USA tymczasowo łagodzą sankcje na rosyjską ropę. Ekspert z Gandawy: chodzi o opanowanie paniki na rynku
Stany Zjednoczone zdecydowały się na czasowe złagodzenie sankcji dotyczących rosyjskiej ropy naftowej. Decyzja ta ma pomóc w ustabilizowaniu sytuacji na globalnym rynku energii, gdzie ceny surowca...
"Donald Trump" by Gage Skidmore is licensed under CC BY-SA 2.0 Stany Zjednoczone zdecydowały się na czasowe złagodzenie sankcji dotyczących rosyjskiej ropy naftowej. Decyzja ta ma pomóc w ustabilizowaniu sytuacji na globalnym rynku energii, gdzie ceny surowca utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. O sprawie mówił w rozmowie z flamandzką rozgłośnią Radio 1 w programie De Ochtend prof. Thijs Van de Graaf z Uniwersytetu Gandawskiego, specjalista w dziedzinie polityki energetycznej. Według eksperta Waszyngton wydał kolejną tymczasową licencję umożliwiającą zakup rosyjskiej ropy oraz produktów naftowych znajdujących się już na tankowcach na morzu. Zgoda dotyczy wyłącznie surowca załadowanego przed 12 marca i obowiązuje do 11 kwietnia. Oficjalnym celem tej decyzji jest ograniczenie presji na ceny ropy, które od pewnego czasu przekraczają poziom 100 dolarów za baryłkę.
Spis treści
Ekspert podkreśla jednak, że choć decyzja może pomóc w krótkim okresie uspokoić rynki, to jednocześnie przynosi wyraźne korzyści Rosji. Oznacza bowiem, że część rosyjskiego surowca, który dotychczas nie znajdował nabywców z powodu sankcji, może teraz ponownie trafić na rynek międzynarodowy.
Tankowce pełnią rolę pływających magazynów ropy
Profesor Van de Graaf wyjaśnił w audycji, że obecna sytuacja jest wynikiem wcześniejszych ograniczeń w handlu rosyjską ropą. Kiedy kraj produkujący surowiec traci możliwość swobodnego eksportu – na przykład wskutek sankcji – musi znaleźć sposób na magazynowanie wydobywanej ropy.
W praktyce oznacza to gromadzenie surowca zarówno w zbiornikach na lądzie, jak i na tankowcach, które mogą przez dłuższy czas pozostawać na morzu. Takie statki pełnią wówczas funkcję pływających magazynów. Dryfują po różnych akwenach świata i czekają na moment, w którym pojawi się możliwość sprzedaży przewożonego surowca.
Według profesora wiele takich tankowców z rosyjską ropą znajduje się obecnie w różnych częściach świata. Statki nie są zakotwiczone wyłącznie w rosyjskich portach, lecz znajdują się także na wodach międzynarodowych lub w pobliżu innych regionów handlowych. Dotychczas znalezienie kupców na ten surowiec było trudne, ponieważ potencjalni nabywcy obawiali się sankcji finansowych ze strony Stanów Zjednoczonych.
Sytuacja zmieniła się jednak wraz z decyzją Waszyngtonu o tymczasowym złagodzeniu restrykcji.
Jak działa złagodzenie sankcji
Zdaniem profesora kluczowe znaczenie mają amerykańskie sankcje finansowe nakładane na podmioty kupujące rosyjską ropę. To właśnie one w ostatnich latach skutecznie ograniczały handel tym surowcem na rynkach światowych.
Szczególnie dotkliwe były one dla państw azjatyckich. Indie i Chiny stały się bowiem po wycofaniu się Europy głównymi odbiorcami rosyjskiej ropy. Wypełniły w ten sposób lukę powstałą po ograniczeniu importu przez kraje Unii Europejskiej.
Zarówno Unia Europejska, jak i Stany Zjednoczone próbowały wcześniej zamykać luki w systemie sankcji. Firmy i państwa kupujące rosyjską ropę ryzykowały wówczas poważne konsekwencje finansowe, zwłaszcza ze strony amerykańskiego systemu sankcyjnego.
Nowa decyzja oznacza jednak tymczasowe zawieszenie tych restrykcji w odniesieniu do części surowca znajdującego się już na morzu. W praktyce otwiera to drogę do sprzedaży rosyjskiej ropy, która wcześniej pozostawała bez nabywców.
Azja może najbardziej skorzystać
Według profesora Van de Graafa największymi beneficjentami tej decyzji mogą okazać się państwa azjatyckie, przede wszystkim Indie i Chiny. Region ten jest szczególnie wrażliwy na wszelkie zakłócenia w dostawach ropy z Zatoki Perskiej.
Ekspert przypomniał, że przez Cieśninę Ormuz przechodzi ogromna część światowego transportu ropy i gazu. Od 80 do 90 procent eksportu surowców energetycznych z regionu Zatoki Perskiej trafia właśnie do odbiorców w Azji.
