzać obowiązujące taryfy, a jeśli w danym miejscu wprowadzono specjalne lub tymczasowe stawki, nie zawsze są one widoczne w aplikacjach.
W efekcie końcowy koszt parkowania może okazać się wyższy, niż zakładał użytkownik. Aplikacje 4411 i Seety dodatkowo zastrzegają, że nie ponoszą odpowiedzialności za poprawność wyświetlanych taryf. Opłaty mogą być naliczane również za powiadomienia SMS.
„Możliwe wprowadzanie w błąd”
Po publikacji tych ustaleń minister ds. ochrony konsumentów Rob Beenders (Vooruit) zwrócił się do inspekcji gospodarczej o wszczęcie postępowania. Jak zaznacza, użytkownicy muszą mieć jasność co do tego, ile faktycznie zapłacą za parkowanie.
- Opłaty serwisowe to nie są duże kwoty, ale wszystkie te drobne sumy się sumują. W ten sposób konsument czuje się oszukany. Podważa to także zaufanie do cyfrowych płatności za parkowanie – mówi minister.
Federalna administracja gospodarcza, której podlega inspekcja, wyjaśnia, że obecnie sprawdza, czy doszło do „wprowadzających w błąd praktyk handlowych” oraz naruszeń zasad „przejrzystości cen”.