Neuroróżnorodność – człowiek ważniejszy niż etykieta
Najczęściej siedzi w ostatniej ławce. Unika patrzenia w oczy. Chowa głowę w ramionach. Nerwowo stuka palcem o kolano. Kiedy w klasie robi się głośniej, wyraźnie się krzywi. Podczas przerwy odchodzi...
Najczęściej siedzi w ostatniej ławce. Unika patrzenia w oczy. Chowa głowę w ramionach. Nerwowo stuka palcem o kolano. Kiedy w klasie robi się głośniej, wyraźnie się krzywi. Podczas przerwy odchodzi na bok, jakby chciał schować się w swoim bezpiecznym świecie.
Jeszcze kilkanaście lat temu łatwo byłoby usłyszeć, że jest nieśmiały, dziwny, niegrzeczny albo nieprzystosowany.
Dziś wiemy, że może po prostu doświadczać świata inaczej.
To, co z zewnątrz wygląda jak problem wychowawczy, brak chęci współpracy czy dziwne zachowanie, może być sposobem radzenia sobie z przeciążeniem.
Nie mamy wpływu na to, jacy są inni. Mamy jednak wpływ na to, jak ich postrzegamy.
Przez wiele lat osoby odbiegające od społecznych norm określano jako „dziwne”, „ekscentryczne” czy „nieprzystosowane”. Takie etykiety najczęściej wynikały z niewiedzy i niezrozumienia.
Dziś coraz lepiej rozumiemy, że ludzie różnią się nie tylko temperamentem, osobowością czy zdolnościami. Różnią się również sposobem funkcjonowania układu nerwowego. Ta różnorodność nie jest błędem natury. Jest naturalną częścią ludzkiego doświadczenia.
Gdy świat odbiera się inaczej
Pojęcie neuroróżnorodności zakłada, że nie istnieje jeden właściwy sposób myślenia, odczuwania czy odbierania świata. Niektórzy szybciej przetwarzają informacje, inni dostrzegają szczegóły, które umykają większości. Jedni potrzebują częstych kontaktów społecznych, inni większej przewidywalności, struktury albo ciszy.
Różnice te nie stanowią o wartości człowieka. Pokazują jedynie, jak różnorodne mogą być ludzkie sposoby funkcjonowania.
Współczesne podejście do neuroróżnorodności coraz częściej odchodzi od pytania: „Co jest z tobą nie tak?” i kieruje uwagę na pytanie: „Kim jesteś i czego potrzebujesz?”.
Jak zauważał Milton Erickson, człowieka warto poznawać przez pryzmat jego historii, zasobów i możliwości, a nie wyłącznie diagnoz czy etykiet.
To podejście pozostaje aktualne również dziś.
Układ nerwowy nie jest niegrzeczny
Aby lepiej zrozumieć neuroróżnorodność, warto przyjrzeć się temu, jak działa układ nerwowy.
Pomocna może być tutaj teoria poliwagalna stworzona przez Stephena Porgesa. Według tej koncepcji układ nerwowy nieustannie monitoruje otoczenie i ocenia, czy jesteśmy bezpieczni. Dopiero poczucie bezpieczeństwa pozwala nawiązywać relacje, uczyć się, rozwijać i korzystać ze swoich możliwości.
Gdy pojawia się zagrożenie, organizm uruchamia strategie obronne, takie jak walka, ucieczka, wycofanie lub zamrożenie.
Z perspektywy teorii poliwagalnej wiele zachowań osób neuroróżnorodnych przestaje być postrzeganych jako „złe” czy „dziwne”. Stają się informacją o tym, że układ nerwowy jest przeciążony lub próbuje poradzić sobie z nadmiarem bodźców.
Unikanie kontaktu wzrokowego, potrzeba ruchu, nadwrażliwość na dźwięki, impulsywność czy wycofanie często nie są wyborem. To sposoby radzenia sobie z rzeczywistością odbieraną inaczej niż przez większość ludzi.
Problem pojawia się wtedy, gdy otoczenie interpretuje te zachowania wyłącznie przez pryzmat norm społecznych, a nie indywidualnych potrzeb człowieka.
Kiedy inność zaczyna boleć
Największym wyzwaniem wielu osób neuroróżnorodnych nie są same różnice w funkcjonowaniu. Znacznie bardziej bolesne okazuje się niezrozumienie, ocenianie i wykluczenie społeczne.
Już od najmłodszych lat wiele osób słyszy komunikaty:
„Dlaczego nie możesz być jak inni?”
„Przestań przesadzać.”
„Zachowuj się normalnie.”
„Jesteś dziwny.”
Z czasem takie słowa przestają być jedynie opinią otoczenia. Stają się częścią obrazu samego siebie.
Dla układu nerwowego odrzucenie społeczne jest doświadczeniem zagrożenia. Znaczna część energii zostaje wtedy skierowana na radzenie sobie z napięciem i odzyskanie poczucia bezpieczeństwa.
Dorosłość nie zmienia układu nerwowego
Choć coraz częściej mówi się o neuroróżnorodności dzieci, znacznie rzadziej dostrzega się dorosłych, którzy przez całe życie funkcjonują z tym samym układem nerwowym.
Zmieniają się szkoły, miejsca pracy i role społeczne. Nie zmienia się jednak potrzeba przynależności i akceptacji.
W świecie dorosłych nadal funkcjonuje wiele niepisanych zasad określających, jak powinien zachowywać się „dobry pracownik”, „profesjonalista” czy „lider”.
Procesy rekrutacyjne często oceniają nie tylko kompetencje, ale również sposób komunikacji, autoprezentacji czy odnajdywania się w społecznych konwencjach. Tymczasem osoba neuroróżnorodna może posiadać wiedzę i umiejętności potrzebne do wykonywania pracy, a mimo to zostać odrzucona, ponieważ nie wpisuje się w oczekiwany schemat zachowania.
