Jarmark w Hijfte bez krów – minister rolnictwa nie zgodził się na handel bydłem z powodu IBR
Na dorocznym jarmarku w Hijfte, wsi należącej do gminy Lochristi, w poniedziałek nie odbył się tradycyjny handel krowami. Powodem jest tzw. grypa krów, czyli IBR – zakaźne zapalenie nosa i...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Na dorocznym jarmarku w Hijfte, wsi należącej do gminy Lochristi, w poniedziałek nie odbył się tradycyjny handel krowami. Powodem jest tzw. grypa krów, czyli IBR – zakaźne zapalenie nosa i tchawicy bydła. Ze względu na ryzyko zakażenia federalny minister rolnictwa David Clarinval z MR w ostatniej chwili nie wydał zgody na tę część wydarzenia. „Bardzo szkoda, że nie możemy kontynuować tej wieloletniej tradycji, ale rozumiemy tę decyzję” – mówi organizator Ivan Lybaert.
Spis treści
Dla handlarzy bydła i rolników jarmark rozpoczyna się zwykle w poniedziałek o godz. 6.00. To właśnie wtedy na miejsce trafiają krowy – każdego roku około 300 sztuk. Tym razem było inaczej, ponieważ minister Clarinval chciał uniknąć ryzyka rozprzestrzenienia się choroby.
Tradycja licząca 78 lat
W Hijfte decyzja wywołała duże rozczarowanie. „Ta tradycja ma już 78 lat” – mówi Lybaert. Jak wyjaśnia, dawniej na jarmark przyjeżdżało czterech handlarzy z okolicy, którzy przywozili setki zwierząt. W ostatnich latach uczestniczyło w nim dwóch handlarzy, oferujących łącznie około 300 krów. Rolnicy z okolicy przyjeżdżają wtedy, aby wybrać nowe zwierzęta, a transakcje nadal zawierane są w tradycyjny sposób – przez przybicie ręki.
Organizatorzy podkreślają, że zwierzęta są podczas jarmarku odpowiednio traktowane. Boksy, w których przebywają, są wyłożone słomą, a krowy mają możliwość swobodnego poruszania się. Rano wszystkie zwierzęta bada weterynarz, który sprawdza, czy są w pełni zdrowe. Do godz. 16.00 żadnej z krów nie ma już na terenie jarmarku.
Mimo rozczarowania organizatorzy przyjmują decyzję ze zrozumieniem. „Minister chce uniknąć sytuacji, w której zwierzęta różnych handlarzy stykają się ze sobą. Grypa krów, czyli IBR, krąży po Flandrii Wschodniej i jest to jednak poważna choroba” – tłumaczy przewodniczący komitetu jarmarcznego.
Badania krwi i decyzja, która przyszła w piątek wieczorem
Ograniczenia obowiązywały już przed rokiem. Wszystkie zwierzęta musiały zostać zgłoszone na listach na cztery dni przed jarmarkiem, a handlarze mieli obowiązek przedstawić negatywny wynik badania krwi w kierunku IBR. Dla organizatorów oznaczało to znaczny wysiłek organizacyjny i finansowy: chodziło o 300 zwierząt, a koszt jednej próbki wynosił 10 euro. Większość tych wydatków komitet pokrył samodzielnie.
W tym roku organizatorzy zakładali, że będą obowiązywać te same zasady. Jak jednak przyznaje Lybaert, epidemia IBR we Flandrii Wschodniej okazała się poważniejsza niż rok wcześniej. Prowadzono rozmowy z przedstawicielami federalnej agencji ds. bezpieczeństwa łańcucha żywnościowego AFSCA/FAVV oraz z gabinetem ministra. Ostateczną zgodę na organizację targu bydła mógł jednak wydać wyłącznie federalny minister rolnictwa.
Zgoda nie nadeszła, a organizatorzy otrzymali tę informację dopiero w piątek wieczorem. Jak relacjonuje Lybaert, zarząd komitetu już w czwartek sam podjął decyzję o rezygnacji z targu bydła. Ministerstwo zaproponowało później wydanie zezwolenia jednemu handlarzowi, jednak przy obowiązku przebadania zwierząt na cztery dni przed jarmarkiem w piątek nie było to już możliwe do zorganizowania.
Organizatorzy targu bydła umówili się z gabinetem ministra Clarinvala na szybkie spotkanie dotyczące przyszłorocznej edycji. „Na początku było to duże rozczarowanie. Chodzi o liczącą 78 lat tradycję, która przyciąga wielu ludzi. Ale patrząc na to trzeźwo, nie sądzę, żeby zorganizowanie jarmarku było możliwe, biorąc pod uwagę sytuację wokół IBR” – przyznaje Lybaert.
Bez krów, ale z końmi, stoverij i sztuczną krową
W poniedziałek odbył się natomiast doroczny jarmark koni. W programie znalazła się ocena koni wyścigowych i gospodarskich w poszczególnych kategoriach, a w południe podawano stoverij z frytkami. Organizatorzy ustawili również na terenie jarmarku sztuczną krowę, a uczestnicy mogli zgadywać jej wagę. Jak mówi Lybaert, komitet postanowił nadać tegorocznej imprezie nieco lżejszy, żartobliwy charakter.
Zdaniem organizatora jarmark jest wydarzeniem, które wielu mieszkańców ma na stałe wpisane w kalendarz. „Jesteśmy małą parafią, ale bardzo zżytą” – podkreśla. Jak zauważa, dawniej miejscowe rodziny miały po 10 lub 12 dzieci, podczas gdy dziś częściej jest ich pięcioro lub sześcioro. Wiele osób z czasem przeprowadziło się gdzie indziej. To właśnie dzięki tej tradycji wracają na niedzielny kiermasz i poniedziałkowy jarmark, aby ponownie się spotkać.