Upadłość Społecznej Agencji Nieruchomości (Agence Immobilière Sociale, AIS) w gminie Saint-Josse, ogłoszona 17 grudnia ubiegłego roku, postawiła wielu mieszkańców w niezwykle trudnej sytuacji życiowej. Kolektyw zrzeszający zarówno najemców, jak i właścicieli mieszkań związanych z działalnością agencji opublikował komunikat, w którym skutki bankructwa określa jako „prawdziwą katastrofę społeczną”. Autorzy oświadczenia krytykują fakt, że władze traktują sprawę wyłącznie jako „zwykłą likwidację handlową”, i domagają się pilnej reakcji ze strony instytucji publicznych.
Mechanizm, który się zawalił
Społeczne Agencje Nieruchomości to struktury akredytowane i dotowane przez Region Stołeczny Brukseli, pełniące rolę pośrednika między prywatnymi właścicielami lokali a gospodarstwami domowymi o niskich dochodach. Właściciele powierzali swoje mieszkania agencjom w zamian za bezpieczne zarządzanie oraz gwarancje finansowe, natomiast lokatorzy uzyskiwali dostęp do mieszkań po czynszach socjalnych. Cały system opierał się na delikatnej równowadze: właściciele godzili się na stawki niższe od rynkowych w zamian za stabilność, a agencje podnajmowały lokale rodzinom w trudnej sytuacji materialnej.
Upadłość AIS w Saint-Josse doprowadziła do całkowitego załamania tego mechanizmu. Do rozliczenia zobowiązań bankrutującego stowarzyszenia wyznaczono syndyka, jednak nie zaproponowano żadnego rozwiązania dla rodzin mieszkających w lokalach dotychczas zarządzanych przez agencję. Zdaniem kolektywu narzędzie stworzone jako element polityki społecznej zostało w praktyce sprowadzone wyłącznie do kategorii prawa handlowego.
Najemcy i właściciele w sytuacji bez wyjścia
Skutki upadłości dotykają obu stron. Najemcy nie są w stanie opłacać czynszów na poziomie rynkowym, natomiast właściciele nie chcą samodzielnie przejmować roli społecznej, która – ich zdaniem – należy do władz publicznych. Zawarcie nowych umów najmu bezpośrednio między właścicielami a dotychczasowymi lokatorami okazuje się w praktyce niewykonalne.
Kolektyw zwraca jednak szczególną uwagę na ludzki wymiar kryzysu. Całe rodziny żyją w stanie niepewności, a część z nich zmuszona jest rozważać nagłą przeprowadzkę. Oznacza to zmianę szkoły dla dzieci, utratę lokalnych więzi i destabilizację i tak kruchej sytuacji życiowej. „Nie mówimy o zwykłej zmianie adresu” – podkreślają sygnatariusze – „lecz o przymusowym wykorzenieniu rodzin, które były przekonane, że korzystają z ochrony zapewnianej przez strukturę publiczną”.
Właściciele czują się porzuceni
Także właściciele mieszkań mówią o poczuciu opuszczenia przez władze. Przypominają, że przez lata byli zachęcani do współpracy z agencjami społecznymi poprzez kampanie informacyjne, które gwarantowały bezpieczne zarządzanie lokalami i regularne wpływy z czynszu. W obliczu bankructwa lokalnej agencji zarzucają dziś instytucjom publicznym uchylanie się od odpowiedzialności.
Kolektyw wskazuje na Region Brukselski
Kolektyw wprost obarcza odpowiedzialnością Region Stołeczny Brukseli oraz władze publiczne, zarzucając im promowanie systemu Społecznych Agencji Nieruchomości bez zapewnienia mechanizmów zabezpieczających na wypadek jego załamania. W obliczu tego, co określają jako próżnię prawną i polityczną, najemcy i właściciele domagają się uznania społecznego charakteru tej upadłości. Żądają interwencji władz, która pozwoliłaby pokryć różnicę między czynszem socjalnym a rynkowym oraz zapobiec fali eksmisji.
Kolektyw apeluje również o nagłośnienie sprawy w mediach i deklaruje gotowość do składania zeznań, popartych dokumentacją, która ma potwierdzać sytuację bez wyjścia, w jakiej – jak twierdzą – obecnie się znaleźli.