Proces Lotus rusza w Gandawie – ponad tysiąc Chinek miało paść ofiarą wyzysku seksualnego
W sądzie w Gandawie rozpoczął się proces o kryptonimie Lotus, dotyczący tzw. telefonicznych central, za pośrednictwem których organizowano wyzysk seksualny ponad tysiąca Chinek. Na ławie oskarżonych...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be W sądzie w Gandawie rozpoczął się proces o kryptonimie Lotus, dotyczący tzw. telefonicznych central, za pośrednictwem których organizowano wyzysk seksualny ponad tysiąca Chinek. Na ławie oskarżonych zasiadło 38 osób. Akta sprawy pokazują w rzadko spotykanych szczegółach, jak przez lata funkcjonowała międzynarodowa siatka, mająca odgałęzienia w całej Europie. Belgia odegrała w tym procederze jedną z kluczowych ról.
Spis treści
Od ogłoszeń w internecie do rozbicia siatki
Sprawa zaczęła nabierać kształtu w 2019 r., gdy policja zauważyła rosnącą liczbę ogłoszeń z udziałem Chinek na wyspecjalizowanych portalach związanych z prostytucją, między innymi na Redlights. W kilku okręgach sądowych wszczęto wówczas śledztwa.
Dość szybko ustalono, że za wieloma ogłoszeniami stała ta sama organizacja. Liczne profile prowadziły do jednego numeru telefonu, a ogłoszenia często pojawiały się w tym samym czasie. Łącznie chodziło o tysiące kont. Analiza adresów IP pozwoliła śledczym wskazać podejrzanych oraz miejsca, w których działały tzw. sklepy.
Telefoniczne centrale jako serce organizacji
Kluczowym elementem systemu były tzw. telefonistas, czyli telefoniczne centrale przypominające call center. To tam trafiali potencjalni klienci, którzy dzwonili pod numer podany w ogłoszeniu. W rzeczywistości nie kontaktowali się bezpośrednio z kobietą, lecz z osobą obsługującą telefony, która ustalała cenę i wskazywała miejsce spotkania.
Centrale działały zarówno w dużych miastach, takich jak Antwerpia i Bruksela, jak i w mniejszych gminach, między innymi w Zulte czy Hechtel-Eksel. Ich zadania nie ograniczały się do odbierania połączeń. Osoby obsługujące centrale odbierały od kobiet pieniądze, organizowały im wyżywienie i transport, a także przewoziły je z jednej lokalizacji do drugiej. Same kobiety miały informować centralę, kiedy klient przychodził, kiedy wychodził i ile zapłacił.
Do komunikacji wykorzystywano WeChat – chińską aplikację podobną do WhatsAppa, ale wyposażoną także w dodatkowe funkcje, między innymi płatności. Znamienne było również to, że używane telefony nie miały kart SIM.
Kobiety zmuszane do pracy nie miały bezpośredniego kontaktu z klientami i często nie wiedziały, jakie usługi oferowano w ich imieniu. W praktyce prowadziło to do sytuacji, w których musiały wykonywać czynności, na które nie chciały się zgodzić, na przykład współżyć bez zabezpieczenia.
W Herent odkryto taką centralę z trzema pracownikami, którzy organizowali spotkania dla kobiet przebywających w Belgii, Holandii i Czechach. Ich wynagrodzenie zależało od przychodów kobiet świadczących usługi seksualne. Jeden z nich miał zarabiać nawet 10 000 euro miesięcznie.
Kobiety nie pracowały w widoczny sposób na ulicy ani w witrynach, lecz w mieszkaniach i pokojach hotelowych. W części przypadków miały być zmuszane do pracy przez siedem dni w tygodniu, na dwunastogodzinnych zmianach. Presja była bardzo duża – śledczy ustalili, że dwie kobiety zmieniały się w jednym mieszkaniu i przyjmowały od 20 do 30 klientów podczas jednej zmiany.
Śledztwo ujawniło kilka współpracujących ze sobą central, powiązanych przez kluczowe osoby działające na rzecz różnych klanów. Organizacja miała składać się z kilku komórek – łącznie około ośmiu – które funkcjonowały oddzielnie, ale pozostawały ze sobą połączone. Z czasem okazało się również, że siatka miała charakter międzynarodowy. Do sprawy włączono Europol, ponieważ ofiary wcześniej pojawiały się między innymi we Francji, Szwajcarii, Hiszpanii, Niemczech, Holandii i Czechach.
Od ofiary do “madame”
Pod koniec sierpnia 2022 r. kilka jednostek federalnej policji sądowej otrzymało anonimowy list z adresami miejsc w Belgii, w których miało dochodzić do wyzysku ofiar. W piśmie wskazano także 31 numerów telefonów domniemanych organizatorów. Wszyscy mieli chińskie obywatelstwo i, jak ustalono, opłacali ogłoszenia.
