Dwujęzyczność w brukselskich urzędach głównie na papierze – raport wicegubernatora ujawnia skalę naruszeń
Najnowszy roczny raport Jozefa Ostyna, wicegubernatora okręgu administracyjnego Bruksela-Stolica, pokazuje, że wymogi językowe obowiązujące przy zatrudnianiu urzędników gminnych w stolicy są w...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Najnowszy roczny raport Jozefa Ostyna, wicegubernatora okręgu administracyjnego Bruksela-Stolica, pokazuje, że wymogi językowe obowiązujące przy zatrudnianiu urzędników gminnych w stolicy są w praktyce przestrzegane w bardzo ograniczonym zakresie. Dokument wywołał ostrą krytykę po stronie flamandzkiej, gdzie komentatorzy zarzucają władzom regionu systematyczne obchodzenie ustaw językowych. Raport obejmuje zarówno zwykłe nabory, jak i stanowiska kierownicze, na których prawo wymaga zachowania parytetu językowego.
Spis treści
Jak działa kontrola wymogów językowych
Każda nominacja urzędnika gminnego lub pracownika CPAS/OCMW, czyli gminnego ośrodka pomocy społecznej, musi zostać zgłoszona niderlandzkojęzycznemu wicegubernatorowi. Do jego zadań należy sprawdzenie, czy kandydat spełnia wymagania językowe. Jeśli warunki nie zostały dochowane, wicegubernator zawiesza nominację.
Decyzja ta musi jednak zostać potwierdzona przez rząd regionu. Krytycy obecnego systemu twierdzą, że władze regionalne tego nie robią, przez co działania wicegubernatora nie przynoszą żadnych praktycznych skutków.
Liczby z raportu
Według danych przedstawionych przez wicegubernatora tylko jedna gmina, Schaerbeek, spełnia wymogi językowe w ponad jednej trzeciej analizowanych przypadków. Kilka innych z trudem przekracza poziom 20 procent. Na Molenbeek zgodność z przepisami odnotowano w 3 procentach spraw, na Jette w 2 procentach, natomiast w Saint-Josse żaden z badanych przypadków nie spełniał wymagań.
Woluwe-Saint-Lambert, gmina kierowana wcześniej przez związanego z FDF burmistrza Oliviera Maingaina, w ogóle odmawia przekazywania wymaganych informacji.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na stanowiskach kierowniczych, gdzie ustawowo obowiązuje parytet językowy. Zasady tej przestrzega tylko jedna gmina. W jedenastu gminach co najmniej trzy czwarte stanowisk kierowniczych zajmują osoby francuskojęzyczne, a w pięciu ośrodkach pomocy społecznej wśród kadry kierowniczej nie ma ani jednej osoby niderlandzkojęzycznej.
Argumenty obu stron
W dyskusji o przyczynach tej sytuacji regularnie powracają dwa wyjaśnienia: brak wystarczającej liczby kandydatów o odpowiednim poziomie dwujęzyczności oraz obawa, że rygorystyczne stosowanie przepisów mogłoby zakłócić codzienne funkcjonowanie gmin.
Autorzy krytycznych komentarzy po stronie flamandzkiej odrzucają jednak te argumenty. Ich zdaniem tolerowanie naruszeń prawa wysyła kandydatom sygnał, że brak znajomości języka niderlandzkiego nie stanowi przeszkody w karierze w administracji gminnej. Zwracają również uwagę, że francuskojęzyczne szkolnictwo, mimo ośmiu lat nauki niderlandzkiego, wypuszcza absolwentów, którzy w praktyce pozostają jednojęzyczni, a partie niderlandzkojęzyczne nie protestują przeciwko tej sytuacji.
Komentatorzy wskazują też na różnicę w podejściu do ułatwień językowych przysługujących osobom francuskojęzycznym w gminach na obrzeżach Brukseli. Ich zdaniem podobna swoboda w stosowaniu przepisów wywołałaby tam natychmiastowy kryzys rządowy. W tej interpretacji chodzi o wieloletnią strategię zmierzającą do zatarcia historycznie dwujęzycznego charakteru Brukseli i przekształcenia jej w miasto wyłącznie francuskojęzyczne.
Rola władz regionu
Krytycy nie spodziewają się zmiany stanowiska ze strony rządu Regionu Stołecznego Brukseli. Wskazują przy tym, że minister-prezydent Boris Dilliès (MR) nie mówi po niderlandzku, podobnie jak minister Ahmed Laaouej (PS), odpowiedzialny za sprawy władz lokalnych.
Jednocześnie zwracają uwagę na zmianę zachodzącą w brukselskim szkolnictwie. Obecnie niemal jedna czwarta uczniów w stolicy uczęszcza do placówek niderlandzkojęzycznych.