Choć Warszawa w dalszym ciągu udziela Ukrainie wsparcia militarnego i humanitarnego, w polskim społeczeństwie coraz wyraźniej widoczne są nastroje antyukraińskie. Zmiana ta jest na tyle znacząca, że władze zdecydowały się ograniczyć część dotychczasowych form pomocy. Państwo, które w 2022 r. szeroko otworzyło drzwi dla milionów osób uciekających przed wojną, dziś mierzy się z narastającymi podziałami wokół obecności Ukraińców.
Od entuzjazmu do narastającej rezerwy
W mroźny lutowy poranek w jednej z warszawskich kawiarni Krzysztof – lekarz rodzinny z miejscowości położonej na północ od stolicy – mówi bez ogródek: „Na początku byliśmy entuzjastyczni i dumni, że możemy pomagać. Ale nasza hojność nie może być traktowana jako przyzwolenie na ignorowanie lokalnych zasad”. Tego rodzaju opinie coraz rzadziej należą do odosobnionych.
Z badań przeprowadzonych pod koniec grudnia 2025 r. przez CBOS wynika, że 46 procent Polaków sprzeciwia się obecnie pomocy dla ukraińskich uchodźców. Dla porównania – w 2022 r. takie stanowisko deklarowało jedynie 6 procent respondentów. Nastroje krytyczne zaczęły narastać już w połowie 2023 r., a wyraźnie przyspieszyły w trakcie kampanii prezydenckiej na początku 2025 r. Partie konserwatywne – Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja Korony Polskiej – której lider Grzegorz Braun ostrzega przed „ukrainizacją Polski” – przyjęły retorykę wymierzoną w Ukraińców. Symbolicznym potwierdzeniem tej linii było weto prezydenta Karola Nawrockiego z 25 sierpnia ubiegłego roku wobec ustawy rozszerzającej wsparcie dla ukraińskich uchodźców.
„Krzyczał: chwała Rosji”
Krzysztof, który otwarcie sympatyzuje z Grzegorzem Braunem, przyznaje, że część jego ukraińskich pacjentów rozmawia z nim po rosyjsku, a sugestie dotyczące nauki języka polskiego spotykają się – jak twierdzi – z agresywną reakcją. Z kolei lider Konfederacji Sławomir Mentzen poinformował publicznie, że wystąpił o pozwolenie na broń. Argumentował, że „państwo go nie chroni” oraz że miał otrzymywać groźby ze strony Ukraińców.
Takie wypowiedzi polityków przenikają do debaty publicznej i – zdaniem obserwatorów – sprzyjają narastaniu napięć. Olga, 28-letnia Ukrainka, która przyjechała do Polski półtora roku temu, wspomina sytuację z ubiegłego lata: w tramwaju mężczyzna, słysząc rozmowę po ukraińsku, przez kilka minut śpiewał rosyjski hymn i wykrzykiwał „chwała Rosji”. „Byłyśmy w szoku” – relacjonuje. Dom Ukraiński w Warszawie, jedna z głównych organizacji wspierających ukraińską społeczność, dostrzega już konkretne konsekwencje tej atmosfery. Jak mówi konsultant organizacji Bogdan Kontsur: „Coraz więcej Ukraińców myśli o wyjeździe. Niektórzy wracają nawet na Ukrainę”.
Koniec szczególnego statusu
Dotychczas wkład ukraińskiej społeczności w polską gospodarkę był znaczący – według szacunków w 2024 r. odpowiadał za około 2,7 procent polskiego PKB. Sytuacja może się jednak zmienić. 19 lutego prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę, która przenosi wsparcie dla ukraińskich uchodźców z odrębnego systemu, wprowadzonego po rosyjskiej inwazji, do ogólnego reżimu prawnego dotyczącego wszystkich cudzoziemców. Od początku marca Ukraińcy będą objęci takim samym statusem jak inni obcokrajowcy, co oznacza m.in. dłuższe procedury administracyjne. Świadczenie 800+ zostanie uzależnione od spełnienia określonych warunków, w tym dotyczących zatrudnienia oraz uczęszczania dzieci do polskich szkół.
Mimo napięć społecznych Polska pod kierownictwem proeuropejskiego premiera Donalda Tuska nadal pozostaje istotnym partnerem we wsparciu Ukrainy. W ramach pomocy energetycznej, mającej złagodzić skutki rosyjskich ataków tej zimy, kraj przekazał blisko 16 milionów złotych, czyli około 3,8 miliona euro.