Sklepy w Brukseli wciąż obawiają się grabieży – część zostawia deski w witrynach co najmniej do końca października
Choć podczas manifestacji w sobotę 24 października w Brukseli nie doszło do masowych grabieży, część sklepów przy rue Neuve i avenue Louise nie zdejmuje zabezpieczeń - podaje La Libre...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Choć podczas manifestacji w sobotę 24 października w Brukseli nie doszło do masowych grabieży w głównych ulicach handlowych, część sklepów nie zdejmuje zabezpieczeń. Jak podaje dziennik La Libre Belgique, niektórzy handlowcy przy rue Neuve, w tzw. goulet Louise i przy avenue Louise zostawiają deski w witrynach na kolejne dni, bo obawiają się nowych zamieszek. Inni je zdejmują, ale trzymają pod ręką. Wszyscy mówią o niepewności i stratach w obrotach.
Obawy w Brukseli wywołały pod koniec poprzedniego tygodnia obrazy grabieży we Francji. Przed sobotą sklepy zamykały rolety, stawiały barykady, a jubilerzy opróżniali witryny. Sobotnia manifestacja przebiegła w napiętej atmosferze i doszło do pewnych zniszczeń, ale masowych grabieży nie było.
„Jeśli będą chcieli wejść, to wejdą”
Sprzedawczyni z jednego ze sklepów przy rue Neuve była w pracy w sobotę i nic się nie wydarzyło, mimo to nie czuje się spokojna. W poniedziałek 26 października witryny jej sklepu wciąż zasłaniały duże, nieprzezroczyste drewniane płyty.
Mimo barykad, jeśli będą chcieli wejść, to wejdą – mówi sprzedawczyni.
Nagib ze sklepu City GSM opowiada, że w sobotę prawie nie pracowali, bo klienci myśleli, że sklep jest zamknięty. W poniedziałek w południe zdejmował zabezpieczenia, których montaż kosztował około 1 000 euro. Konstrukcję nośną odstawił na bok, żeby w razie potrzeby szybko ją zamontować.
Różne strategie handlowców
W sklepie Hoff w goulet Louise płyty schowano na zapleczu, gotowe do ponownego użycia „na wszelki wypadek”. Sprzedawca tłumaczy, że zostawienie ich na tydzień nie wchodzi w grę, bo witryna jest i tak bardzo mała, a oznaczałoby to bezpośrednią stratę sprzedaży. W sklepie odzieżowym Bouvy deski są zdejmowane w tym tygodniu i mają wrócić, jeśli będzie to konieczne.
Inaczej postępuje jedna z aptek, która zostawia zabezpieczenia co najmniej do weekendu 31 października – 1 listopada, bo ciągłe zdejmowanie i zakładanie ich jest niepraktyczne. Duża sieć sklepów z obuwiem sportowym zostawi barykady przynajmniej do końca miesiąca, choć zmniejsza to obroty. W sklepie Paris XL płyty zostaną co najmniej do tygodnia rozpoczynającego się 2 listopada – pracownicy słyszeli, że w weekend 31 października – 1 listopada mają się odbyć kolejne manifestacje.
W jednym ze sklepów odzieżowych w goulet Louise personel przyznaje, że nikt tak naprawdę nie wie, co jeszcze może się wydarzyć. Pracownicy śledzą wiadomości i zwracają uwagę, że barykady tworzą klimat niepewności i szkodzą wizerunkowi sklepu – tym bardziej że zbliża się okres świąteczny, ważny dla dekoracji witryn.