W poniedziałek 12 stycznia 2026 r. rolnik z Ath wraz z żoną udał się do Pałacu Królewskiego w Brukseli, aby zwrócić się do monarchy z prośbą o łaskę i odzyskanie skonfiskowanego traktora. Wizyta była bezpośrednią kontynuacją głośnego protestu, który mężczyzna przeprowadził dwa dni wcześniej na brukselskim Grand-Place. Małżeństwo przywiozło ze sobą symboliczny dar w postaci worka ziemniaków, przeznaczonych dla króla Filipa i królowej Matyldy.
Symboliczny gest przed Pałacem Królewskim
Para pojawiła się przed Pałacem Królewskim około godziny 12:00, niosąc worek ziemniaków i licząc na możliwość rozmowy z monarchą lub jego przedstawicielem. Rolnik podkreślał, że zależało mu na osobistym przedstawieniu trudnej sytuacji, w jakiej znajdują się gospodarstwa rolne, oraz na wyjaśnieniu pokojowego charakteru sobotniej akcji protestacyjnej. Zapowiadał również, że w razie potrzeby gotów jest oficjalnie wystąpić o królewską łaskę w związku z postawionymi mu zarzutami.
Ku zaskoczeniu małżeństwa zostali wpuszczeni na teren rezydencji królewskiej. Po około dziesięciu minutach opuścili pałac bez worka ziemniaków, ale także bez spotkania z członkami rodziny królewskiej. Jak relacjonował rolnik, funkcjonariusz służb porządkowych poinformował ich o formalnej procedurze składania wniosków o audiencję. Ziemniaki zostały przyjęte jako dar dla monarchy, natomiast para ma oczekiwać odpowiedzi w sprawie ewentualnego spotkania.
Protest na Grand-Place i jego następstwa
W sobotę rolnik wjechał traktorem na główny plac Brukseli i wysypał bezpośrednio na bruk dużą ilość ziemniaków. Akcja miała zwrócić uwagę opinii publicznej na konsekwencje podpisania umowy handlowej między Unią Europejską a krajami Mercosur dla europejskiego rolnictwa. Krótko po proteście mężczyzna został zatrzymany i spędził w areszcie 24 godziny.
Jak sam przyznał, podczas zatrzymania był traktowany w sposób poprawny i profesjonalny. Czas spędzony w celi wykorzystał na refleksję nad swoim działaniem. Obecnie grożą mu zarzuty karne, wykroczenia drogowe oraz naruszenie przepisów środowiskowych. Traktor, którym przyjechał na protest, pozostawał unieruchomiony przez kilka godzin, zanim udało się zorganizować jego transport. Ostatecznie pojazd trafił na parking depozytowy w Ternat.
Bez traktora i z niepewną perspektywą
Rolnik nie ukrywa, że spodziewa się kary i określa zarzucane mu czyny jako poważne. Jednocześnie podkreśla, że wizyta w Pałacu Królewskim miała pokazać, iż protest może przybierać także formy symboliczne, niewymierzone w ludzi ani mienie. Przed wejściem na teren rezydencji żartował, że doskonale zdaje sobie sprawę z neutralnego charakteru tego miejsca i nie chce ponownie znaleźć się w kajdankach.
Dla małżeństwa, które tego dnia przyjechało do stolicy pociągiem, odzyskanie traktora okazało się jednak niemożliwe. Rolnik musi złożyć formalny wniosek o zwrot pojazdu, a decyzja w tej sprawie należy do prokuratora królewskiego. Nie krył zmęczenia i frustracji związanej z procedurami, podkreślając, że traktor jest niezbędny do codziennej pracy w gospodarstwie. Jego brak oznacza konieczność reorganizacji całej działalności w najbliższym czasie, tym bardziej że pojazd był potrzebny już następnego dnia.