W Belgii obowiązują rygorystyczne przepisy dotyczące bezpieczeństwa przeciwpożarowego w miejscach publicznych i – jak podkreślają eksperci – w większości przypadków są one właściwie przestrzegane. Dokładnie 1 stycznia 1976 r., pięćdziesiąt lat temu, pożar w dyskotece „6-9” w La Louvière doprowadził do śmierci 15 osób bawiących się podczas sylwestra. Ta tragedia, która nastąpiła dziewięć lat po pożarze domu towarowego Innovation, stała się impulsem do gruntownego uregulowania kwestii ochrony przeciwpożarowej w obiektach użyteczności publicznej. Mimo solidnych ram prawnych pełna kontrola pozostaje jednak nierealna, zwłaszcza w sytuacji, gdy liczne lokale gastronomiczne okazjonalnie przekształcają się w kluby nocne.
Tragedie, które ukształtowały obowiązujące prawo
Pożar w dyskotece „6-9” rozpoczął się od przerwy w dostawie prądu. Gdy zasilanie wróciło, pojawił się ogień, który w krótkim czasie objął cały lokal. Katastrofę pogłębiły poważne braki w zabezpieczeniach, nawet jak na standardy lat 70. Uczestnicy zabawy zostali uwięzieni w jedynym przejściu ewakuacyjnym, określanym później jako „korytarz śmierci” – wąskim odcinku o długości sześciu do siedmiu metrów.
Jan De Saedeleer, odpowiedzialny za prewencję pożarową w federalnej Służbie Publicznej Spraw Wewnętrznych (SPF Intérieur), przypomina, że po tej tragedii ówczesny minister spraw wewnętrznych zainicjował prace nad ustawą ramową dotyczącą bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Z czasem kompetencje w tym zakresie zostały podzielone pomiędzy różne szczeble władzy. Poziom federalny odpowiada dziś za normy ogólne dla wszystkich budynków, natomiast regiony regulują szczegółowe zasady dotyczące m.in. miejsc rozrywki.
Precyzyjne regulacje w Regionie Brukselskim
W Regionie Stołecznym Brukseli obowiązuje regionalne rozporządzenie z 2019 r. regulujące funkcjonowanie sal widowiskowych, lokali imprezowych i dyskotek. Przepisy określają m.in., że żadna osoba przebywająca w obiekcie nie może znajdować się dalej niż 30 metrów od wyjścia, wyjścia ewakuacyjnego lub schodów prowadzących do takiego wyjścia. Regulacje obejmują także wymagania dotyczące materiałów budowlanych, systemów alarmowych oraz nagłośnienia umożliwiającego przekazywanie komunikatów w sytuacjach awaryjnych. Za egzekwowanie tych norm odpowiadają gminy, działające na podstawie własnych regulaminów i we współpracy ze strefami ratowniczymi.
Normy zazwyczaj są przestrzegane
Bruno Schaeck, kapitan straży pożarnej strefy Liège, ocenia, że przepisy są generalnie respektowane, zwłaszcza w nowych budynkach. W lokalach oficjalnie zarejestrowanych jako sale imprezowe kwestie bezpieczeństwa zazwyczaj nie budzą zastrzeżeń. Problemy pojawiają się częściej w restauracjach i barach, które okazjonalnie organizują wydarzenia przyciągające znacznie większą liczbę osób, niż przewiduje ich podstawowa działalność. W takich przypadkach poziom ryzyka zależy od konstrukcji obiektu. Budynki z kilkoma fasadami i bocznymi wyjściami ewakuacyjnymi są relatywnie bezpieczne, natomiast lokale z jednym wejściem w wąskiej uliczce stanowią znacznie większe zagrożenie.
Strażak zaznacza jednak, że tam, gdzie prowadzone są kontrole i utrzymywany jest dialog z właścicielami, rzadko dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Największym problemem pozostają imprezy organizowane bez zgłoszenia i bez konsultacji z gminą. Jako przykład wskazuje dawne budynki fabryki Kraft w Jupille, gdzie wydarzenia promowane w mediach społecznościowych potrafią przyciągnąć nagle nawet 2 000 osób bez żadnych formalności. To jednak sytuacje skrajne.
