Konflikt na Bliskim Wschodzie niepokoi branżę lotniczą – możliwe problemy z paliwem i wzrost cen biletów
Europejski sektor lotniczy z coraz większą uwagą śledzi rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie i jej potencjalny wpływ na dostawy paliwa lotniczego. Na razie linie lotnicze i porty lotnicze w Belgii...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Europejski sektor lotniczy z coraz większą uwagą śledzi rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie i jej potencjalny wpływ na dostawy paliwa lotniczego. Na razie linie lotnicze i porty lotnicze w Belgii nie zgłaszają bezpośrednich problemów z dostępnością kerozyny, jednak w branży narasta niepewność. Kluczowym zagrożeniem pozostaje możliwość przedłużenia blokady Cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych szlaków transportu ropy naftowej i produktów ropopochodnych na świecie.
Spis treści
Ryanair ostrzega przed ryzykiem po maju
Szef Ryanaira, największego przewoźnika pasażerskiego w Europie, Michael O’Leary, wskazał, że szczególnie narażona na ewentualne niedobory paliwa jest Wielka Brytania, ze względu na uzależnienie od dostaw z Kuwejtu. Według doniesień medialnych zapasy paliwa lotniczego w tym kraju mogą wystarczyć jedynie na pięć do sześciu tygodni.
Ryanair poinformował, że w najbliższym czasie nie przewiduje problemów z zaopatrzeniem, podkreślając jednocześnie dynamiczny charakter sytuacji. Obecni dostawcy mają zapewniać ciągłość dostaw co najmniej do końca maja. Jeśli konflikt zakończy się szybko, ryzyko zakłóceń pozostanie ograniczone. W przypadku utrzymania blokady Cieśniny Ormuz do maja lub czerwca możliwe są jednak trudności z dostępnością paliwa na części europejskich lotnisk. Przewoźnik zaznaczył również, że cena kerozyny w marcu uległa podwojeniu i spodziewa się, że wyższe koszty zostaną przeniesione na pasażerów w postaci droższych biletów – zarówno po Wielkanocy, jak i w sezonie letnim.
Belgia nie jest najbardziej zagrożona
Port lotniczy w Liège, który wcześniej mierzył się z krótkotrwałymi trudnościami w zaopatrzeniu – wynikającymi m.in. ze wzrostu liczby lotów omijających Francję z powodu tamtejszego podatku od małych przesyłek – poinformował, że obecnie nie odnotowuje braków paliwa.
Z analizy firmy Kpler, przywoływanej przez portal Politico, wynika, że to Wielka Brytania jest najbardziej narażona na niedobory paliwa lotniczego w Europie. W prognozach wskazano, że Portugalia mogłaby wyczerpać zapasy w ciągu czterech miesięcy, Węgry w pięciu, Dania w sześciu, Włochy i Niemcy w siedmiu, a Francja i Irlandia w ośmiu miesiącach. Polska, jako kraj w dużej mierze samowystarczalny w produkcji kerozyny, nie powinna odczuć skutków kryzysu. Belgia nie została ujęta w tym zestawieniu.
Branża czeka i obserwuje
Stowarzyszenie Airlines for Europe (A4E), reprezentujące największe linie lotnicze w Europie, podkreśla, że uważnie monitoruje sytuację, choć nie ogłasza na razie alarmu. Przewoźnicy pozostają w stałym kontakcie z dostawcami paliwa i zarządzającymi portami lotniczymi, aby na bieżąco oceniać poziom zapasów. Niepewność dotycząca dalszego przebiegu konfliktu rodzi jednak pytania o dostępność kerozyny w nadchodzących tygodniach i miesiącach.
Cena paliwa lotniczego osiągnęła w tym tygodniu rekordowy poziom 1 900 dolarów za tonę. Coraz częściej wskazuje się, że największym wyzwaniem może okazać się nie tyle sam brak paliwa, ile zdolność linii lotniczych do utrzymania popytu na podróże w sytuacji rosnących cen biletów. Ma to szczególne znaczenie w okresie, gdy wielu pasażerów planuje letnie wyjazdy.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) odnotowało, że w marcu globalna liczba dostępnych połączeń lotniczych nadal rosła, choć nie jest jasne, jak długo ten trend się utrzyma.
Lufthansa i SAS reagują na kryzys
Pierwsze sygnały reakcji ze strony przewoźników już się pojawiają. Lufthansa przyznała, że rozważa czasowe wycofanie z eksploatacji od 20 do 40 samolotów, co odpowiada około 5 procentom jej zdolności przewozowych. Z kolei skandynawski przewoźnik SAS zdecydował się na bardziej zdecydowane działania, odwołując około tysiąca lotów w związku z gwałtownym wzrostem cen paliwa.
Poza Europą sytuacja jest jeszcze bardziej napięta. Tajwańskie linie lotnicze zapowiedziały podwyżkę dopłaty paliwowej na lotach międzynarodowych o 157 procent, natomiast przewoźnicy z Brazylii ostrzegają przed poważnymi konsekwencjami dla całego sektora.
Mniej lotów i więcej emisji CO2
Eurocontrol, organizacja odpowiedzialna za koordynację ruchu lotniczego w Europie, przedstawiła dane pokazujące skalę zakłóceń. Liczba lotów do i z Bliskiego Wschodu spadła o 59 procent – z około 2 000 dziennie do około 800. Uwzględniając również przeloty nad Europą, całkowity spadek wynosi 56 procent, co oznacza zmniejszenie liczby operacji o około 1 360 dziennie. Linie lotnicze z regionu Zatoki Perskiej spodziewają się utrzymania podobnego poziomu ruchu w kwietniu, choć wiele zależy od dalszego rozwoju sytuacji.
Eurocontrol zwraca także uwagę na skutki środowiskowe. Jeśli obecna sytuacja utrzyma się w sezonie letnim, każdego dnia około 1 150 lotów będzie musiało korzystać z dłuższych, okrężnych tras. Przełoży się to na dodatkowe 206 000 kilometrów dziennie, zużycie 602 ton paliwa więcej oraz emisję ponad 1 900 ton CO2 powyżej standardowego poziomu.
Europejski komisarz ds. energii Dan Jørgensen poinformował, że Komisja Europejska analizuje różne scenariusze rozwoju sytuacji, przy czym szczególną uwagę poświęca dostępności diesla i kerozyny.