Flamandzka grupa Heylen wchodzi na południe kraju – po terenie Caterpillara przejęła fabrykę Audi w Brukseli
Rodzina Heylen, działająca poprzez spółkę Heylen Warehouses, w krótkim odstępie czasu przejęła dawny teren fabryki Caterpillar w Gosselies, a następnie zakład Audi Brussels. Stojąca za tymi...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Rodzina Heylen, działająca poprzez spółkę Heylen Warehouses, w krótkim odstępie czasu przejęła dawny teren fabryki Caterpillar w Gosselies, a następnie zakład Audi Brussels. Stojąca za tymi transakcjami grupa jest dobrze znana we Flandrii: skupia ponad 50 spółek, zatrudnia 3 700 osób i osiąga ponad miliard euro rocznych obrotów. Jej przedstawiciele przekonują, że klimat inwestycyjny w Walonii poprawił się na tyle, iż warto szukać tam kolejnych możliwości rozwoju.
Spis treści
Nieznane nazwisko na południu kraju
We francuskojęzycznej części Belgii Wim Heylen pozostaje postacią stosunkowo mało znaną, choć to właśnie ten flamandzki przedsiębiorca stoi za dwiema transakcjami, które w ostatnich miesiącach trafiły na czołówki gazet. W marcu chodziło o przejęcie dawnego terenu Caterpillara, a w tym tygodniu – zakładu Audi Brussels, obejmującego 50 hektarów w południowej części stolicy.
Za każdym razem transakcję prowadziła logistyczno-nieruchomościowa część grupy należącej w 100 procentach do rodziny Heylen, czyli Heylen Warehouses (HW). To flagowa działalność całego przedsięwzięcia, odpowiadająca za około 50 procent aktywności grupy. Pozostałą część tworzy ponad 50 firm działających między innymi w branży eventowej, energetycznej, spożywczej, technologicznej, meblarskiej, logistycznej, rekrutacyjnej, a nawet kwiatowej. Do grupy należy między innymi holenderski lider Van den Bos Flowerbulbs, eksportujący swoje produkty do 60 krajów świata.
Od sklepu zoologicznego do miliardowego obrotu
W życiorysie Wima Heylena nie ma wielkich studiów. Po ukończeniu szkoły średniej przez kilka lat pracował w rodzinnym sklepie z karmą dla zwierząt i nawozami. W wieku 23 lat rozpoczął działalność na własny rachunek i otworzył sklep zoologiczny Amizoo. W ciągu około siedmiu lat placówka przekształciła się w sieć trzynastu sklepów. To właśnie z tego pierwszego sukcesu wyrosły kolejne przedsięwzięcia – punkty sprzedaży zostały następnie korzystnie odsprzedane grupie Delhaize, właścicielowi konkurencyjnej sieci Tom&Co.
Jak głosi opowieść o początkach przedsiębiorcy, już jako ośmiolatek wsiadał na rower i sprzedawał sąsiadom rośliny zalegające w gospodarstwie rolnym jego rodziców.
Za uzyskane środki Wim Heylen zaczął inwestować w kolejne przedsiębiorstwa, przyjmując strategię określaną jako „buy, build, hold”, czyli kupować, budować i zatrzymywać. Jak zaznacza Bart Legierse, dyrektor generalny grupy, nie oznacza to jednak zasady „never sell”, czyli nigdy nie sprzedawać.
Grupa przypisuje swój sukces wyraźnie określonej strategii, w ramach której każda spółka zachowuje dużą autonomię.
Każda firma ma swojego szefa, który koncentruje się wyłącznie na jej działalności. Panuje tu prawdziwy duch przedsiębiorczości – podkreśla Ralph Caspanni, dyrektor generalny Heylen Warehouses.
Posiadanie tak wielu spółek pozwala również tworzyć mechanizmy wzajemnie się napędzające i budować wewnętrzny ekosystem.
Zdarza się, że HW wynajmuje magazyny innym spółkom grupy albo że poszczególne firmy są swoimi klientami – wyjaśnia Ralph Caspanni.
Magazyny w całej Europie, ale niewiele w Walonii
Nieruchomościowa część grupy sama rozwija, buduje, posiada i utrzymuje swoje obiekty, w przeciwieństwie do deweloperów nastawionych na ich szybką odsprzedaż. Taka strategia przyciągnęła jednego z największych belgijskich właścicieli nieruchomości – AG Real Estate (AG RE), czyli nieruchomościowe ramię AG Insurance. Blisko połowa z ponad 2,5 miliona metrów kwadratowych powierzchni wybudowanej przez Heylen Warehouses znajduje się w spółce joint venture z AG RE, w której obie strony mają po 50 procent udziałów. Współpraca trwa już od ponad dziesięciu lat. Dla ubezpieczyciela to sposób na wejście w segment logistyczny w oparciu o doświadczenie Heylena.
Magazyny Heylen Warehouses można znaleźć w Holandii, Hiszpanii, Portugalii i Danii, ale w Walonii wciąż jest ich stosunkowo niewiele. Pierwszy projekt sygnowany przez HW na południu kraju powstał w 2023 r. Obecnie spółka ma pięć lokalizacji w Walonii.
Klimat inwestycyjny w Walonii poprawił się. To tam są okazje i chcemy je wykorzystać. Jednocześnie trudniej jest rozwijać projekty we Flandrii, gdzie jest mniej dostępnych gruntów, trudniej uzyskać pozwolenia urbanistyczne, a koszty rosną – wskazuje dyrektor generalny Heylen Warehouses.
Podejście, które zjednuje partnerów publicznych
Także w oczach instytucji publicznych sposób działania grupy wyróżnia się na tle innych inwestorów.
Wim Heylen przyjeżdża na spotkania ze swoimi zespołami. Tworzy rozwiązania dla firm, których potrzeby rozumie. Ma przy tym bardzo pragmatyczne podejście. Nie okopuje się na swoich pozycjach, jest konstruktywny, nie godząc się jednak na czasem absurdalne żądania – opowiada Pierre Hermant, który koordynował sprawę terenu Audi ze strony brukselskich władz aż do powstania nowego rządu regionalnego.
Ma trochę ducha przedsiębiorczości w stylu Marca Coucke. Choć odniósł sukcesy za granicą, lubi też realizować projekty, które mają realny wpływ w Belgii – dodaje.
Nie wszystko przebiega jednak bez trudności. Jak zauważa inny znawca tematu, widać, że przedstawiciele grupy dopiero wchodzą na ten teren i muszą jeszcze dobrze poznać złożoność administracyjną Brukseli i Walonii.
Teren Audi jako „Liga Mistrzów” pod względem trudności
Sama grupa zdaje sobie sprawę, że w przypadku zakładu Audi Brussels mierzy się z przedsięwzięciem o zupełnie innej skali trudności.
Lokalizacja w centrum miasta, obecność istniejących budynków, oczyszczanie gruntu… To nie jest nasz największy projekt pod względem powierzchni, ale zdecydowanie pod względem złożoności – podsumowuje dyrektor generalny HW, określając przedsięwzięcie mianem „Ligi Mistrzów pod względem złożoności”.
Trudności te nie odstraszają jednak inwestora.
Mamy podejście długoterminowe. Stajemy się elementem lokalnego ekosystemu na dziesięć, piętnaście czy trzydzieści lat – zaznacza Ralph Caspanni.