Te informacje pozwoliły śledczym wytypować kolejnych podejrzanych. Istotne jest to, że wśród nich znalazły się również dawne ofiary, które awansowały w strukturze organizacji i same zaczęły wyzyskiwać inne kobiety. To zjawisko znane jest także z innych form handlu ludźmi. Po spłaceniu długu kobiety mogły bowiem przesuwać się w hierarchii – od pozycji ofiary na samym dole aż po rolę “madame” na jej szczycie.
Niewolnictwo za długi
W Belgii śledztwo przyspieszyło po skoordynowanych działaniach policji 7 lutego 2023 r. Tego dnia funkcjonariusze weszli do kilku lokalizacji i odnaleźli 21 ofiar. Kobiety początkowo twierdziły, że pracują jako sprzątaczki albo opiekunki do dzieci. Okazało się jednak, że była to wyuczona wersja wydarzeń – handlarze ludźmi mieli przygotować je na wypadek interwencji policji.
Z ustaleń śledztwa wynika, że kobiety były wabione z Chin do Europy. Za podróż musiały płacić wysokie kwoty, a powstały w ten sposób dług wiązał je z organizacją przestępczą. Tę zależność określa się jako debt-bondage, czyli niewolnictwo za długi. W praktyce kobiety nie miały innego wyjścia, niż wykonywać to, czego od nich wymagano, aby spłacić zadłużenie – świadczyć usługi seksualne, często w bardzo trudnych warunkach i przez długie dni pracy.
Ofiary były głęboko uwikłane w działanie siatki i niemal całkowicie zależne od handlarzy. Nie znały języka, nie miały żadnego wsparcia i pozostawały pod stałą kontrolą. Z tego powodu zgłoszenie sprawy policji było dla nich wyjątkowo trudne.
Silna obecność w dzielnicy Alhambra w Brukseli
Kobiety pracowały na terenie całej Belgii, ale ich wyraźna koncentracja występowała w brukselskiej dzielnicy Alhambra, znanej z prostytucji oraz uciążliwości, jakie wiążą się z nią dla mieszkańców.
Jedną z kluczowych postaci w sprawie jest T.T.B., który prowadził hotel przy boulevard Adolphe Max. Obiekt miał być wykorzystywany niemal wyłącznie do prostytucji. Mężczyzna wynajmował również niewielkie mieszkania nad chińskimi domami towarowymi w okolicy, za kwoty od 2 100 do 2 800 euro miesięcznie.
T.T.B. uchodzi za głowę rodziny, ponieważ w proceder miała być zaangażowana cała rodzina, która rozdzieliła majątek między różne spółki. Według śledczych wyzysk prostytucji miał przynieść rodzinie ponad 2 miliony euro. Podczas przeszukań znaleziono niemal 1,9 miliona euro w gotówce, w tym monety o łącznej wadze czterech ton.
Zyski liczone w milionach
Inną centralną postacią jest S.L.D., który miał przechwalać się, że należy do największych graczy na belgijskim rynku prostytucji. W 2021 r. przeniósł się do Hiszpanii, ale stamtąd nadal miał wyzyskiwać kobiety w Belgii, Francji i Szwajcarii. W jego telefonie śledczy znaleźli wiadomości, w których rekrutował młode kobiety z Chin, obiecując im wysokie zarobki, opłaconą podróż i zakwaterowanie.
W jednej z przechwyconych wiadomości zapewniał, że firma rekrutuje młode kobiety przez cały rok, pokrywa koszty podróży osób przyjeżdżających z Chin, prowadzi humanitarną politykę zarządzania, wypłaca wynagrodzenia na czas oraz zapewnia wyżywienie i zakwaterowanie. Obiecywał miesięczne dochody sięgające 10 000 euro.
W aktach pojawia się przykład kobiety, która w ciągu 42 dni miała zarobić dla niego ponad 16 000 euro. Łącznie S.L.D. miał wyzyskiwać co najmniej 44 kobiety – tyle policja zdołała zidentyfikować w ramach tego klanu. Jedną z nich była Sun Lichun, prostytutka zamordowana przez klienta, której sprawą na początku 2026 r. zajmował się sąd przysięgłych w Antwerpii.
Choć sąd przysięgłych wydał już w tej sprawie wyrok, jej okoliczności ponownie pojawią się w Gandawie. Sun Lichun jest bowiem uznawana za ofiarę organizacji przestępczej, zabitą w związku z jej wyzyskiem, co stanowi okoliczność obciążającą. O pozycji S.L.D. jako jednej z najważniejszych osób w tej organizacji mają świadczyć również szacowane zyski. Według ustaleń miał zarobić od 1,2 do 2,5 miliona euro.
Proces rozpoczął się przed sądem karnym w Gandawie i zaplanowano na niego dwa dni rozpraw. W charakterze strony cywilnej występuje Myria, federalne centrum ds. migracji. Ze względu na obszerność akt Lotus część spraw wyłączono do odrębnego rozpoznania – w maju w Brukseli kilka osób skazano na pięć lat więzienia za czyny powiązane z tym dochodzeniem.