Uber Eats przed sądem pracy w Brukseli – spór o status kurierów i rola algorytmu pod lupą
Brukselski sąd pracy przez ponad sześć godzin analizował w środę sprawę dotyczącą statusu zawodowego trzech kurierów Uber Eats, którzy domagają się uznania ich za pracowników etatowych. To pierwszy...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Brukselski sąd pracy przez ponad sześć godzin analizował w środę sprawę dotyczącą statusu zawodowego trzech kurierów Uber Eats, którzy domagają się uznania ich za pracowników etatowych. To pierwszy przypadek w Belgii, w którym sąd rozpatruje tego typu sprawę w oparciu o nowe przepisy wprowadzające domniemanie stosunku pracy w sektorze gospodarki platformowej. Postawa amerykańskiej firmy spotkała się z ostrą krytyką ze strony audytoriatu, który ostrzegł, że gdyby takie praktyki stały się normą, mogłoby to zagrozić funkcjonowaniu systemu zabezpieczeń społecznych.
Spis treści
Nowa ustawa po raz pierwszy na wokandzie
Sprawa ma charakter precedensowy, ponieważ po raz pierwszy belgijski sąd stosuje nowe regulacje dotyczące pracy w ramach platform cyfrowych. Przepisy wprowadzone za poprzedniej kadencji parlamentu z inicjatywy ówczesnego ministra gospodarki Pierre-Yves’a Dermagne’a (PS) zakładają domniemanie stosunku pracy najemnej w określonych sytuacjach. Oznacza to również odwrócenie ciężaru dowodu – to platformy muszą wykazać, że współpraca z kurierami nie ma charakteru etatowego. Reforma miała ułatwić pracownikom dochodzenie swoich praw, jednak – jak pokazuje przykład tej sprawy – jej praktyczne zastosowanie wciąż budzi wątpliwości.
Kurierzy uznani za pracowników, a następnie pozbawieni zleceń
Trzej kurierzy skorzystali z nowych przepisów i zwrócili się do Komisji ds. Stosunku Pracy o ocenę ich relacji z Uber Eats. W kwietniu 2024 r. komisja uznała, że powinni być traktowani jako pracownicy najemni. Firma zaskarżyła tę decyzję do sądu pracy i wystąpiła o jej zawieszenie na czas postępowania. Gdy pod koniec 2024 r. sąd odrzucił wniosek o zawieszenie, Uber Eats zakończył współpracę z tymi kurierami. Tego typu działania mogą zniechęcać innych dostawców do kwestionowania swojego statusu. W środę sąd zajął się oceną merytoryczną decyzji komisji, mimo że zainteresowani nie pracują już dla platformy. Wyrok pozostaje jednak istotny – jego ewentualne podtrzymanie może otworzyć drogę do roszczeń, w tym do odpraw, oraz zachęcić innych kurierów do podobnych kroków.
Uber Eats broni modelu platformowego
Przedstawicielki Uber Eats argumentowały przed sądem, że firma pełni jedynie rolę pośrednika łączącego restauracje, klientów i kurierów za pomocą aplikacji i algorytmu. Podkreślono, że dostawcy mają swobodę decydowania, kiedy się logują i które zlecenia przyjmują. Obrona wskazywała również, że wielu kurierów przez lata nie kwestionowało swojego statusu. Prawniczki firmy starały się wykazać, że przesłanki uzasadniające uznanie stosunku pracy nie zostały spełnione. Według Uber Eats geolokalizacja służy wyłącznie organizacji dostaw, a kurierzy nie podlegają ograniczeniom w zakresie dochodów czy czasu pracy. Wymogi takie jak posiadanie torby termoizolacyjnej mają natomiast wynikać wyłącznie z kwestii bezpieczeństwa.
Algorytm jako czarna skrzynka
Jednym z kluczowych elementów rozprawy był algorytm wykorzystywany przez Uber Eats, którego działanie pozostaje w dużej mierze nieprzejrzyste. Firma ujawniła jedynie część jego funkcjonowania. Z dokumentów przedstawionych w sądzie wynika, że system przydziela zamówienia na podstawie środka transportu, odległości od restauracji oraz czynników logistycznych. Przykładowo kurier rowerowy znajdujący się bliżej punktu odbioru może zostać wybrany zamiast kierowcy samochodu, jeśli trasa obejmuje strefy ograniczonego ruchu. Przedstawicielki firmy zapewniały, że oceny kurierów ani ich wcześniejsze zachowania nie wpływają na decyzje algorytmu. Jako dowód przywołano przypadek kuriera, który odrzucił wiele zamówień bez konsekwencji. Firma przyznała jedynie, że reaguje w sytuacjach, gdy zamówienie zostaje przyjęte, ale nie dostarczone, co traktuje jako nadużycie. Strona przeciwna zwróciła jednak uwagę, że są to jedynie deklaracje, a nie dowody pozwalające w pełni ocenić sposób działania systemu. Podkreślono również, że sama możliwość monitorowania kurierów poprzez geolokalizację może stanowić formę kontroli.
Ostry ton audytoriatu
ONSS, państwo belgijskie oraz pełnomocniczka kurierów poparli stanowisko komisji, argumentując, że w praktyce dostawcy nie mają pełnej swobody organizowania pracy, ponieważ to aplikacja decyduje o przydziale zleceń. Kurierzy nie mają też możliwości negocjowania warunków współpracy – regulamin platformy można jedynie zaakceptować. Audytoriat przyjął szczególnie krytyczne stanowisko wobec działań Uber Eats. Zwrócono uwagę na rozwijające się orzecznictwo w Belgii i Europie oraz na fakt, że inne firmy potrafią prowadzić podobną działalność, jednocześnie zatrudniając kurierów na umowę o pracę. Przedstawiciel audytoriatu zaznaczył, że nie przypisuje firmie złej woli, ale wyraził zdziwienie jej decyzją o zakończeniu współpracy z kurierami uznanymi przez komisję za pracowników. Jego zdaniem spółka mogła wykazać większą odpowiedzialność i zatrudnić te osoby do czasu wydania wyroku. Jak podsumował, deklarowana przez firmę swoboda pracy w rzeczywistości nie istnieje i przede wszystkim służy interesom przedsiębiorstwa, które chce korzystać z elastycznego modelu bez ponoszenia związanych z nim kosztów.