Martwe punkty w systemie nadzoru
Jak przyznaje Jan De Saedeleer, całkowite wyeliminowanie luk w systemie prewencji jest niemożliwe. To obszar szczególnie trudny do monitorowania dla stref ratowniczych. Fakt, że lokal był bezpieczny w listopadzie, nie gwarantuje, że w okresie świątecznym nie pojawiły się w nim dodatkowe materiały łatwopalne. Szef służby prewencji podkreśla jednak, że regulaminy gminne są dobrze skonstruowane i nie można uznać ich za zbyt łagodne. Kluczowym wyzwaniem pozostaje zapewnienie ich stałego i konsekwentnego egzekwowania.
Stare budynki jako szczególne wyzwanie
Dla właścicieli lokali dostosowanie się do obowiązujących wymogów bywa szczególnie trudne w przypadku bardzo starych budynków, o skomplikowanym układzie i przy ograniczonych możliwościach finansowych. Przykładem jest stowarzyszenie Recyclart, znane miejsce kultury alternatywnej w Brukseli, które musiało przenieść działalność na Molenbeek po tym, jak w 2017 r. spółka kolejowa Infrabel uznała salę pod dworcem Chapelle za zbyt niebezpieczną pod względem pożarowym. Niedawno również teatr Océan Nord na Schaerbeek zwracał uwagę na wysokie koszty prac koniecznych do spełnienia aktualnych norm.
Jeden z brukselskich strażaków, proszący o anonimowość, zauważa, że stolica pełna jest bardzo starych budynków, których nie da się w pełni dostosować do dzisiejszych standardów, a jednocześnie nie można ich wyburzyć. Dotyczy to m.in. większości kościołów czy zabytkowych gmachów administracyjnych. Ratusz na Schaerbeek, z drewnianymi szachtami technicznymi, również stanowi poważne wyzwanie. Niedoskonałości te są jednak częściowo rekompensowane przez wysoki poziom przygotowania służb ratunkowych i odpowiednie procedury.
Doświadczenia właścicielki klubu Madame Moustache
Maud Partouche, założycielka klubu Madame Moustache w centrum Brukseli, przekonała się o znaczeniu norm przeciwpożarowych w praktyce. W 2022 r. lokal spłonął na skutek problemów z instalacją elektryczną. Po wyłączeniu bezpieczników ogień bardzo szybko rozprzestrzenił się pod sufitem nad barem. Na szczęście pożar wybuchł rano, bez obecności publiczności. Właścicielka jest przekonana, że gdyby doszło do niego w sobotni wieczór, ofiary byłyby nieuniknione.
Po gruntownej przebudowie klub ponownie otwarto pod koniec 2024 r., choć nie było możliwe wierne odtworzenie wcześniejszego wystroju ze względu na wiek budynku. Konieczne było usunięcie starego sufitu i dostosowanie obiektu do nowych wymagań dotyczących izolacji, instalacji elektrycznej i akustyki. Budynek otrzymał płaski dach ekstensywny z grubą warstwą izolacji, zdolną powstrzymać ogień przez godzinę zamiast trzydziestu minut, a przestrzenie wyjść ewakuacyjnych zostały poszerzone.
Koszt dostosowania do nowych norm sięgnął około 300 000 euro i nie został pokryty przez ubezpieczenie, co było dużym obciążeniem dla właścicielki, niebędącej właścicielem budynku. Mimo to Partouche uważa te inwestycje za konieczne. Jej zdaniem w ostatnich latach wzrosła zbiorowa świadomość dotycząca bezpieczeństwa ludzi. Dyskoteki są dziś bardzo ściśle kontrolowane i ponoszą konsekwencje swojego statusu, podczas gdy w Brukseli niemal każdy bar może w praktyce stać się małym klubem nocnym.