Nie wiadomo, ile kosztuje ładowanie auta elektrycznego – minister Rob Beenders apeluje do UE o prostsze zasady dla ładowarek
Nie da się wytłumaczyć, że przy ładowarce nie wiadomo, ile trzeba zapłacić – uważa federalny minister ochrony konsumentów Rob Beenders (Vooruit). Jego apel do Unii Europejskiej brzmi: uprośćcie...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Nie da się wytłumaczyć, że przy ładowarce nie wiadomo, ile trzeba zapłacić – uważa federalny minister ochrony konsumentów Rob Beenders (Vooruit). Jego apel do Unii Europejskiej brzmi: uprośćcie to. Według ministra europejskie przepisy, które określają ceny na stacjach ładowania samochodów elektrycznych, zostawiają zbyt duży margines, a dostawcy w pełni z niego korzystają – informuje nadawca publiczny VRT (serwis VRT NWS).
Spis treści
„Dostawcy wykorzystują to maksymalnie. Zamknijcie te furtki” – apeluje minister. Redakcja VRT NWS zbadała wcześniej duże różnice cen między poszczególnymi ładowarkami w Belgii.
Dodatkowe opłaty za płatność kartą
Pytany w programie konsumenckim WinWin w radiu Radio 2, czy przepisy dotyczące ładowarek nie mogłyby być prostsze, Beenders przyznał, że można się nad tym zastanawiać. „To Europa podjęła inicjatywę ustalenia tych zasad. Ale w tych przepisach jest pewien margines, z którego dostawcy maksymalnie korzystają” – mówi.
Dostawcy pobierają na przykład dodatkowe opłaty, gdy klient płaci kartą bankową, i stosują dynamiczne ustalanie cen. „To nie jest przejrzyste i ta dyskusja toczy się niemal w każdym kraju europejskim” – zaznacza minister.
Ceny są utrzymywane wykładniczo wysoko, bo w tych przepisach są szare strefy. Nie da się wytłumaczyć, że trzeba płacić więcej, bo używa się karty bankowej. Usuńcie to, a już będzie bardziej przejrzyście – mówi Beenders.
Jak jednak przyznaje, ceny nigdy nie będą wszędzie takie same. „Tankowanie benzyny przy autostradzie też kosztuje więcej niż we wsi. Nigdy nie dojdziemy do tego, że każda ładowarka ma tę samą stawkę, ale musi to być przejrzyste”.
Nowe przepisy być może w 2027 r.
Te same pytania o przepisy zadaje sobie kilka krajów europejskich, a Unia pracuje nad nową ustawą. „Państwa członkowskie muszą prowadzić kontrole i przekazywać je do UE, by można było dostosować przepisy” – wyjaśnia Beenders. Według ministra Belgia również co roku regularnie przeprowadza kontrole.
„Wprost proszę Europę: zamknijcie te furtki. Nie może być tak, że nie wiadomo, ile trzeba zapłacić przy ładowarce. Uprośćcie to. Europa chce te przepisy uprościć, a moim zdaniem powinna je też zaostrzyć. Tak dłużej być nie może” – mówi minister. Beenders liczy, że nowe przepisy pojawią się w 2027 r.
Wspólny system w całej Europie
Minister popiera to, by w tej sprawie przewodziła Unia Europejska. „Jeśli ma się samochód elektryczny i mieszka się blisko granicy albo jedzie na wakacje, dobrze, by każdy kraj stosował ten sam system”.
Obowiązujące obecnie przepisy europejskie pochodzą z 2024 r. „To zupełnie inny świat niż dziś. Nigdzie nie było ładowarek i ludzie bali się, że nie będą mieli gdzie ładować. Teraz ładowarki są wszędzie, ale martwimy się o cenę” – mówi Beenders. Jak dodaje, jazda elektryczna to nowość, a przy nowej technologii trzeba na bieżąco korygować zasady. Unia zwykle ocenia przepisy co pięć lat, ale w tej sprawie robi to co dwa lata.
Najbardziej dotyczy to kierowców prywatnych
Według ministra nie oznacza to jednak, że jasność i przejrzystość nie powinny pojawić się szybko, zwłaszcza dla użytkowników prywatnych. „Trzeba też uczciwie powiedzieć, że elektrycznie jeżdżą głównie osoby z samochodami służbowymi. Często dostają od firmy kartę do ładowania i nie zastanawiają się nad cenami” – zauważa Beenders.
Jak podkreśla, to przede wszystkim prywatni użytkownicy samochodów elektrycznych muszą być świadomi, ile kosztuje ładowanie, choć ta grupa jest na razie bardzo mała.