“To były nieprzespane noce” – Alexander De Croo o repatriacji kobiet IS i ich dzieci z Syrii
“W tak trudnych decyzjach człowiek zostaje właściwie sam. Wszyscy siedzący przy stole patrzyli na mnie. Gdyby coś się nie udało, odpowiedzialność spadłaby właśnie na mnie” –...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be “W tak trudnych decyzjach człowiek zostaje właściwie sam. Wszyscy siedzący przy stole patrzyli na mnie. Gdyby coś się nie udało, odpowiedzialność spadłaby właśnie na mnie” – wspomina były premier Alexander De Croo (Anders) w serii podcastów “Vrouwen van IS” (“Kobiety IS”). Polityk wraca w niej do repatriacji kobiet powiązanych z tzw. Państwem Islamskim, przeprowadzonych w 2021 i 2022 r., oraz do poważnych dylematów politycznych i nieprzespanych nocy, które towarzyszyły tym decyzjom.
Spis treści
Zagrożenie, które pojawiło się na radarze
Kiedy za rządów Elio Di Rupo po raz pierwszy pojawiło się zjawisko “zagranicznych bojowników terrorystycznych”, czyli osób wyjeżdżających do innego kraju, by przygotowywać lub planować zamachy, w belgijskiej polityce dominowało przede wszystkim niedowierzanie. Pojawiało się pytanie, dlaczego ludzie wychowani w Belgii mieliby wyjeżdżać do kalifatu i występować z bronią przeciwko społeczeństwu, z którego się wywodzili.
“Zajmowaliśmy się tym bardzo intensywnie jeszcze przed zamachami w Brukseli” – mówi De Croo. “Zagrożenie dla naszego kraju i innych państw europejskich stało się bardzo wyraźne. Dlatego powstał cały aparat specjalistów z wymiaru sprawiedliwości i służb bezpieczeństwa, przygotowujących analizy ryzyka”. Temat ten stał się również stałym punktem każdego posiedzenia Krajowej Rady Bezpieczeństwa.
Pomysł repatriacji i pierwsze spory
Ponieważ istniała obawa, że pozostawienie tych osób w Syrii oznaczałoby utratę kontroli nad tym, gdzie się znajdują i co robią, zaczęto rozważać ich repatriację. “Na początku było wiele wątpliwości, jak właściwie do tego podejść” – przyznaje De Croo.
“Z etycznego punktu widzenia byli to mężczyźni i kobiety, którzy wyjeżdżając do kalifatu, sami zdecydowali się odwrócić od naszego społeczeństwa. Z drugiej strony istniał argument prawny – wielu z nich skazano zaocznie, a my musieliśmy dopilnować, by odbyli zasądzone kary”.
W grudniu 2017 r., po burzliwych rozmowach, rząd Charles’a Michela podjął decyzję: do kraju mogły wrócić wyłącznie dzieci poniżej 10. roku życia, natomiast ich matki miały pozostać w Syrii. Jak wspomina De Croo, który był wówczas wicepremierem, taki scenariusz okazał się niemożliwy do wykonania.
“Granica 10 lat była całkowicie arbitralna i nie miała żadnego uzasadnienia. Nie zgadzałem się wtedy z tą decyzją i czas pokazał, że miałem rację”. Władze kurdyjskie odmówiły współpracy przy rozdzielaniu rodzin, a ostatecznie – poza jednym dzieckiem – nikt wtedy nie wrócił do Belgii.
Dramatyczna sytuacja w obozach
Kiedy w październiku 2020 r. rząd De Croo rozpoczął pracę, sprawa natychmiast wróciła na posiedzenia Krajowej Rady Bezpieczeństwa. W międzyczasie sytuacja w obozach dramatycznie się pogorszyła. Miejsca te stały się skrajnie niebezpieczne, syryjskie zimy były lodowate, dzieci umierały z wycieńczenia, a IS coraz silniej przejmowało kontrolę nad obozami.
“Eksperci do spraw bezpieczeństwa naprawdę nalegali na repatriację” – mówi De Croo. “Ryzyko, że te osoby znikną z pola widzenia, a potem niezauważone pojawią się na Zachodzie z zamiarami terrorystycznymi, było duże. Dla mnie decydujący był jednak aspekt ludzki. Te kobiety podjęły godny potępienia wybór, za który większość z nich została ukarana, ale nie można karać dzieci za decyzje ich rodziców”.
Nieprzespane noce i ryzykowne operacje
Rząd ostatecznie zdecydował się na repatriację. Latem 2021 r. oraz wiosną 2022 r., w ramach dwóch ewakuacji, sprowadzono do Belgii łącznie 12 matek i 26 dzieci.
Choć z czasem decyzję uznano za właściwą, a organ koordynujący analizę zagrożeń OCAD określa ją dziś jako sukces, jej podjęcie nie było łatwe.
“To były nieprzespane noce. Naprawdę nie mogłem spać i bardzo się martwiłem. Za każdym razem, gdy dzwonił telefon, obawiałem się, że pojawił się problem. Operacje ewakuacyjne prowadzone przez nasze siły specjalne w tych obozach były niebezpieczne. Proszę sobie wyobrazić, że doszłoby tam do wymiany ognia i zginęliby belgijscy żołnierze, którzy mieli stamtąd zabrać skazanych członków IS i ich dzieci. Tego nie byłbym w stanie uzasadnić” – wspomina były premier.
“Byli ludzie, którzy pytali mnie: Alexander, po co? Gdyby te kobiety później przeprowadziły zamach, wszyscy wskazywaliby na mnie. To była czysto polityczna kalkulacja, ale świadomie ją odsunąłem i wybrałem podejście prawne oraz ludzkie. Cieszę się, że tak zrobiłem”.
Ścisłe warunki i stały nadzór
De Croo podkreśla, że powrót do Belgii w żadnym razie nie oznaczał “biletu na wolność”. Do repatriacji kwalifikowały się wyłącznie dzieci poniżej 12. roku życia, ponieważ od tego wieku zakłada się już pewną zdolność oceny sytuacji i odpowiedzialność. Matki oceniano indywidualnie i musiały one zgodzić się na udział w programie deradykalizacji. Repatriacją nie objęto ojców, ponieważ to nie oni sprawowali opiekę nad dziećmi.
Dziś rodziny te żyją w społecznej anonimowości, ale pod względem prawnym nadal pozostają pod bardzo ścisłym nadzorem. “Choć wiele osób pytało mnie, dlaczego zdecydowałem się właśnie na takie rozwiązanie, nadal stoję za tą decyzją” – mówi De Croo. “Przede wszystkim ze względu na tych 26 dzieci. Uważam, że był to właściwy wybór i zawsze będę go bronił”.