Eskalacja napięć militarnych w regionie oraz blokada cieśniny doprowadziły jednak do poważnych zakłóceń w transporcie ropy. W takiej sytuacji możliwość zakupu rosyjskiego surowca staje się dla wielu krajów alternatywnym źródłem dostaw.
Waszyngton zdecydował się więc złagodzić sankcje częściowo także z myślą o stabilizacji sytuacji na rynkach azjatyckich, które odgrywają kluczową rolę w globalnym systemie energetycznym.
Dodatkowa ropa nie zmieni radykalnie rynku
Profesor Van de Graaf zwrócił uwagę, że ilość rosyjskiej ropy znajdującej się na tankowcach szacowana jest na około 120 milionów baryłek. To znacząca ilość surowca, która może w krótkim czasie trafić na rynek.
Ekspert zaznacza jednak, że należy patrzeć na te liczby w szerszym kontekście globalnej produkcji i konsumpcji ropy. Dla porównania pojawiły się już informacje o możliwości uwolnienia strategicznych rezerw ropy w wysokości nawet 400 milionów baryłek.
Ponadto przez samą Cieśninę Ormuz transportuje się codziennie około 20 milionów baryłek ropy. W takim zestawieniu dodatkowe 120 milionów baryłek odpowiada zaledwie kilku dniom światowego handlu surowcem.
Oznacza to, że choć dodatkowa podaż może częściowo złagodzić presję cenową, nie jest ona wystarczająca, aby trwale rozwiązać problem zakłóceń w dostawach energii.
To również tłumaczy, dlaczego ceny ropy nie spadły gwałtownie po ogłoszeniu decyzji o złagodzeniu sankcji. Nadal utrzymują się one powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę.
Korzyść dla Rosji, problem dla Ukrainy
Zdaniem profesora Van de Graafa decyzja Waszyngtonu jest korzystna dla Rosji. Umożliwia bowiem sprzedaż części surowca, który dotychczas był zablokowany na tankowcach.
Ekspert zwrócił uwagę, że w ostatnich tygodniach rosyjskie przychody z eksportu paliw kopalnych już zaczęły rosnąć. Według dostępnych szacunków w pierwszych dwóch tygodniach konfliktu z Iranem Rosja mogła uzyskać dodatkowe wpływy rzędu 600-700 milionów euro.
Stało się to jeszcze przed formalnym złagodzeniem sankcji. Dlatego profesor uważa, że decyzja Stanów Zjednoczonych może jeszcze bardziej zwiększyć dochody rosyjskiego sektora energetycznego.
Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent twierdził jednak publicznie, że tymczasowe zniesienie sankcji nie przyniesie Rosji znaczących korzyści finansowych. Profesor Van de Graaf nie zgadza się z tą oceną i uważa ją za zbyt optymistyczną.
Według niego decyzja Waszyngtonu jest przede wszystkim reakcją na rosnące ceny paliw w samych Stanach Zjednoczonych. Wysokie ceny benzyny wywierają bowiem silną presję polityczną na amerykańską administrację.
Seria działań mających uspokoić rynek energii
Ekspert zwrócił uwagę, że złagodzenie sankcji jest tylko jednym z wielu działań podejmowanych obecnie przez amerykańskie władze. Równolegle pojawiły się zapowiedzi uwolnienia części strategicznych rezerw ropy.
Rozważane jest również wzmocnienie ochrony transportu morskiego w regionie Zatoki Perskiej. W praktyce może to oznaczać eskortowanie tankowców przez siły marynarki wojennej w rejonie Cieśniny Ormuz.
Zdaniem profesora wszystkie te działania pokazują, że Waszyngton stara się za wszelką cenę powstrzymać dalszy wzrost cen ropy na światowych rynkach.
Europejskie sankcje pozostają w mocy
Profesor Van de Graaf przypomniał również, że Unia Europejska utrzymuje własne sankcje wobec rosyjskiej ropy, które nie zależą bezpośrednio od decyzji Stanów Zjednoczonych.
Europa wprowadziła zakaz importu rosyjskiej ropy drogą morską. Jedynym wyjątkiem pozostaje niewielki rurociąg biegnący przez Ukrainę do Węgier i Słowacji, który jednak obecnie również nie transportuje surowca.
Unia Europejska podjęła także decyzję o stopniowym odchodzeniu od rosyjskiego gazu. W kolejnych miesiącach planowane jest ograniczanie importu skroplonego gazu ziemnego z Rosji w ramach kontraktów krótkoterminowych.
Profesor zaznaczył jednak, że jeśli kryzys energetyczny będzie się pogłębiał, w Europie mogą pojawić się głosy domagające się rewizji tych decyzji. Byłaby to jednak bardzo trudna debata polityczna dotycząca bezpieczeństwa energetycznego oraz relacji z Rosją.