Spokojna sobota zamiast zamieszek – w Liège demonstrowało około 100 osób, w Brukseli nikt nie wyszedł na ulice
Zapowiadane w mediach społecznościowych protesty w sobotę 31 października przebiegły spokojnie. W Liège przez centrum przeszło około 100 osób, a policja w Brukseli nie odnotowała żadnej demonstracji,...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Sobota 31 października minęła w Belgii bez zamieszek, których obawiali się kupcy i policja. W Liège przez centrum miasta przeszła spokojna demonstracja, w której według policji wzięło udział około 100 osób. W Brukseli policja nie odnotowała w sobotę żadnego protestu, mimo że w mediach społecznościowych krążyło kilka wezwań do manifestacji – podaje agencja Belga, na którą powołuje się dziennik La Libre. Mimo to część sklepów w centrum stolicy znów zabezpieczyła witryny.
Przemarsz w Liège
Pochód wyruszył około godz. 15.00 z placu przed dworcem Liège-Guillemins i godzinę później dotarł w okolice ratusza. Trasa prowadziła przez boulevard Frère-Orban, quai Paul van Hoegaerden, place du Vingt-Août, place Cathédrale i obok Opery Królewskiej w Liège aż na place Saint-Lambert, gdzie demonstranci na chwilę zablokowali tramwaj. Uczestnicy skandowali hasła przeciwko policji i rządowi federalnemu koalicji Arizona oraz w obronie Palestyny.
Demonstracja zakończyła się spokojnie około godz. 17.00 w pobliżu ratusza i placu Targowego (place du Marché). Na końcu zostało w niej około 30 osób.
Jak podaje dziennik La DH, był to kolejny protest przeciwko polityce oszczędności. Od kilku tygodni w Liège odbywa się wiele demonstracji przeciwko wysokim kosztom życia i decyzjom rządów, m.in. przeciwko dekretowi programowemu dotyczącemu edukacji. Młodzi ludzie sprzeciwiają się też podwyżce cen biletów okresowych przewoźnika TEC, wzrostowi opłaty rejestracyjnej na uczelniach (minerval) i trudnym warunkom nauki po ostatnich reformach.
Zabite deskami witryny przy Nieuwstraat
W Brukseli przy handlowej ulicy Nieuwstraat (rue Neuve) mniej więcej połowa witryn była w sobotę znów zabita deskami na wypadek zamieszek i plądrowania – opisuje portal BRUZZ. Jak się okazało, nie było to potrzebne. Wezwania do protestu nazywanego „Aktem III”, wzorowanego na demonstracjach w Paryżu, krążyły w mediach społecznościowych już trzeci weekend z rzędu, a ich autorzy często pozostają nieznani.
Policja była mocno obecna na ulicach, z większą liczbą patroli pieszych i zmotoryzowanych, ale demonstrantów nie było widać. Frédéric Adriaens, kierownik sprzedaży w sklepie Skechers, powiedział, że witryny zabezpieczono po tym, jak złodzieje zaatakowali pobliskie sklepy JD Sports i Nike, a policja ostrzegła kupców. Jego zdaniem sytuacja się uspokaja.
Selmen Ersahin, kierownik sklepu Yves Rocher, wyliczył, że zabicie witryn deskami kosztuje sklep 1 500 euro tygodniowo, a liczba klientów spadła o około 30 procent. Według niego prawdziwym zagrożeniem nie są demonstranci, lecz zamaskowani złodzieje. Kilku klientów i sprzedawców mówiło, że czuje się bezpiecznie. Właściciel jednego ze straganów Sebastien Titeux przyznał, że w dwie poprzednie soboty nic nie zarobił.