Nawet przejściowy szok naftowy szkodzi gospodarce przez lata – badanie Uniwersytetu w Gandawie
Ceny ropy naftowej ponownie rosną w związku z zaostrzeniem konfliktu na Bliskim Wschodzie. Z badania Uniwersytetu w Gandawie (UGent) wynika, że nawet krótkotrwały wzrost cen surowca może przez wiele...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Ceny ropy naftowej ponownie rosną w związku z zaostrzeniem konfliktu na Bliskim Wschodzie. Z badania Uniwersytetu w Gandawie (UGent) wynika, że nawet krótkotrwały wzrost cen surowca może przez wiele lat ciążyć gospodarce. Autorka analizy, doktorantka Marthe Mareels, szacuje, że po podwyżce ceny ropy o 43 procent PKB Belgii byłby po dekadzie o około 2,5 procent niższy niż w scenariuszu bez takiego wstrząsu.
Nowe ataki na Iran, przy narastającej niepewności wokół cieśniny Ormuz, już wywołały nerwowość na rynkach. Ruch morski w regionie ponownie wyraźnie osłabł, a ceny surowca wzrosły. Brent, stanowiący punkt odniesienia dla ropy z Morza Północnego, zdrożał o 9 procent i we wtorek rano kosztował 87 dolarów za baryłkę. Cena ropy West Texas Intermediate wzrosła natomiast o 11 procent, do 80 dolarów.
W maju i czerwcu ceny zdążyły jednak wcześniej spaść. Tymczasowe porozumienie pokojowe zapowiadało zwiększenie podaży i powrót ruchu morskiego do normalnego poziomu. Cieśnina Ormuz nadal pozostaje jednak wyjątkowo wrażliwym szlakiem transportowym. W zwykłych warunkach przechodzi przez nią niemal jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu, przewożonych korytarzem między Iranem a Omanem.
Gospodarki wytrącone z równowagi
Nawet niewielki sygnał zagrożenia na tej trasie dostaw wystarcza, by ceny gwałtownie poszły w górę. Gdy napięcie słabnie, a ropa ponownie tanieje, gospodarcze straty nie zawsze jednak znikają. To jeden z najważniejszych wniosków płynących z badania Marthe Mareels, doktorantki Uniwersytetu w Gandawie.
Badaczka wyjaśnia, że wbrew założeniom tradycyjnej teorii ekonomicznej realny produkt krajowy brutto nie wraca automatycznie do wcześniejszej ścieżki, gdy ceny ropy osiągają poziom sprzed szoku. „Dziesięć lat po wzroście ceny ropy PKB europejski i belgijski wciąż pozostają poniżej poziomów, jakie osiągnęłyby bez tego szoku” – podkreśla.
Marthe Mareels od ponad dwóch i pół roku analizuje wpływ szoków naftowych na gospodarkę. W swoich badaniach porównuje dane historyczne z 15 krajów europejskich z lat 1975-2019. Z zestawienia wyłączyła dużych producentów ropy, takich jak Norwegia i Wielka Brytania, ponieważ państwa te czerpią korzyści z wysokich cen dzięki dochodom z wydobycia.
Analiza wykracza poza bezpośredni wpływ droższej ropy na tempo wzrostu gospodarczego. Badaczka obserwuje również, jak w ciągu kolejnych dziesięciu lat zmieniają się realny PKB, inwestycje, zatrudnienie, aktywność na rynku pracy i produktywność. „Wzrost ceny ropy uruchamia mechanizm, który utrzymuje się bardzo długo” – zaznacza.
Z danych historycznych wynika, że szoki naftowe rozciągają się najczęściej średnio na około rok. Jak ostrzega jednak badaczka, także znacznie krótsze wstrząsy mogą wystarczyć, by wyprowadzić gospodarkę z równowagi.
Skala obecnego kryzysu
Aby pokazać możliwą skalę obecnego kryzysu, Marthe Mareels odniosła wyniki historycznych szoków podażowych do wzrostu ceny ropy o 43 procent. Taka była różnica między ceną surowca tuż przed atakami na Iran pod koniec lutego a średnią ceną z maja, a więc w okresie krótszym niż trzy miesiące. W tym wariancie realny PKB 15 analizowanych państw europejskich byłby po około pięciu latach niższy o mniej więcej 5 procent niż bez tego wstrząsu.
Nie oznacza to, że gospodarka skurczyłaby się o 5 procent. Nadal mogłaby się rozwijać, lecz – zgodnie z modelem – osiągnęłaby poziom niższy niż w sytuacji bez podwyżki cen ropy. Doktorantka podkreśla, że różnica pozostaje widoczna nawet po dziesięciu latach, choć cena surowca wróciła do normy już dziewięć lat wcześniej. W przypadku Belgii szacowany ubytek wynosi około 2,5 procent.
Badaczka zastrzega, że danych tych nie należy traktować jako prognozy gospodarczych następstw obecnego kryzysu wokół cieśniny Ormuz. Są one rezultatem przeniesienia na obecną sytuację zależności zaobserwowanych w przeszłości. Europejska gospodarka zużywa dziś jednak mniej ropy niż dawniej, co mogłoby dodatkowo ograniczyć negatywne skutki.
Mniej inwestycji
Według badania trwałe konsekwencje szoku naftowego utrwalają się za pośrednictwem dwóch mechanizmów. Pierwszym są inwestycje. Gdy energia drożeje, przedsiębiorstwa ograniczają wydatki. Zjawisko to jest w Belgii dobrze widoczne od czasu szoku naftowego wywołanego rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 r.
Marthe Mareels wyjaśnia: „Wyższe koszty energii ograniczają marże zysku i podbijają inflację. To pozostawia bankowi centralnemu mniej pola do obniżania stóp. Przedsiębiorstwa odkładają wówczas inwestycje w maszyny, moce produkcyjne czy innowacje albo z nich rezygnują”.
Drugi mechanizm przebiega przez rynek pracy. Kiedy koszty działalności rosną, firmy ograniczają zatrudnienie. Właśnie taki proces zachodzi obecnie na dużą skalę w najbardziej energochłonnych przedsiębiorstwach Europy Zachodniej. Długotrwałe bezrobocie może prowadzić do utraty kompetencji, osłabienia motywacji i stopniowego wycofywania się części osób z rynku pracy.
W odniesieniu do Belgii badanie wskazuje, że wzrost ceny ropy o 43 procent mógłby po dziesięciu latach obniżyć wskaźnik aktywności zawodowej o około 0,5 punktu procentowego.
Marthe Mareels przekonuje więc, że z działaniami nie należy czekać do chwili, gdy ceny ponownie spadną. „Dzięki tymczasowemu bezrobociu, szkoleniom i ukierunkowanemu wsparciu inwestycji można uniknąć bezpowrotnej utraty miejsc pracy i inwestycji. Wyzwaniem jest amortyzowanie przejściowych szoków bez sztucznego podtrzymywania działalności strukturalnie słabej” – podsumowuje.