Rekordowe połowy głowonogów u wybrzeży Flandrii – „inktvis” to już jedna czwarta wszystkich połowów
Rybacy działający u wybrzeży Flandrii zanotowali w 2025 r. bezprecedensowy wzrost połowów głowonogów w Morzu Północnym. Dane flamandzkiej Agencji Rolnictwa i Rybołówstwa Morskiego (Agentschap...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Rybacy działający u wybrzeży Flandrii zanotowali w 2025 r. bezprecedensowy wzrost połowów głowonogów w Morzu Północnym. Dane flamandzkiej Agencji Rolnictwa i Rybołówstwa Morskiego (Agentschap Landbouw en Zeevisserij) pokazują, że stanowiły one aż 23 procent całkowitej masy połowów. To już drugi rok z rzędu, gdy żadna inna grupa organizmów morskich nie była łowiona częściej. Skala tego zjawiska jest na tyle duża, że naukowcy otwarcie przyznają, iż zachodzą procesy, których wciąż nie potrafią w pełni wyjaśnić.
Spis treści
Czym jest „inktvis” w statystykach rybołówstwa
Termin „inktvis”, używany w oficjalnych zestawieniach, obejmuje szeroką grupę organizmów – kalmary, ośmiornice oraz mątwy. Choć potocznie bywają utożsamiane z rybami, w rzeczywistości należą do mięczaków. Poszczególne gatunki różnią się budową i sposobem życia, jednak w statystykach traktowane są jako jedna zbiorcza kategoria.
Już drugi rok z rzędu to właśnie głowonogi zajmują pierwsze miejsce w zestawieniu najczęściej poławianych organizmów przez rybaków z Flandrii. W 2025 r. ich udział sięgnął około jednej czwartej wszystkich połowów. Wśród dziesięciu najważniejszych gatunków ich znaczenie wzrosło jeszcze wyraźniej – z 10 procent w 2023 r. do 29 procent w 2025 r., co oznacza niemal trzykrotny wzrost w ciągu trzech lat. Od 2023 r. pozostają one zdecydowanym liderem tej klasyfikacji.
Na kolejnych miejscach w 2025 r. znalazły się sola (2 000 ton) oraz gładzica (1 564 tony). Łączna wielkość połowów osiągnęła 15 168 ton, co oznacza niewielki, niespełna jednoprocentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2024. Dla branży rybackiej to sygnał poprawy sytuacji po bardzo trudnym okresie, gdy poprzedni rok należał do najsłabszych od dłuższego czasu.
Połowy trafiają głównie na południe Europy
Pomimo rosnących połowów głowonogów w Morzu Północnym, ich obecność na stołach w Belgii pozostaje ograniczona. Jak tłumaczy biolog morski Hans Polet z instytutu badawczego ILVO (Instituut voor Landbouw- en Visserijonderzoek), mięczaki te nie zakorzeniły się w lokalnej tradycji kulinarnej w takim stopniu jak w krajach południowej Europy. Konsumenci znają głównie mrożone kalmary, natomiast świeże produkty tego typu wciąż budzą niepewność co do sposobu przygotowania.
W efekcie zdecydowana większość połowów trafia na rynki południowej Europy, gdzie głowonogi są podstawą wielu potraw, takich jak paella czy risotto. W regionie Morza Śródziemnego ich populacje uległy znacznemu zmniejszeniu wskutek nadmiernych połowów, dlatego kraje te importują je m.in. z Belgii. Dzięki temu rybacy mogą liczyć na korzystne ceny sprzedaży.
Ten popyt tłumaczy również, dlaczego ośmiornice i inne głowonogi pozostają drogie w belgijskich sklepach. Silne zapotrzebowanie ze strony południa Europy ogranicza dostępność tańszych produktów na rynku lokalnym.
Ocieplające się morze i zmiany w ekosystemie
Specjaliści wskazują, że gwałtowny wzrost liczebności głowonogów w Morzu Północnym jest powiązany z ociepleniem wód, będącym skutkiem zmian klimatycznych. Wyższe temperatury sprzyjają gatunkom typowym dla cieplejszych akwenów, jednocześnie wypierając na północ ryby preferujące chłodniejsze środowisko, takie jak dorsz.
W belgijskiej części Morza Północnego coraz częściej obserwuje się duże skupiska kalmarów. Jednym z powodów jest lepszy rozwój ich jaj w cieplejszej wodzie. Tempo tych zmian jest bardzo szybkie – w ciągu pięciu lat połowy głowonogów wzrosły trzykrotnie. To rodzi pytania o dalszy rozwój tej tendencji.
Hans Polet podkreśla jednak, że prognozy należy formułować ostrożnie. Jego zdaniem obecny trend może się utrzymać, ale nie można wykluczyć okresów chłodniejszych, które mogłyby ponownie ograniczyć liczebność tych organizmów w regionie.
„Dzieją się rzeczy, których nie rozumiemy”
Badacze zwracają uwagę, że zmiany zachodzące w Morzu Północnym są znacznie bardziej złożone niż wynika to z samych danych o połowach. Z południowej części akwenu zniknęły drapieżniki szczytowe, takie jak dorsz, a ich miejsce w łańcuchu pokarmowym nie zostało zajęte przez inne gatunki. W rezultacie wzrosła liczebność organizmów, które wcześniej były ich naturalnym pokarmem.
Według Poleta ekosystem prędzej czy później osiągnie nową równowagę, jednak zmiany te wpłyną również na inne gatunki ryb. Już teraz obserwowane są zjawiska trudne do jednoznacznego wyjaśnienia. Stada soli i gładzicy, od lat monitorowane w tych samych miejscach, przestają się tam pojawiać. Nie wiadomo, czy oznacza to ich migrację w inne rejony, czy realny spadek liczebności. Jak przyznają naukowcy, w wielu kwestiach wciąż poruszają się po omacku.