Dron z ładunkiem wybuchowym na lotnisku w Lipsku – „najostrzejszy kryzys dla NATO od początku wojny w Ukrainie”
W nocy z 4 na 5 sierpnia na terenie lotniska Lipsk/Halle znaleziono drona z materiałem wybuchowym. Według niemieckich mediów urządzenie leżało tuż obok dwóch ukraińskich samolotów transportowych...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be W nocy z 4 na 5 sierpnia na terenie lotniska Lipsk/Halle znaleziono drona z materiałem wybuchowym. Według niemieckich mediów urządzenie leżało tuż obok dwóch ukraińskich samolotów transportowych wypełnionych amunicją. Niemieckie służby oraz wydział antyterrorystyczny badają sprawę jako możliwy atak hybrydowy. Jak informuje VRT NWS, gdyby ładunek eksplodował, konsekwencje dla relacji między NATO a Rosją mogłyby być dalekosiężne. Zdaniem dziennikarza stacji i eksperta ds. geopolityki Berta De Vroeya oznaczałoby to najostrzejszy kryzys i najpoważniejszy test dla Sojuszu od początku wojny w Ukrainie.
Spis treści
Przebieg zdarzenia
W nocy z 4 na 5 sierpnia w pobliżu lotniska Lipsk/Halle zauważono podejrzany obiekt latający. Ze względów bezpieczeństwa czasowo zamknięto oba pasy startowe, a część lotów przekierowano na inne lotniska.
Na płycie postojowej pracownik lotniska – według niemieckich mediów przewodnik, który właśnie zakończył nocne zwiedzanie – znalazł drona z ładunkiem wybuchowym tuż obok dwóch ukraińskich samolotów transportowych typu Antonow. Jak podają niemieckie media, maszyny miały być wypełnione amunicją przeznaczoną dla Ukrainy, choć władze dotąd oficjalnie tego nie potwierdziły. Policja użyła robota saperskiego i zdołała usunąć zapalnik.
Sprawą zajmują się niemiecka prokuratura federalna oraz służby antyterrorystyczne, które analizują ją jako możliwy atak hybrydowy. Oficjalnie nie wskazano dotąd sprawcy, jednak część niemieckich polityków oraz ambasador Ukrainy kierują podejrzenia w stronę Rosji. Zdarzenie wpisuje się bowiem w szerszą serię domniemanych rosyjskich działań sabotażowych w Europie.
Uniknięta groźna eskalacja
Gdyby ładunek rzeczywiście wybuchł, oznaczałoby to poważną eskalację i mogłoby mieć daleko idące konsekwencje – ocenia Bert De Vroey, dziennikarz zagraniczny VRT NWS. „Im więcej amunicji znajdowałoby się na pokładzie, tym większa byłaby eksplozja i jej ostateczne skutki. Zwłaszcza gdyby doszło do ofiar wśród Niemców” – mówi.
Według niego doprowadziłoby to do najostrzejszego kryzysu i najpoważniejszego testu dla NATO od początku wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Ekspert nie wyobraża sobie, by Sojusz nie zwołał w takiej sytuacji natychmiastowej narady kryzysowej, szczególnie gdyby pojawiły się przesłanki wskazujące, że atak zorganizowała Rosja.
„Przy wcześniejszych zdarzeniach, takich jak pożary w polskim centrum handlowym czy w litewskim sklepie IKEA w 2024 r., dotknięte kraje i NATO mogły jeszcze reagować powściągliwie, ponieważ brakowało twardych dowodów. Dawało im to przestrzeń, by nie odpowiadać natychmiast militarnie ani nie powoływać się na artykuł 5″ – wyjaśnia De Vroey.
„W przypadku wybuchu profesjonalnego drona załadowanego wojskowym semteksem na niemieckim lotnisku wiarygodność NATO całkowicie by zniknęła, gdyby Sojusz nie potrafił przypisać komuś tego ataku i w jakiś sposób na niego odpowiedzieć. W istocie chodziłoby bowiem o bombardowanie z użyciem drona na terytorium Niemiec, a to jednak coś innego niż sabotaż czy podpalenie” – dodaje.
Scenariusz pozorowanego ataku
Ekspert bierze jednak pod uwagę także inną możliwość – że był to pozorowany atak przeprowadzony przez rosyjskie służby bezpieczeństwa.
„Możliwe, że nigdy nie planowano eksplozji drona. Skoro według niemieckich mediów zapalnik był już odłączony albo odczepił się od materiału wybuchowego, mogło chodzić o atak pozorowany. To wpisuje się w koncepcję wojny hybrydowej. Sprawca prawdopodobnie chciał w ten sposób zasiać strach i przekazać komunikat: zobaczcie, co potrafimy i jak głęboko możemy wniknąć” – mówi De Vroey.
Jak podkreśla, osoba lub grupa odpowiedzialna za wysłanie drona mogła również testować zabezpieczenia lotniska oraz reakcję Niemiec i NATO.
Szczególną uwagę zwraca fakt, że dron zdołał dotrzeć aż do ukraińskich samolotów transportowych. Lipsk/Halle jest jednym z najważniejszych lotnisk cargo w Europie i od czasu rosyjskiej inwazji odgrywa istotną rolę w lotach logistycznych do Ukrainy i z powrotem. To, że dron z materiałem wybuchowym znalazł się na terenie lotniska bez wcześniejszego wykrycia, rodzi pytania o poziom ochrony infrastruktury krytycznej.
Niemcy nie zapowiedziały dotąd konkretnych działań, jednak minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt mówił o „nowym scenariuszu zagrożenia” i zapowiedział pilne konsultacje z szefami niemieckich służb bezpieczeństwa. Jego zdaniem kraj musi jeszcze bardziej zaostrzyć podejście do zagrożeń związanych z dronami.
Jak zareagowałoby NATO
De Vroey nie jest pewien, czy w przypadku eksplozji, zwłaszcza takiej, która spowodowałaby ofiary, Sojusz odpowiedziałby zdecydowanym uderzeniem militarnym. „Po prostu tego nie wiem” – przyznaje.
Trudność w określeniu możliwej reakcji NATO może sugerować, że organizacja nadal nie jest wystarczająco przygotowana na tego rodzaju zagrożenia hybrydowe. „Wątpię, czy istnieją gotowe, konkretne scenariusze na sytuację, w której duża eksplozja powoduje ofiary na terytorium NATO. Choć ze zrozumiałych względów nie ogłaszano by ich publicznie” – zaznacza ekspert.
„Odwracanie wzroku nie byłoby tym razem możliwe. Skoro chodzi o profesjonalnego drona z wojskowym materiałem wybuchowym na niemieckim lotnisku, NATO musiałoby wskazać sprawcę ataku. Prawdopodobieństwo, że byłaby to Rosja, jest bardzo duże, zwłaszcza gdy cel tak wyraźnie wiąże się z Ukrainą” – mówi.
Takie zdarzenie natychmiast doprowadziłoby w wymiarze politycznym do ogromnego kryzysu. „Możliwe więc, że NATO i Niemcy uniknęły tu poważnego momentu kryzysowego” – podsumowuje De Vroey.