Śmierć sześciotygodniowego niemowlęcia w Brabancji Flamandzkiej: obrona wskazuje na skrajne wyczerpanie rodziców
Przed sądem karnym w Brukseli rozpoczął się proces 31-letniego mężczyzny oskarżonego o doprowadzenie do śmierci swojego sześciotygodniowego syna. Dziecko, urodzone jako wcześniak, zmarło po tym, jak...
© aktualnosci.be Przed sądem karnym w Brukseli rozpoczął się proces 31-letniego mężczyzny oskarżonego o doprowadzenie do śmierci swojego sześciotygodniowego syna. Dziecko, urodzone jako wcześniak, zmarło po tym, jak ojciec gwałtownie nim potrząsnął. Na ławie oskarżonych zasiadła również 26-letnia partnerka mężczyzny. Prokuratura zarzuca jej, że nie podjęła działań, które mogłyby powstrzymać partnera. Obrona podkreśla natomiast, że oskarżony nie miał zamiaru doprowadzić do śmierci dziecka, a cała rodzina znajdowała się wówczas w stanie skrajnego wyczerpania.
Spis treści
Okoliczności zdarzenia
Do tragedii doszło jesienią 2024 r. Para z miejscowości Gooik w Brabancji Flamandzkiej znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji po narodzinach drugiego dziecka. Niemowlę przyszło na świat przedwcześnie i niemal nieustannie płakało. Rodzice, którzy jednocześnie opiekowali się starszym, 15-miesięcznym dzieckiem, byli już wcześniej skrajnie zmęczeni, a ich położenie dodatkowo pogarszały trudności finansowe.
W pewnym momencie ojciec nie wytrzymał ciągłego płaczu dziecka. Przyznał, że potrząsnął nim w sposób gwałtowny. Lekarze zdiagnozowali u niemowlęcia tzw. zespół dziecka potrząsanego. Pomimo natychmiastowej operacji przeprowadzonej w trybie pilnym życia sześciotygodniowego chłopca nie udało się uratować.
Proces przed sądem karnym, a nie przed sądem przysięgłych
Sprawa początkowo mogła zostać rozpatrzona przez sąd przysięgłych, co wiązałoby się z ryzykiem kary do 30 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie jednak izba postawienia w stan oskarżenia zakwalifikowała czyn jako umyślne pobicie i spowodowanie obrażeń skutkujących śmiercią, bez zamiaru jej spowodowania. W rezultacie postępowanie toczy się przed sądem karnym.
Linia obrony: rodzice „u kresu sił”
Obrońca mężczyzny, mecenas Mike De Witte, konsekwentnie podkreśla, że jego klient nie miał zamiaru pozbawić dziecka życia. Zwraca uwagę, że oboje rodzice znajdowali się w stanie skrajnego wyczerpania i zmagali się z niemowlęciem, które niemal bez przerwy płakało. Adwokat przyznaje, że zachowanie ojca było nieproporcjonalne, zaznacza jednak, że nie było ono motywowane chęcią wyrządzenia śmiertelnej krzywdy.
Pełnomocnik wyraził również nadzieję, że rodzice będą mogli rozpocząć proces przeżywania żałoby. Jak podkreślił, choć ich działania doprowadziły do tragicznego finału, nie było w nich zamiaru doprowadzenia do śmierci dziecka.