To nie oznacza braku kompetencji. Oznacza jedynie odmienny sposób funkcjonowania.
Podobnie dzieje się w relacjach społecznych. Osoby neuroróżnorodne często słyszą, że są zbyt bezpośrednie albo zbyt wycofane, nadmiernie wrażliwe lub niewystarczająco spontaniczne. Niezależnie od tego, jak się zachowują, bywają oceniane przez pryzmat oczekiwań otoczenia.
Warto jednak pamiętać, że neuroróżnorodność nie oznacza wyłącznie wyzwań.
Wiele osób neuroróżnorodnych wnosi do swoich środowisk wyjątkowe zasoby: kreatywność, nieszablonowe myślenie, wytrwałość, wrażliwość na szczegóły, szczerość czy zdolność dostrzegania rozwiązań niewidocznych dla innych.
To właśnie różnorodność sposobów myślenia i odczuwania często staje się źródłem nowych pomysłów, innowacji i rozwoju.
Cena dopasowania
W odpowiedzi na brak akceptacji wiele osób uczy się ukrywać swoją odmienność.
Obserwują innych, analizują społeczne reguły i starają się zachowywać tak, aby nie wyróżniać się z grupy. Zjawisko to coraz częściej określa się mianem maskowania.
Z zewnątrz może wyglądać jak dobre przystosowanie. W rzeczywistości często wiąże się z ogromnym wysiłkiem psychicznym.
To, co dla jednych jest intuicyjne, dla innych wymaga ciągłej koncentracji i świadomej kontroli. Długotrwałe funkcjonowanie w taki sposób może prowadzić do wyczerpania, lęku, obniżonego nastroju, poczucia samotności i utraty kontaktu z własnymi potrzebami.
Nie każdy musi być taki sam
Lubimy myśleć o sobie jako o ludziach otwartych i tolerancyjnych. W praktyce często łatwiej akceptujemy różnice, które możemy zobaczyć, niż te dotyczące sposobu funkcjonowania.
Naturalne jest, że ludzie mają różny kolor oczu, wzrost czy zainteresowania. Trudniej przychodzi nam zaakceptowanie, że ktoś może inaczej odbierać bodźce, wyrażać emocje, potrzebować więcej czasu na reakcję lub komunikować się w sposób odbiegający od przyjętych norm.
Społeczeństwo potrzebuje zasad i wspólnych reguł. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy traktować je jako jedyny właściwy sposób bycia człowiekiem.
Neuroróżnorodność przypomina nam, że różnorodność dotyczy również mózgu i układu nerwowego.
Nie każdy będzie myślał, czuł i reagował w ten sam sposób.
I nie musi.
Bezpieczeństwo zamiast oceniania
Z perspektywy teorii poliwagalnej człowiek rozwija się najlepiej wtedy, gdy czuje się bezpieczny.
Bezpieczeństwo nie oznacza jedynie braku zagrożenia. Oznacza również doświadczenie bycia zauważonym, wysłuchanym i akceptowanym.
Każdy człowiek potrzebuje poczucia przynależności. Szczególnie osoby, które przez lata słyszały, że są „inne” lub „dziwne”.
Brak relacji i doświadczeń społecznych może prowadzić do narastającej niepewności, nadmiernej czujności, lęku, impulsywności, wycofania i osamotnienia.
Dlatego wspólnota ma tak ogromne znaczenie.
Zanim ocenisz – spróbuj zrozumieć
Być może najważniejszą lekcją płynącą z neuroróżnorodności jest pokora.
Nigdy nie wiemy do końca, jakie doświadczenia i osobiste historie nosi w sobie druga osoba oraz czego nauczył ją jej własny układ nerwowy.
Jak powiedziała Maya Angelou:
„Ludzie zapomną, co powiedziałeś. Zapomną, co zrobiłeś. Ale nigdy nie zapomną, jak się czuli w twojej obecności.”
Kiedy ktoś zachowuje się w sposób niezrozumiały, możemy uznać go za trudnego, dziwnego albo niewłaściwego. Możemy też przyjąć inną możliwość:
„Być może ten człowiek robi najlepiej, jak potrafi, korzystając z doświadczeń i zasobów, które posiada.”
Nie oznacza to zgody na każde zachowanie. Oznacza próbę zrozumienia człowieka, zanim go ocenimy.
Bo zanim zobaczymy diagnozę, etykietę czy trudne zachowanie, warto zobaczyć człowieka.
A każde dziecko i każdy dorosły zasługuje na to, by usłyszeć:
„Jesteś ważny. Jesteś bezpieczny. Możesz być sobą.”
Przykład dobrej praktyki
Coraz więcej inicjatyw edukacyjnych i terapeutycznych opiera się dziś na założeniu, że dzieci potrzebują przede wszystkim bezpieczeństwa, akceptacji i możliwości poznawania siebie.
Jak wspieramy dzieci w Grupie Czas Dziecka- Czas Emocji ?
W Grupie wg projektu stworzonego przez Lucynę Mijas dzieci w wieku 7–12 lat i koncentrują się na rozwijaniu świadomości emocjonalnej, budowaniu poczucia bezpieczeństwa oraz wzmacnianiu indywidualnych zasobów.
Podczas spotkań dzieci uczą się:
- rozpoznawać i nazywać emocje,
- lepiej rozumieć swoje potrzeby,
- budować relacje oparte na szacunku,
- odkrywać, że mogą być sobą i jednocześnie należeć do grupy.
Program nie skupia się na „naprawianiu” dzieci, ale na wspieraniu ich rozwoju i wzmacnianiu poczucia własnej wartości.